W skrócie
- Rozmowy płacowe w ZUS zakończyły się niepowodzeniem. Związki zawodowe chcą 1200 zł podwyżki, a pracodawca dużo mniej.
- Związki zawodowe utrzymują swoje żądania, natomiast zarząd ZUS wskazuje na ograniczenia planu finansowego i konieczność uzyskania zgód od ministerstw i komisji sejmowej na potencjalne zmiany.
- Związki zawodowe zapowiedziały możliwość strajku ostrzegawczego, a pracodawca deklaruje gotowość do dalszych rozmów oraz uruchomienie dostępnych środków na podwyżki.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Monika Krześniak Sajewicz, Interia: Zarząd ZUS nie dogadał się ze stroną związkową w sprawie podwyżek. Na początku rozmów - w kwietniu - związki zawodowe chciały 1200 zł podwyżki, natomiast zarząd ZUS proponował około 200 zł i jednorazową nagrodę. Na jakich propozycjach jednej i drugiej strony zakończyły się te nieudane negocjacje?
Paweł Jaroszek, wiceprezes ZUS: - Nie udało się niestety osiągnąć porozumienia. Związki zawodowe cały czas stoją na stanowisku, że ich oczekiwania to 1200 zł. Natomiast jeżeli chodzi o stronę pracodawcy - to, co mogliśmy znaleźć w funduszu wynagrodzeń - pozwalałoby na podniesienie wynagrodzenia zasadniczego o około 220 zł brutto. Warto jednocześnie zaznaczyć, że do tego dochodzą wszystkie pochodne wynikające z zakładowego układu zbiorowego pracy - premie, trzynastki, nagrody, odprawy, do których byłoby to wliczane. Po zsumowaniu daje to średnio ponad 300 zł miesięcznie.
Do tego proponowaliśmy jednorazową nagrodę, bo udało się wygospodarować środki - zarówno w ramach budżetu wynagrodzeń, bieżących oszczędności, jak i ewentualnych przesunięć w planie finansowym ZUS. Pozwoliłoby to wypłacić pracownikom średnio łącznie około 4 tys. zł brutto.
To wszystko, co możemy zrobić - w tym w ramach zmiany planu finansowego ZUS, która nie zależy bezpośrednio od pracodawcy. To deklaracja zarządu - żeby ją zrealizować, potrzebujemy zgód ministra rodziny pracy i polityki społecznej oraz ministra finansów i gospodarki, a następnie opinii sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Dopiero później uchwały zarządu i rady nadzorczej ZUS. To nie jest proces automatyczny, ale wieloetapowy i osadzony w konkretnym reżimie prawnym i ramach czasowych.
Trudno uznać to za dużą podwyżkę. Trzeba też przyznać, że pracownicy ZUS mają coraz więcej obowiązków, poziom usług się poprawił, a instytucja przejęła w ostatnich latach wiele nowych zadań. Czy ta argumentacja była brana pod uwagę, czy ograniczeniem są po prostu możliwości zmieszczenia się w budżecie?
- Nie ma żadnych rozbieżności, jeśli chodzi o ocenę zaangażowania pracowników i jakości usług. Pracodawca na każdym kroku podkreśla, że docenia ich pracę. Natomiast pracownicy oczekują wyższych środków, a my możemy podzielić tylko to, co mamy w planie finansowym. Nie mamy możliwości zwiększania przychodów czy wyceniania usług poza tym, co wynika z ustaw regulujących działalność ZUS. Zarząd musi poruszać się w określonym limicie. Doszliśmy do ściany - zaoferowaliśmy wszystko, co było możliwe, również poprzez przesunięcia środków z innych zadań i oszczędności.
Żeby osadzić sytuację pracowników w realiach - jaka jest przeciętna płaca w ZUS albo widełki?
- Średnio wynagrodzenie zasadnicze to około 7 tys. zł brutto. Jeśli doliczymy wszystkie dodatki - trzynastkę, premie i nagrody - czyli podzielimy cały fundusz wynagrodzeń przez liczbę pracowników - wychodzi ponad 9 tys. zł brutto.
Tyle że pracownicy patrzą na to, co dostają na konto - w miesiącu, w którym nie ma wypłat premii, jest to ok. 5 tys. zł i zestawiają to z rosnącymi kosztami utrzymania, co jest zrozumiałe. Z kolei dla pracodawcy całkowity koszt wynagrodzenia jest o wiele wyższy.
Czy były rozmowy z ministrem finansów i minister rodziny, pracy i polityki społecznej o zwiększeniu środków, biorąc pod uwagę rosnące zadania ZUS i związane z tym oczekiwania płacowe pracowników?
- Funkcjonujemy w ramach uchwalonej ustawy budżetowej. Plan finansowy ZUS, w tym fundusz wynagrodzeń, jest jej częścią. Co roku podnosimy temat zwiększenia środków już na etapie tworzenia budżetu. Przy okazji nowych ustaw analizujemy ich koszty i je pokazujemy. Mogę dodać, że przy okazji rozmów płacowych również zadeklarowaliśmy, że przeanalizujemy wszystkie ustawy realizowane przez ZUS, bo część kosztów była liczona kilka lat temu i może już nie odpowiadać obecnym realiom.
Ale czy w tej konkretnej sytuacji były rozmowy nie tylko z MF, które pilnuje budżetu, ale też z MRPiPS - skoro ZUS realizuje coraz więcej zadań spoza swojego ścisłego obszaru i obsługuje kolejne programy społeczne - o zwiększenie puli przewidzianej w obecnym budżecie?
- Informacje o trudnościach w osiągnięciu porozumienia płacowego były przekazywane już na początkowym etapie rozmów w kwietniu. Zorganizowano specjalne posiedzenie zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych przy Radzie Dialogu Społecznego, z udziałem przedstawicieli związków, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwa Finansów. Tam postulaty związków bardzo wyraźnie wybrzmiały.
Padła jakaś deklaracja?
- Poproszono nas o sprawdzenie, czy w ramach obecnego budżetu ZUS możliwe są przesunięcia. I to właśnie te środki pochodzące z tych przesunięć pozwalają na wypłatę jednorazowej nagrody.
Gdyby rozłożyć te 4000 zł na 12 miesięcy, daje to około 330 zł miesięcznie. Razem z podwyżką zasadniczą i dodatkami wychodzi blisko 600 zł, choć oczywiście - co istotne z punktu widzenia pracowników - nagroda nie wchodzi na stałe do podstawy wynagrodzenia.
Czy w związku z tym, że nie udało się osiągnąć porozumienia, rośnie ryzyko strajku?
- Spór w zakresie uznanym przez pracodawcę i zgłoszonym do Okręgowej Inspekcji Pracy dotyczy dostosowania poziomu zatrudnienia do realizowanych zadań oraz kształtu polityki antymobbingowej. Związki zawodowe zapowiedziały możliwość strajku ostrzegawczego. My jako pracodawca robimy wszystko, żeby temu zapobiec - jesteśmy w procesie mediacji i liczymy na dobrą wolę po stronie związków zawodowych, choć różnych scenariuszy nie można wykluczyć.
Czy planujecie kolejne kroki, np. wystąpienie do MF o dodatkowe środki?
- Chcielibyśmy przede wszystkim wrócić do rozmów ze związkami. Pieniądze na podwyżki w wysokości 220 zł brutto na etat są gotowe do wypłaty i chcemy ją uruchomić. To absolutnie nie zamyka drogi do starań o dodatkowe środki, choć będzie to wymagało więcej czasu. Na każdym spotkaniu podkreślamy, że będziemy zabiegać o dodatkowe pieniądze - zarówno przy nowych ustawach, jak i przy rewizji obecnie obowiązujących.
To jednak proces długotrwały. Jesteśmy gotowi rozmawiać w każdej chwili. Uważamy, że warto przekazać dostępne pieniądze pracownikom, a jednocześnie prowadzić dalej dialog ze stroną społeczną i rządową oraz szukać kolejnych rozwiązań uwzględniając interes publiczny.
Rozmawiała: Monika Krześniak-Sajewicz














