W skrócie
- Projekt nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy wywołał podziały między przedsiębiorcami a związkowcami.
- Przedsiębiorcy ostrzegają przed prawnym chaosem i wzrostem bezrobocia oraz wskazują na ryzyko lawiny kontroli i zwiększonych obciążeń dla firm.
- Związkowcy akcentują konieczność zmian dla ochrony pracowników przed nieuczciwymi praktykami, podkreślając problem umów śmieciowych i niewystarczającą liczbę inspektorów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
- Projekt, który jest procedowany, jest niezwykle zły (...). Uderza w polską gospodarkę, ograniczając elastyczność pracy oraz możliwość decydowania przez Polaków, w jakiej formie chcą pracować i zarabiać. Wprowadzi chaos prawny. Decyzje, które nie będą prawomocne, mogą stać się podstawą do działań ZUS - powiedział podczas debaty na posiedzeniu sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny dot. rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw - Adam Abramowicz, prezes Rady Przedsiębiorców.
Jego zdaniem ta ustawa niewiele różni się od poprzedniej. - Zmieniono jedynie kilka listków figowych i zawieszono kilka kwestii - ocenił. - To zła chwila na wprowadzanie takich zmian. Bezrobocie w styczniu osiągnęło 6 proc. Na prowincji jest już dwucyfrowe, a ta ustawa spowoduje, że bezrobocie będzie wzrastać w trybie lawinowym. (...) Do tego już teraz jako firmy jesteśmy obciążeni m.in. przez KSeF. To może doprowadzić do zamykania firm lub ograniczania zatrudnienia - mówił.
Również Aleksandra Wróbel ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców stwierdziła, że istota projektu się nie zmieniła. - Wciąż opieramy się na decyzjach administracyjnych, podczas gdy dotychczas były one zarezerwowane dla sądów. To rodzi wątpliwości co do pewności prawa i stabilności prowadzenia działalności gospodarczej - oceniła.
- Jeżeli celem jest zwiększenie skuteczności w zakresie samozatrudnienia, lepszym rozwiązaniem byłoby wzmocnienie uprawnień PIP do dawania wytycznych lub przyspieszenie postępowań sądowych w sprawach ustalenia stosunku pracy - wskazywała.
Reforma PIP w Sejmie. Przedsiębiorcy kontra pracownicy
Zdaniem Kamila Rybikowskiego ze Związku Rzemiosła Polskiego, kwestia elastycznych form zatrudnienia częściej dotyczy osób o najwyższych dochodach, którzy wpadają w tzw. próg 30-krotności, a nie tych najmniej zarabiających. - Problemem w tej ustawie jest to, że inspektor w dalszym ciągu będzie mógł przekwalifikować umowę, nawet jeśli jej forma jest zgodna z wolą obu stron - ocenił.
- Nasze obawy budzi również fakt, że w sytuacji, gdy sprawa trafi do sądu, postępowanie może trwać bardzo długo. (...) W efekcie powstanie długotrwały stan niepewności zarówno dla pracodawcy, jak i współpracownika, który nie będzie miał jasności, w jakiej formie jest zatrudniony - dodał.
Jego zdaniem, przy tak istotnej reformie okres vacatio legis powinien potrwać co najmniej do końca roku, zamiast zaledwie trzech miesięcy. Do tego w OSR (Ocena Skutków Regulacji) zbyt powierzchownie przeanalizowano wpływ nowych przepisów na kondycję przedsiębiorstw - wskazywał.
- Projekt ustawy nie jest idealny, jednak jest długo oczekiwany przez inspektorów, ponieważ pozwoli skuteczniej egzekwować prawo pracy, w tym przepisy dotyczące legalności zatrudnienia - mówił z kolei Przemysław Worek, wiceprzewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ "Solidarność 80" przy PIP, starszy inspektor pracy.
"Osoby zatrudnione na umowach śmieciowych nie mają pełni podstawowych praw"
Z kolei Tomasz Klarkowski, operator żurawia z Inicjatywy Pracowniczej zauważył, że tegoroczna ostra zima zawyżyła odczyt bezrobocia m.in. ze względu na przestoje w firmach budowlanych. Mówił, że przez to wielu pracowników rejestrowało się w urzędach pracy. Niektórzy decydowali się na to w tym momencie, ponieważ faktycznie pracowali "na czarno".
- Przedsiębiorcy, którzy stosują nieuczciwe praktyki wobec pracowników, tworzą nieuczciwą konkurencję dla tych firm, które działają zgodnie z prawem. (...) Jeżeli występuje nieuczciwa konkurencja, stawki za pracę spadają - ludzie nie zarabiają tyle, ile powinni. W efekcie często pracują jeszcze więcej, aby nadrobić wynagrodzenie za nadgodziny. To z kolei sprawia, że pracodawcy częściej stosują elastyczne formy zatrudnienia, co napędza błędne koło - mówił, tłumacząc konieczność zmian.
- Osoby zatrudnione na umowach śmieciowych nie mają pełni podstawowych praw - nie mogą strajkować, trudno im uzyskać kredyt ani planować swojej przyszłości. Dlatego państwo powinno zapewnić im takie możliwości, aby mogli godnie żyć i zakładać rodziny - podkreślał Mariusz Piotrowski z Inicjatywy Pracowniczej. - Pracodawcy często stają się milionerami, podczas gdy my żyjemy od miesiąca do miesiąca - dodawał.
Rzecznik MŚP: Kontrole PIP będą początkiem trudności
Grzegorz Steć z biura rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców stwierdził, że problem polega na tym, że kontrola będzie dopiero początkiem trudności. - Po niej nastąpią własne postępowania wszystkich innych organów, np. ZUS czy organów podatkowych. Przedsiębiorcy będą musieli zmagać się z prawdziwą lawiną wezwań i kontroli, co utrudni prowadzenie firmy, szczególnie jeśli nie będą mieli profesjonalnej obsługi prawnej - a najmniejsze firmy często na to nie stać - ostrzegał.
- Najmniejsze przedsiębiorstwa mogą nie poradzić sobie z całym postępowaniem do jego zakończenia. W efekcie mogą być zmuszone do zamknięcia działalności - dodawał.
Reforma PIP może uderzyć w szpitale
Adrian Pokrywczyński ze Związku Powiatów Polskich wskazał na problemy w szpitalach, które mogą pojawić się po wprowadzeniu zmian. - W ochronie zdrowia elastyczne formy zatrudnienia często warunkują ciągłość dyżurów, świadczeń i obsady w szpitalach. W obecnej sytuacji budżetowej system ochrony zdrowia jest już mocno obciążony. Masowe przekształcanie umów zawieranych przez lekarzy może doprowadzić do tego, że system, który już teraz ledwo funkcjonuje, głównie ze względu na rosnące koszty pracownicze, stanie się kompletnie niewydolny. Może też zmusić placówki do ograniczeń kadrowych, co ostatecznie uderzy w pacjentów - zauważał.
I choć ZPP ma popierać wzmocnienie znaczenia umów o pracę jako gwarancji stabilności zatrudnienia, to jednak - zdaniem Pokrywczyńskiego - powinna pozostać wola stron przy zawieraniu umów, a nie automatyzm przekształcania form zatrudnienia.
Państwo straci na reformie PIP?
W ocenie krytyków rozwiązań w obecnej wersji projektu nie wyeliminowano regulacji, które budzą największe kontrowersje. Podkreślano, że PIP będzie mogła nawet samodzielnie określać warunki umowy o pracę, miejsce wykonywania pracy, jej rodzaj, a nawet wynagrodzenie. Wskazywano, że w efekcie może prowadzić to do sytuacji, w której decyzja zostanie wydana wbrew woli osoby, która de facto powinna być chroniona.
Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich podnosił, że z OSR wynika, że w skali 10 lat dochody uzyskane przez państwo z tytułu prowadzenia ustawy wyniosą 528 mln zł, natomiast wydatki - 853 mln zł. - Oznacza to realną stratę w wysokości -326 mln zł. Państwo będzie finansować to rozliczenie, ponieważ koszty administracyjne wdrożenia systemu będą większe niż wpływy wynikające ze skali przekształcania umów i związanych z tym dochodów sektora finansów publicznych - wyliczał.
- W skali roku potencjalnie przekształconych może zostać ok. 2900 umów, co stanowi około 0,04 proc. umów cywilnoprawnych funkcjonujących w obrocie prawnym w Polsce. W naszej ocenie wskazuje to na bardzo ograniczoną realną skuteczność ustawy w ograniczeniu segmentacji rynku pracy - dodawał.
Krytyka umów śmieciowych. "Cofają Polskę do realiów XIX wieku"
Bartek Kurzyca z Komisji Krajowej Inicjatywy Pracowniczej stwierdził, że z umowami śmieciowymi trzeba walczyć, ponieważ to "głęboki regres cywilizacyjny". - Osoby, które próbują je wzmacniać lub blokować zmiany w przepisach, cofają Polskę do realiów XIX wieku. (...) Kiedy słyszę, że warunkiem przetrwania jakiegoś sektora jest odmawianie pracownikom ochrony zdrowia czy urlopu, przypomina mi się argument XIX-wiecznych przedsiębiorców, którzy twierdzili, że warunkiem przetrwania sektora węglowego jest zatrudnianie dzieci. To jest mniej więcej ten sam tok myślenia - mówił. - Kolejne rządy zbyt często ulegają lobby przedsiębiorców. Nie możemy sobie na to pozwolić - oceniał.
Z kolei Paweł Śmigielski z OPZZ wskazał na jeszcze jeden problem. - Liczba inspektorów jest zdecydowanie zbyt mała, a obowiązków wciąż przybywa. Trzeba zapewnić odpowiednie finansowanie dla PIP, aby mogła wywiązywać się z nowych obowiązków, ponieważ już dzisiaj wiele spraw rozpatrywanych jest z 2-3-miesięcznym opóźnieniem, co w wielu przypadkach jest poważnym problemem - wskazywał.
- Jeżeli do tych obowiązków dodamy kolejne sprawy, czas postępowania będzie jeszcze dłuższy. (...) Przepisy muszą wejść w życie jak najszybciej, aby stanowiły skuteczną i racjonalną broń w walce z nadużyciami w umowach cywilnoprawnych - dodawał.
















