Minister obrony Andris Spruds podał się w niedzielę do dymisji. Powodem tej decyzji był incydent z ukraińskimi dronami, które wtargnęły w łotewską przestrzeń powietrzną od strony Rosji i uszkodziły zbiorniki na ropę.
Sarts powiedział w rozmowie z Latvijas Radio, że Łotwa, postępując w ten sposób, wysyła na wschód sygnał, że łatwo ją sprowokować. - Teraz nie mamy dobrego sposobu, by odpowiedzieć - przyznał dyrektor natowskiego Centrum Eksperckiego.
Polska wyróżniona na tle europejskich krajów
Przedstawiciel Sojuszu podkreślił, że problem zwalczania dronów dotyczy praktycznie wszystkich państw NATO. Jak zaznaczył, reakcja na takie incydenty jest niewystarczająco skuteczna niemal w każdym z krajów tej organizacji.
Jako jedyny pozytywny przykład Sarts wskazał Polskę - przypominając, że drony wlatywały tam znacznie dalej w głąb terytorium państwa.
O wtargnięciu w przestrzeń powietrzną dwóch dronów poinformowało 7 maja łotewskie wojsko. Po tym wydarzeniu premier Łotwy Evika Silina oświadczyła, że straciła zaufanie do ministra obrony.
Spruds podał się do dymisji, aby "chronić łotewskie siły zbrojne przed wciągnięciem w kampanię polityczną". Aktualnie obowiązki szefa resortu obrony sprawuje Silina.











