W skrócie
- Prezydent Wołodymyr Zełenski wskazał 2027 rok jako cel dla przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej.
- Ursula von der Leyen popiera koncepcję "odwróconego członkostwa", która polegałaby na stopniowym dołączaniu Ukrainy do kolejnych polityk unijnych po formalnym członkostwie.
- Wątpliwości co do szybkiego członkostwa Ukrainy wyrażają dyplomaci części państw UE, a decyzję mogą blokować m.in. Węgry i Słowacja.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
"Chcę konkretnej daty" - napisał 11 lutego na platformie X ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski na temat zapisu w porozumieniu pokojowym, na mocy którego w 2027 roku jego państwo miałoby wejść do Unii Europejskiej.
"Jeśli w umowie, którą podpisze Ameryka, Rosja - a konkretnie Władimir Putin - ja jako prezydent Ukrainy oraz Europa, nie będzie daty, to Rosja zrobi wszystko, aby zablokować ten proces. I to nie własnymi rękami, ale za pośrednictwem przedstawicieli europejskich" - podkreślił.
Wołodymyr Zełeński chce przystąpienia Ukrainy do UE. Podał datę
Zełenski przed ostatnią rundą rozmów w Genewie oświadczył, że Ukraina zrobi wszystko, by być gotowa do przystąpienia do Wspólnoty w 2027 r. Proces akcesyjny blokują jednak obecnie Węgry, które nie godzą się na otwarcie tzw. pierwszego klastra negocjacyjnego.
Z kolei zwolenniczką przyspieszonego, tzw. odwróconego członkostwa Ukrainy jest przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która we wtorek w czwartą rocznicę wybuchu wojny odwiedzi Kijów. - Akcesja Ukrainy jest rzeczywiście przedmiotem rozmów, ale na tym etapie nie można niczego przesądzić - powiedział w czwartek rzecznik KE Guillaume Mercier.
"Członkostwo odwrócone" miałoby polegać na tym, że najpierw Ukraina zostałaby państwem członkowskim UE, a potem w miarę postępów reform dołączałaby do kolejnych obszarów unijnej współpracy takich jak polityka spójności czy wspólna polityka rolna.
- Ukraina jest już de facto zintegrowana z UE w kilku kwestiach, dołączyła np. do wspólnego obszaru roamingu i do sieci elektroenergetycznej. Zgodnie z tym założeniem do reszty obszarów mogłaby przystąpić, gdy reszta UE uzna, że jest na to gotowa - zwróciło uwagę w rozmowie z dziennikarzami źródło unijne.
W ten sposób UE pozostałaby wierna zasadzie, zgodnie z którą proces akcesyjny opiera się na merytorycznych podstawach - nie jest jedynie decyzją polityczną, ale zależy od spełnienia przez państwo kandydujące konkretnych warunków.
Ukraina-Rosja. W 2027 roku nastąpi "odwrócone członkostwo"?
Dyplomata jednego z unijnych krajów uznał, że 2027 rok jest mało prawdopodobny. - Nawet gdyby Ukraina miała wejść do Unii jako członek drugiej kategorii, czego oni sami chyba by nie chcieli, to do ustalenia pozostawałoby to, co to w zasadzie oznacza - podkreślił.
UE musiałaby w zaledwie kilka miesięcy np. rozstrzygnąć, jakie prawa miałby taki nowy kraj członkowski i w jakich kwestiach mógłby decydować wspólnie z pozostałymi. Należałoby się również spodziewać, że stolice wspierające akcesję państw Bałkanów Zachodnich zaczną tradycyjnie domagać się, by z takiej przyspieszonej ścieżki akcesyjnej mogły też skorzystać inne kraje ubiegające się o członkostwo.
Problemem będzie też uzyskanie zgody państw członkowskich na takie "odwrócone członkostwo". Nawet jeśli torpedujący dzisiaj proces akcesyjny Ukrainy węgierski premier Viktor Orban straci władzę po wyborach parlamentarnych w kwietniu, to nadal na "nie" może być Słowacja i inne państwa widzące w członkostwie Ukrainy potencjalne wyzwanie.
Rozwiązaniem mogłoby być forsowane przez von der Leyen podjęcie decyzji większością kwalifikowaną, a nie jednomyślnie. Wówczas zamiast wszystkich krajów członkowskich konieczne byłoby uzyskanie zgody 15 z nich stanowiących razem 65 proc. ludności UE.
We wtorek von der Leyen wspólnie z gospodarzem unijnych szczytów, przewodniczącym Rady Europejskiej Antonio Costą złoży wizytę w Ukrainie w czwartą rocznicę rosyjskiego pełnowymiarowego ataku na to państwo.














