Oprócz codziennego strachu przed atakami najbardziej bezpośrednim skutkiem wojny, z jakim musieli się zmierzyć zwykli Irańczycy, był kolejny gwałtowny wzrost cen wszystkiego - opisuje AFP.
Z powodu inflacji bank centralny Iranu wypuścił do obiegu banknot o nominale 10 mln riali
Amir, 40-letni Irańczyk z przedmieść Teheranu relacjonował w rozmowie z agencją, że po wybuchu wojny, cena pieczywa tostowego, które zazwyczaj kupował "nagle wzrosła" z 700 tys. riali do 1 mln (z około 1,94 zł do 2,77 zł).
Jeden z jego przyjaciół, który choruje na raka, musi przyjmować lek, który obecnie kosztuje 180 mln riali (około 499 zł). Przed wojną jego cena wynosiła natomiast 3 mln (około 8,30 zł).
Galopująca inflacja spowodowała, że bank centralny w połowie marca wprowadził do obiegu nowy banknot o nominale 10 mln riali. Miesiąc wcześniej wyemitowano banknot o nominale 5 mln.
To m.in. zła sytuacja gospodarcza doprowadziła do wybuchu protestów w kraju pod koniec grudnia 2025 roku. Manifestacje, które trwały blisko dwa miesiące, zostały krwawo stłumione przez służby bezpieczeństwa reżimu. Według oficjalnych danych władz zginęło 3 tys. uczestników demonstracji. Zachodnie media oraz opozycyjny serwis Iran International podwały, że ofiar było ponad 30 tys.
Po wybuchu wojny w Iranie wiele firm się zamknęło. Pracodawcy wyjechali
50-letnia Iranka mieszkająca w północno-zachodniej części Iranu, gdzie zazwyczaj nie brakuje towarów importowanych z sąsiedniej Turcji, powiedziała AFP, że po wybuchu wojny "niektóre produkty kosztują trzy razy więcej niż zazwyczaj".
Irańczycy mierzą się nie tylko z podwyżkami cen. Konflikt spowodował, że wiele firm się zamknęło, "pozostawiając pracowników w stanie zawieszenia i niepewności co do tego, czy otrzymają wynagrodzenie". Inne rozpoczęły zwolnienia - podaje AFP.
Cięcia etatów dotknęły m.in. pracowników firm budowlanych, w których pracuje wielu imigrantów m.in. z Afganistanu.
"Kiedy zaczęła się wojna, możliwości na znalezienie pracy stały się ograniczone. Ludzie przestali pracować na budowach" - powiedział agencji 23-letni Afgańczyk, który wrócił z Teheranu do ojczyzny. "Pracodawcy wyjechali za granicę, a firmy przestały działać" - dodał jego rodak, który również jest robotnikiem.
"Masowe zwolnienia, powszechne zamknięcia"
Zła sytuacja gospodarcza w kraju martwi także lepiej sytuowane osoby. "Szczerze mówiąc, naprawdę boję się o naszą przyszłość, zwłaszcza pod względem ekonomicznym" - stwierdziła w rozmowie z agencją 35-letnia Iranka pracująca w sektorze finansowym w centrum Isfahanu. "Obecnie sytuacja jest katastrofalna. Masowe zwolnienia, powszechne zamknięcia. Wszystko wydaje się przytłaczające" - dodała.
AFP zwraca uwagę na to, że irański przemysł stalowy ma kluczowe znaczenie dla przemysłu, podobnie jak zakłady petrochemiczne. Zniszczenia infrastruktury, do których doszło podczas nalotów, będą więc mieć długotrwały wpływ na gospodarkę.
Bank centralny Iranu będzie zmuszony dodrukować pieniędzy
Problemy dosięgną również i tak już nadwyrężony sektor bankowy. "Przed wybuchem wojny z Izraelem, USA i Iranem system bankowy znajdował się w trudnej sytuacji, był ogólnie bardzo podatny na zagrożenia, a jego bilanse były słabe" - wskazał w rozmowie z agencją Adnan Mazarei, były wysoki rangą urzędnik Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Zdaniem eksperta w wyniku konfliktu straty będą jeszcze większe, bo klienci nie będą w stanie spłacać pożyczek. Mazarei uważa, że "konieczne mogą być dalsze akcje ratunkowe, a bank centralny będzie zmuszony drukować pieniądze, aby ich uratować". "Oczywiście spowoduje to wzrost podaży pieniądza, co ponownie doprowadzi do wyższej inflacji" - dodał rozmówca agencji. Według irańskiej urzędu statystycznej roczna inflacja w lutym w Iranie wyniosła 47,5 proc. - podaje AFP.











