Unilever to jeden z największych światowych producentów żywności, kosmetyków i środków czystości, posiadający w swoim portfolio setki znanych marek, takich jak Dove, Rexona, Axe, Domestos czy Knorr. Koncern ma trzy fabryki w Polsce - w Poznaniu, Baninie oraz w Bydgoszczy, gdzie zatrudnia około 700 osób. W bydgoskim zakładzie, wywodzącym się z dawnej Polleny, powstają m.in. dezodoranty, kosmetyki do pielęgnacji włosów oraz środki higieniczne.
Pracownicy Unilever w Bydgoszczy dowiedzieli się o redukcji zatrudnienia
To właśnie zatrudnieni w tym ostatnim zakładzie obawiają się utraty pracy. Jeden z nich powiedział "Gazecie Pomorskiej", że pracowników zaproszono na kilkunastominutowe spotkanie i oznajmiono, że firma musi przeprowadzić restrukturyzację, co oznacza redukcję zatrudnienia.
"Była mowa o 10 procentach załogi" - przekazał gazecie pracownik fabryki, dodając, że z informacji przekazanych pracownikom wywnioskował, iż firma nie zamierza przeprowadzać zwolnień grupowych. Najpierw z zatrudnieniem mają się pożegnać pracownicy tymczasowi, którym Unilever po prostu nie przedłuży umów. Pracę mają stracić też osoby w wieku emerytalnym. Dodatkowo koncern zaproponował program dobrowolnych odejść. Rozmówca gazety obawia się, że jeśli te działanie nie przyniosą oczekiwanych oszczędności, to "przyjdzie kolej na następnych".
"Mogą to być zwolnienia po kilka osób miesięczne, żeby nie zakwalifikować ich jako grupowe. Takie w »białych rękawiczkach«. Wszystko zgodnie z prawem" - powiedział informator "Pomorskiej", zaznaczając, że takie osoby mogą jednak dostać znacznie niższe odprawy niż ci, którzy sami zgodzili się odejść. Te mają wynieść od 8 do 9 pensji.
Rozmówca gazety uważa, że Unilever "bardzo dobrze przemyślał strategię redukcji etatów, żeby uniknąć rozgłosu", co mogły odbić się na wizerunku firmy.
Pracę w Unilever mają stracić m.in. pracownicy tymczasowi
Inna rozmówczyni "Pomorskiej", która pracuje w fabryce od kilkunastu lat, przekazała, że zatrudnienie może stracić nawet 30 proc. kadry, a w najgorszej sytuacji są osoby na umowach tymczasowych. W bydgoskim oddziale takich pracowników jest 350.
Kobieta podkreśliła jednak, że Unilever nie jest złym pracodawcą. "Szeregowy pracownik zarabia od 5 do 6 tys. zł na rękę. Mamy sporo dodatków, premie kwartalne, roczne, motywacyjne, prezenty okolicznościowe. Firma mocno przestrzega zasad BHP" - mówiła.
Unilever zaprzecza pogłoskom o redukcji 30 proc. stanowisk
W oświadczeniu otrzymanym przez "Gazetę Pomorską" Unilever podkreśla, że bydgoska fabryka należy do najnowocześniejszych i najbezpieczniejszych zakładów koncernu na świecie. Jak wskazuje firma, zmiany są elementem długofalowej strategii rozwoju, obejmującej automatyzację i modernizację procesów produkcyjnych. "Zmiany te naturalnie prowadzą do ograniczenia części prostych prac manualnych, a w konsekwencji wpływają na zakres obowiązków lub istnienie niektórych stanowisk w przyszłej strukturze organizacyjnej" - wskazuje firma.
Jednocześnie, jak zaznaczono w komentarzu, obecna sytuacja nie oznacza planów masowych zwolnień, a doniesienia o redukcji sięgającej 30 procent załogi nie są zgodne z prawdą.











