W rozmowie z Cyprus Mail, najstarszym i jedynym anglojęzycznym dziennikiem wydawanym na wyspie, Alireza Salarian powiedział, że nie ma "żadnych oznak prowokacji" ze strony Cypru i baz brytyjskich. Podkreślił, że Iran nie otrzymał żadnych doniesień, że bazy te przeprowadziły jakikolwiek akt agresji przeciwko Iranowi. "Ani republika, ani bazy brytyjskie nie są brane pod uwagę jako cele w trwającym konflikcie Iranu ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem" - zapewnił rozmówca Cyprus Mail.
Cypr nie jest celem Iranu. Paryż i Londyn też
Dodał, że ocena Iranu pokrywa się z publicznymi oświadczeniami premiera Keira Starmera. Szef brytyjskiego rządu zapewnił, że bazy nie są wykorzystywane w celach ofensywnych. Dlatego - podkreślił - "nie ma uzasadnienia, aby uważać je za cel".
Zaprzeczył też twierdzeniom Izraela, jakoby Iran miał możliwość zaatakowania takich miast jak Londyn czy Paryż. Uznał oskarżenia za bezpodstawne. Odrzucił również doniesienia o nieudanym ataku rakietowym na wyspę Diego Garcia na Oceanie Indyjskim, gdzie mieści się amerykańsko-brytyjska baza wojskowa. Stwierdził, że "Iran nie ma zasięgu, aby dotrzeć do takich miejsc".
Ambasador Iranu na Cyprze odniósł się także do działań Iranu w cieśninie Ormuz. Podkreślił, że Teheran "działa całkowicie w ramach swoich suwerennych praw" do kontrolowania dostępu do swojego terytorium w czasie wojny. Potwierdził, że podjęto środki umożliwiające korzystanie ze szlaku "statkom pływającym pod banderą przyjaciół". Zaprzeczył doniesieniom, jakoby Iran miał zamiar nałożyć na żeglugę opłaty tranzytowe.
Ambasador Iranu. Zaprzecza negocjacjom
Odnosząc się do polityki europejskiej, rozmówca Cyprus Mail skrytykował brak potępienia ze strony państw członkowskich UE wobec działań Stanów Zjednoczonych i Izraela. "Ten brak przyczynił się do powstania obecnych warunków, które umożliwiły wybuch konfliktu" - powiedział. Wskazał zarówno na trwającą wojnę, jak i wcześniejszą, 12-dniową eskalację, podczas której Stany Zjednoczone zbombardowały obiekty nuklearne w Iranie.
W kwestii dyplomacji Salarian odrzucił sugestie dotyczące kontaktów między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Zapewnił, że "nie toczą się żadne negocjacje" i określił doniesienia o rozmowach mianem wojny psychologicznej. Podkreślił, że wszelkie przyszłe negocjacje "będą wymagały gwarancji rekompensaty za szkody wyrządzone przez konflikt" oraz zapewnień, że do wznowienia działań wojennych "nie dojdzie automatycznie".
Nawiązując do negocjacji prowadzonych między Waszyngtonem a Teheranem przed wybuchem działań wojennych (w Genewie i Omanie - red.), ambasador poinformował, że rozmowy osiągnęły poziom techniczny. "Umożliwiał on wdrożenie porozumienia dotyczącego irańskiego uranu" - powiedział. I zakwestionował szczerość, "z jaką urzędnicy USA działają w dobrej wierze". Wyraził opinię, że prezydent Donald Trump działał na polecenie Benjamina Netanjahu i przedstawił trwającą wojnę jako wynik przede wszystkim ambicji Izraela, a nie amerykańskiej polityki zagranicznej.













