Według komunikatu prezydent USA podziękował przewodniczącemu Chińskiej Republiki Ludowej za zaproszenie do kompleksu rządowego Zhongnanhai w Pekinie, gdzie przywódcy spotkali się przy herbacie i roboczym lunchu.
"Trump ocenił, że wizyta w Chinach była bardzo udana, przykuła uwagę świata i była niezapomnianym przeżyciem. Obie strony poczyniły szereg ważnych uzgodnień, doszły do wielu porozumień i rozwiązały wiele kwestii z korzyścią dla obu krajów i świata" - ogłosiło chińskie MSZ.
Xi określił wizytę Trumpa jako "historyczną". W jego ocenie przyczyniła się ona do wzajemnego porozumienia i zaufania oraz pokazała, że pokojowe współistnienie i obustronnie korzystna współpraca na bazie wzajemnego szacunku jest właściwym podejściem do dwustronnych relacji.
Komentarze mediów
Trump przebywał w Pekinie od 13 maja. Następnego dnia spotkał się z Xi w Wielkiej Hali Ludowej i wspólnie z nim zwiedził Świątynię Nieba, a wieczorem wziął udział w bankiecie państwowym wydanym na jego cześć.
- W odróżnieniu od swojej zwykłej postawy to prezydent USA Donald Trump był bardziej ugodowy podczas spotkań z Xi Jinpingiem, przywódca Chin natomiast osiągnął swój cel, jakim jest postrzeganie jego kraju jako mocarstwa o takim samym znaczeniu jak USA - oceniają po wizycie amerykańskie gazety.
Dziennik "New York Times" zauważył, że podczas gdy Trump od początku wizyty starał się nawiązać osobiste kontakty z Xi, ten od razu przystąpił do wyznaczenia granic w relacjach między obu państwami, ostrzegając USA, by rozważnie postępowały w kwestii Tajwanu.
"Wydaje się, że ta chwila pokazała nową równowagę między dwoma rywalami. Xi, postępując według ściśle zaplanowanego scenariusza, nie pozostawiał wątpliwości, że mimo wszystkich problemów Chin - deflacji, spadku liczby ludności, pęknięcia bańki na rynku nieruchomości - nadeszła chwila, w której Chiny występują jako równorzędne mocarstwo" - pisze "NYT".
Na każdym kroku, przynajmniej na początku dwudniowej podróży do Chin, Trump brzmiał pojednawczo, co stanowiło całkowite przeciwieństwo jego publicznych wypowiedzi w USA, gdzie w kampanii prezydenckiej mówił o Chinach jako o kraju kradnącym miejsca pracy i zagrażającym bezpieczeństwu narodowemu.
"Xi, choć uśmiechał się i witał Trumpa serdecznie, był w głębi serca bardziej konfrontacyjny - zwłaszcza w kwestii Tajwanu, o którym wygłosił jednoznaczne ostrzeżenie" - dodaje gazeta.
"Washington Post" z kolei zwraca uwagę, że głównym celem Xi było uznanie Chin za mocarstwo równe Stanom Zjednoczonym - i udało mu się to.
"Obraz dwóch równych sobie supermocarstw był właśnie tym, co Xi chciał osiągnąć dzięki tej wizycie - mówią analitycy. Podczas dwóch dni spotkań starannie wyreżyserowana ceremonia oraz wzajemne gesty przyjaźni i szacunku między dwoma najpotężniejszymi mężczyznami świata ukazały dynamikę geopolityczną, której Chińczycy od dawna pragnęli, a Amerykanie się opierali" - zauważa gazeta.












