"Jeśli polskie firmy dalej będą musiały opłacać uprawnienia do emisji CO2, jeśli dalej będziemy w ETS-ie, to ci ludzie zaraz będą bezrobotni" - mówił Przemysław Czarnek podczas manifestacji NSZZ Solidarność w Warszawie, wskazując na jej uczestników.
"Mówią nam to pracodawcy, mówią nam to związkowcy. Mówią nam, to przedsiębiorcy, mówią nam to ci, którzy zajmują się energią" - podkreślał kandydat PiS na premiera.
Przemysław Czarnek na proteście Solidarności. Nawoływał do wystąpienia z ETS
Czarnek nawiązał też do swojej poniedziałkowej wizyty w Przedsiębiorstwie Energetycznym w Siedlcach. "Wczoraj w Siedlcach prezes PEC-u mówił, że 220 mln zł w ciągu 5 lat mieszkańcy Siedlec zapłacili. Tak płaci cała Polska. Tak płaci cała Polska. W elektrociepłowniach starszych nawet 50 proc. ceny to jest ETS" - wskazywał Czarnek.
"Musi Polska wyjść z ETS. Natychmiast musi zaprosić do wyjścia inne państwa europejskie. Musimy ratować gospodarkę, przemysł, musimy ratować miejsca pracy Polaków. Pręcz z ETS, wychodzimy z niego - oświadczamy pani von der Leyen razem z ludźmi Solidarności, tutaj, dzisiaj w Warszawie. Nie akceptujemy waszej religii klimatycznej, waszej ideologii lewackiej, która niszczy Europę, niszczy Polskę" - mówił Przemysław Czarnek.
"Mamy swój węgiel, mamy swoje złoża, mamy swoje możliwości działania produkcji prądu, który będzie tani, który nie będzie zmuszał ludzi do inwestycji w odnawialne źródła energii, które w Polsce po prostu się nie sprawdzają" - przekonywał, zaznaczając, że chodzi o te "niestabilne".
Czym jest ETS?
Unijny mechanizm ETS ma na celu zachęcenie przedsiębiorstwa do inwestowania w zielone źródła energii. Te, które emitują dużo gazów cieplarnianych (np. elektrociepłownie węglowe), muszą dokupywać dodatkowe prawa do emisji. To wpływa na koszty wytarzania prądu, które ponoszą odbiorcy końcowi.











