Prezydent USA Donald Trump w ostatnim czasie coraz częściej chwali sekretarza stanu Marka Rubio. Szef amerykańskiej dyplomacji znalazł się w centrum wydarzeń w związku z operacjami militarnymi administracji Trumpa w Wenezueli i Iranie. Wiceprezydent J.D. Vance zszedł nieco na dalszy plan - zauważają media.
Cichy pojedynek o przyszłość MAGA
Trump zastanawia się, kto mógłby być kandydatem Republikanów w wyborach prezydenckich w 2028 r. i kto nadaje się do tego, by stanąć na czele ruchu MAGA (Make America Great Again) po jego odejściu. Prezydent nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie tego, kto uzyska jego poparcie.
Za faworyta od dawna postrzegany jest Vance, lecz - jak zaznaczają w ostatnim czasie amerykańskie media - coraz częściej w tym kontekście wymieniany jest też Rubio. Jak napisał "Newsweek", uważa się, że zarówno Vance, jak i Rubio kontynuowaliby program MAGA.
Według "Wall Street Journal" Trump od miesięcy pyta swoich doradców, przyjaciół i sponsorów o ich zdanie na temat Rubio i Vance'a. Tym samym stawia naprzeciwko siebie dwóch młodych i ambitnych Republikanów, będących przyjaciółmi i pracujących w jednej administracji.
W sobotę 28 lutego, czyli w dniu rozpoczęcia wojny z Iranem, Trump spotkał się na Florydzie z kilkudziesięcioma sponsorami. Podczas kolacji prezydent zapytał, co zebrani sądzą na temat wiceprezydenta i sekretarza stanu. Media twierdzą, że to Rubio został głośniej oklaskany przez zgromadzonych.
Osoby zbliżone do Trumpa utrzymują, że prezydent coraz częściej okazuje sympatię wobec sekretarza stanu; chwali go w prywatnych rozmowach, mówi, że ten były senator z Florydy miałby szansę na wygraną w wyborach i uważa, że dobrze wypada w telewizji. Trump często zwraca się do niego po radę. Pracuje też teraz z Rubio, synem kubańskich emigrantów, nad tym, jak doprowadzić do zmiany reżimu na Kubie.
- Myślę, że Marco będzie najlepszym sekretarzem stanu w historii. To moja opinia. Jestem trochę stronniczy, bo go lubię - powiedział kilka dni temu prezydent.
Trump chwalił też 54-letniego Rubio - na przykład - w orędziu o stanie państwa wygłoszonym przed Kongresem a także podczas spotkań z wyborcami.
- Lubicie Marco? - zwrócił się w środę do tłumu swoich zwolenników w Kentucky. Jednocześnie prezydent nie krytykuje Vance'a, ani nie uważa, że nie byłby w stanie wygrać - podkreślił "Wall Street Journal".
Vance ostrożny, Rubio na froncie
Rubio znalazł się na pierwszym planie w związku z działaniami USA w Wenezueli i Iranie. Z kolei Vance stał się raczej tłem - podkreśliła stacja NBC News.
Wojna postawiła Vance'a - weterana wojny w Iraku, od dawna sprzeciwiającego się angażowaniu Stanów Zjednoczonych w konflikty zagraniczne - w sytuacji, która nie do końca odpowiada jego poglądom - zauważyła telewizja.
Osoby zbliżone do Vance'a przekazały, że wiceprezydent co prawda opowiadał się za atakiem na Iran, lecz jednocześnie obawia się dłuższej wojny.
Trump powiedział dziennikarzom, że Vance "filozoficznie jest trochę inny" od niego, jeśli chodzi o Iran. Dodał, że wiceprezydent "może był mniej entuzjastyczny" w kwestii zaatakowania tego kraju. Natomiast Rubio jest jedną z głównych twarzy tej operacji.
Zarówno Vance, jak i Rubio w przeszłości krytykowali Trumpa. Niemniej w 2024 roku obaj byli brani przez niego pod uwagę podczas wyboru wiceprezydenta. Ostatecznie zwyciężył Vance, m.in. dzięki wsparciu ze strony syna Trumpa - Donalda Trumpa Jr.
- Media chcą stworzyć konflikt tam, gdzie żadnego konfliktu po prostu nie ma - zapewnił niedawno w telewizji Fox News Vance. Podkreślił, że Rubio jest jego najbliższym przyjacielem w administracji.
Ani Vance, ani Rubio nie ogłosili, że będą starać się o nominację Republikanów w wyborach w 2028 r. Rubio zapowiedział jednak, że nie będzie walczył z 41-letnim Vancem, jeśli ten stanie do walki o prezydenturę.
Według badania NBC News 77 proc. wyborców Republikanów pozytywnie odbiera Vance'a, a 66 proc. - Rubio.
Z prognoz firm Kalshi i Polymarket wynika, że co prawda Vance jest na prowadzeniu, ale szanse Rubio na wygranie nominacji Republikanów wzrosły wraz z wybuchem wojny w Iranie - napisał "Newsweek".













