Spis treści:
- Inni nauczyciele mają lepiej, czyli dlaczego brakuje "przedszkolanek"
- "Żeby skorzystać z toalety, muszę prosić innego nauczyciela o pomoc"
- Kończą studia, ale nie trafiają do zawodu. Jakie są alternatywy?
- Czego żądają nauczyciele? "Pieniądze są tylko jednym z elementów"
"Szacujemy, że w tej chwili brakuje około 100 tysięcy nauczycieli w systemie oświaty" - mówił w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim" Lesław Ordon, wiceprzewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty NSZZ "Solidarność".
Znaczna część tych wakatów dotyczy nauczycieli przedszkoli. Z Barometru Zawodów 2026 wynika, że aż w 179 powiatach występuję deficyt kandydatów, a w 10 z nich deficyt ten został określony jako "duży". "Główny powód deficytu: kandydatom nie odpowiadają warunki pracy" - czytamy.
Inni nauczyciele mają lepiej, czyli dlaczego brakuje "przedszkolanek"
Początkujący nauczyciel w Polsce zarabia średnio 6,7 tys. zł brutto miesięcznie, czyli nieco ponad 5 tys. zł na rękę. Nauczyciel mianowany około 7,8 tys. zł brutto, czyli ok. 5,8 tys. zł netto, a nauczyciel dyplomowany około 10 tys. zł brutto, czyli ok. 7,4 tys. zł netto.
Nie są to jednak kwoty odpowiadające pensji zasadniczej. Na średnie wynagrodzenie składają się także dodatki stażowe, motywacyjne i funkcyjne, świadczenia związane z warunkami pracy oraz wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe. W przypadku nauczycieli przedszkolnych możliwość zwiększania dochodów poprzez dodatkowe godziny pracy jest jednak ograniczona.
- W szkołach nauczyciele otrzymują dodatek za wychowawstwo i mogą liczyć na dodatkowe godziny ponadwymiarowe. W przedszkolach jest to raczej wyjątek - wskazuje w rozmowie z Interią Biznes Monika Derwisz z ZNP.
Inny jest również sposób rozliczania etatu - nauczyciel wychowania przedszkolnego ma większe pensum, czyli liczbę godzin zajęć dydaktycznych, które musi przepracować z dziećmi, niż nauczyciel przedmiotowy w szkole.
- Nauczyciel szkolny pracuje "przy tablicy" 18 godzin tygodniowo, natomiast w przypadku nauczyciela przedszkola pensum wynosi 25 godzin w młodszych grupach i 22 godziny w starszych. Oczywiście zarówno nauczyciel w szkole, jak i nauczyciel przedszkola ma 40-godzinny tygodniowy czas pracy. Różnica polega jednak na tym, że nauczyciel szkolny ma 18 godzin zajęć bezpośrednio z uczniami, a nauczyciel przedszkolny aż 25 godzin - tłumaczy Maria Maciejewska, nauczycielka pracująca w jednej z małopolskich wsi. - Oni mogą pracować na półtora etatu albo nawet na dwóch etatach, a ja przy 25 godzinach tygodniowo nie mam już takiej możliwości - wskazuje.
Do tego dochodzi różnica w długości jednostki pracy. Nauczyciel szkolny prowadzi lekcje trwające 45 minut, natomiast nauczyciel przedszkola pracuje z dziećmi przez pełną godzinę zegarową. W praktyce oznacza to 25 godzin po 60 minut w przypadku młodszych grup, podczas gdy nauczyciel szkolny realizuje 18 godzin po 45 minut.
"Żeby skorzystać z toalety, muszę prosić innego nauczyciela o pomoc"
Pensja nie jest jednak jedynym czynnikiem, który może zniechęcać do podjęcia pracy w zawodzie lub skłaniać do rezygnacji z niego. Znaczenie mają również specyficzne warunki pracy, które pod pewnymi względami wypadają mniej korzystnie niż w przypadku nauczycieli przedmiotowych.
Jedną z takich różnic jest duża odpowiedzialność przy relatywnie niewielkiej autonomii. Jak wskazują sami pedagodzy, nauczyciel przedszkola nie zajmuje się wyłącznie prowadzeniem zajęć. Przez znaczną część dnia odpowiada za bezpieczeństwo i opiekę nad dziećmi, organizacje pracy grupy, posiłki, ubieranie dzieci, wyjścia poza placówkę, a także kontakty z rodzicami.
- My nie mamy żadnych przerw, pracujemy ciągiem. Jesteśmy cały czas w grupie, idziemy z dziećmi na śniadanie, na obiad, jesteśmy z nimi non stop - podkreśla Maciejewska. - Żeby skorzystać z toalety, muszę prosić innego nauczyciela, żeby przyszedł popatrzeć na dzieci - dodaje.
Na konieczność ciągłej obecności fizycznej i emocjonalnej zwraca uwagę również Zuzanna Jastrzębska-Krajewska, dyrektor nauk społecznych, nauczycielka wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej. - Małe dziecko nie odłoży swojej potrzeby na później, dlatego że nauczyciel właśnie zajmuje się czymś innym. Jedno płacze, drugie potrzebuje pomocy w toalecie, trzecie weszło w konflikt, czwarte źle znosi hałas, piąte chce natychmiast opowiedzieć coś, co jest dla niego najważniejszą sprawą na świecie, a nauczyciel przez cały ten czas odpowiada za bezpieczeństwo całej grupy - mówi. - To jest niezwykle intensywna praca poznawcza, fizyczna i emocjonalna - podkreśla.
Jak tłumaczą pedagodzy, w przypadku nauczyciela przedmiotowego dzień pracy jest podzielony na lekcje, przerwy i ewentualne okienka wynikające z planu zajęć. Nauczyciel przedszkolny przez wiele godzin pozostaje natomiast bezpośrednio zaangażowany w pracę z grupą, bez podobnych przerw w kontakcie z podopiecznymi. Istotna jest również liczebność grupy, a ta ustawowo może wynosić nawet 25 dzieci, przypadających na jednego nauczyciela.
Na niekorzyść nauczycieli przedszkolnych może działać również liczba dni wolnych, ponieważ nie korzystają oni z wakacji w takim wymiarze jak ich koledzy ze szkół. Nauczyciele przedszkoli mają 35 dni urlopu. Przedszkola często działają również w czasie wakacji, ferii, między świętami czy podczas długich weekendów. - My nie mamy tyle wolnego co nauczyciele w szkołach. Pracuję w ferie, nie mam dni dyrektorskich, pracuję również między świętami - podkreśla Maciejewska.
Pracownicy placówek wskazują również na rosnące wyzwania edukacyjne - w przedszkolach systematycznie przybywa dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, zaburzeniami rozwojowymi, trudnościami emocjonalnymi czy wynikającymi z sytuacji rodzinnej.
- Można zaryzykować stwierdzenie, że dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi jest tak dużo w przedszkolach, że stanowią one dzisiaj większość. To ogromne wyzwanie i konkretna praca po stronie nauczycieli jak wdrażanie zaleceń wynikających z orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego, realizacja indywidualnych programów edukacyjno-terapeutycznych. Trzeba zapewnić odpowiednie warunki dzieciom z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, nadpobudliwością psychoruchową, trudnościami adaptacyjnymi oraz innymi zaburzeniami rozwojowymi. Czasami zalecenia dla dzieci w jednej grupie wzajemnie się wykluczają - mówi Derwisz.
- Nauczyciele zdecydowanie mierzą się dziś z bardzo dużym zróżnicowaniem potrzeb dzieci - dodaje Jastrzębska-Krajewska. - Byłabym jednak ostrożna ze stwierdzeniem, że kiedyś takich dzieci nie było. Dzisiaj więcej wiemy, więcej dostrzegamy, lepiej diagnozujemy i mamy większą świadomość różnic rozwojowych. To jest bardzo dobra zmiana. Jednocześnie mam problem z hasłem "indywidualizacja", jeżeli rozumiemy je jako konieczność stworzenia każdemu dziecku w grupie zupełnie odrębnej ścieżki funkcjonowania. To jest po prostu niewykonalne w dużej grupie przedszkolnej - tłumaczy.
Na koniec, jak dodają sami nauczyciele, znaczenie ma również sposób, w jaki ich zawód jest traktowany społecznie. Praca w przedszkolu często bywa infantylizowana, a same nauczycielki i nauczyciele określani jako "przedszkolanki", "opiekunki", czy "ciocie".
- Rodzice i politycy mówią "przedszkolanki", co nie buduje prestiżu i jest niesprawiedliwe, bo są to wykształceni nauczyciele po studiach, a nie osoby do opieki. Jako Polska możemy pochwalić się świetnymi specjalistami - polscy nauczyciele przedszkoli mają jedne z najwyższych kwalifikacji. W Europie wyższe wykształcenie pracowników tego etapu edukacyjnego nie jest normą. Społeczeństwo tego jednak nie docenia - konkluduje Derwisz.
- Od nauczyciela oczekujemy coraz większych kompetencji, ale nie zawsze idzie za tym społeczny szacunek dla jego profesjonalizmu. Nauczyciel wychowania przedszkolnego nie jest osobą, która po prostu lubi dzieci. Jest specjalistą od rozwoju i edukacji małego dziecka - dodaje Jastrzębska-Krajewska.
ZOBACZ TAKŻE: Wakaty znikają, problem zostaje. Szkoły mają sposób na brak nauczycieli
Kończą studia, ale nie trafiają do zawodu. Jakie są alternatywy?
Dane GUS pokazują, że sytuacja kadrowa w przedszkolach zmienia się szybciej niż w całej oświacie. Między rokiem szkolnym 2023/2024 a 2024/2025 liczba nauczycielskich etatów ogółem zmniejszyła się o 2,7 proc., podczas gdy w placówkach wychowania przedszkolnego spadek wyniósł aż 12 proc.
Jak zaznaczają absolwenci studiów, nauka w przedszkolu to tylko jedna z możliwość zatrudnienia, na którą część z nich wcale się nie decyduje. - Osoba kończąca studia pedagogiczne ma kompetencje komunikacyjne, organizacyjne i społeczne. Potrafi pracować projektowo, zarządzać grupą, występować publicznie, rozwiązywać sytuacje konfliktowe, planować, tworzyć materiały i współpracować z bardzo różnymi ludźmi. To są kompetencje atrakcyjne również na rynku poza edukacją - przyznaje Jastrzębska-Krajewska, dodając, że sama zna osoby, które po skończonych studiach pedagogicznych zdecydowały się na pracę w innym zawodzie.
Zdaniem nauczycielki, jeżeli młody człowiek widzi, że gdzie indziej może otrzymać wyższe wynagrodzenie, większą elastyczność, możliwość szybszego rozwoju, bardziej czytelną ścieżkę awansu i jednocześnie ponosić mniejszą odpowiedzialność, "to część osób dokonuje po prostu racjonalnego wyboru".
Czego żądają nauczyciele? "Pieniądze są tylko jednym z elementów"
Nauczyciele wśród najistotniejszych postulatów wymieniają podwyżki. - Nie mam wątpliwości, że jeżeli oczekujemy wysokich kwalifikacji i powierzamy komuś ogromną odpowiedzialność, musi to znaleźć odzwierciedlenie w wynagrodzeniu - argumentuje Jastrzębska-Krajewska. - Ale pieniądze są tylko jednym z elementów - dodaje.
Zdaniem nauczycielki konieczna jest poprawa warunków pracy oraz zapewnienie realnego wsparcia specjalistów pracujących z dziećmi o największych potrzebach edukacyjnych - psychologów i pedagogów. Należy również zmniejszyć liczbę obowiązków, które pochłaniają czas nauczyciela, a niewiele wnoszą do codziennej pracy z dziećmi. - Nauczyciel potrzebuje także przestrzeni na przygotowanie zajęć, obserwację dzieci, rozmowę z rodzicami oraz współpracę ze specjalistami - podkreśla.
Wśród żądań wysuwanych przez nauczycieli znajduje się również zmniejszenie liczebności grup. Rozwiązanie to, ich zdaniem, miałoby swoje uzasadnienie również w spadającej od lat liczbie dzieci.
- Postulujemy zmniejszenie liczby dzieci w oddziale do 18. To będzie miało pozytywny wpływ na warunki pracy nauczycieli. Umożliwi rzetelne prowadzenie obserwacji pedagogicznej i diagnozy przedszkolnej, zwiększy efektywność pracy wychowawczej, ograniczy przeciążenie psychofizyczne nauczycieli - argumentuje Derwisz z ZNP.
Jak dodaje, takie rozwiązanie przyczyni się do poprawy jakości realizowanych zadań edukacyjnych. - Mniej liczne grupy to skuteczniejsza indywidualizacja pracy i wspieranie dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, których z roku na rok jest coraz więcej. To wpłynie także na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa podczas zajęć, zabaw oraz wyjść poza teren przedszkola. Umożliwi to skuteczniejszy nadzór nad dziećmi i szybszą reakcję w sytuacjach wymagających interwencji - mówi.
- Chciałabym również, żebyśmy przestali budować ten zawód na poświęceniu - dodaje Jastrzębska-Krajewska. - Dobry nauczyciel nie powinien być dobry dlatego, że wieczorami bezpłatnie przygotowuje materiały, odpisuje rodzicom o każdej porze, kupuje rzeczy do sali z własnych pieniędzy i nie stawia granic, bo przecież "robi to dla dzieci". Jeżeli system działa tylko dlatego, że ludzie regularnie robią więcej, niż powinni i są w stanie zrobić w ramach swojej pracy, to problemem nie są ci ludzie. Problemem jest źle zaprojektowany system - konkluduje nauczycielka.
Emilia Chlipała-Faltyn










