Zanim jednak ustawą zajmie się Senat, drugie czytanie projektu nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw ma odbyć się w Sejmie 11 marca.
- Kamień milowy dotyczący PIP jest uwzględniony we wniosku o płatność, więc chcemy, żeby jak najszybciej pieniądze dotarły do Polski - poinformowała minister rodziny, pracy i polityki społecznej.
Szefowa MRPiPS nie spodziewa się dużych zmian w reformie PIP. Czy są szanse na podpis prezydenta?
Szefowa resortu pracy została zapytana, czy sondowała mozliwość podpisu prezydenta Karola Nawrockiego pod ustawą o zmianach w Państwowej Inspekcji Pracy. - Nie wiem, jaki jest sentyment prezydenta Nawrockiego do tej ustawy. Natomiast wiem, że ustawa jest w parlamencie, a ostateczny kształt będzie znany - mam nadzieję - za kilka dni - poinformowała.
Zdaniem Dziemianowicz-Bąk, z punktu widzenia Pałacu Prezydenckiego najistotniejsze nie powinny być nawet środki - 11 mld zł z KPO, które Polska może stracić, jeżeli reforma nie będzie zrealizowana - ale "bezpieczeństwo polskich pracowników oraz uczciwych przedsiębiorców, którzy są w każdym elektoracie".
Jak zauważyła minister, projekt reformy PIP w kształcie przyjętym przez rząd i wszystkich koalicjantów, został także zaakceptowany przez Komisje Europejską. - Gdyby ktoś chciał tutaj robić jakieś rewolucje w tej ustawie, wprowadzać zupełnie nowe rozwiązania, coś zmieniać, to bierze na siebie odpowiedzialność za ryzyko utraty 11 mld zł - powiedziała.
Zaznaczyła, że projekt w obecnym kształcie realizuje dwa kamienie milowe Krajowego Planu Odbudowy (KPO). - Nierealizacja tych kamieni, wadliwa realizacja tych kamieni to są konkretne straty dla budżetu, więc nie sądzę, by duże zmiany mogły nastąpić. Natomiast drobne korekty, doprecyzowania, zawsze w toku prac parlamentarnych są możliwe - powiedziała.
- Ta ustawa już dawno nie jest projektem Lewicy - to projekt rządowy i odpowiedzialność bierze cały rząd. W sprawie tego projektu wypowiadał się premier Donald Tusk, ale jest to przede wszystkim projekt, który łączy różne grupy wyborców. Pracownicy wypychani na śmieciówki są w każdym elektoracie - dodała szefowa resortu.
Potrzeba więcej czasu na konsultacje ws. reformy PIP?
Minister pracy odpowiedziała także na zarzuty, że reforma wprowadzana jest zbyt szybko. - Gdyby nie goniły nas terminy z KPO, to ja mogłabym konsultacje i rozmowy prowadzić bardzo długo. Natomiast faktem jest to, że konsultacje były niezwykle szerokie - powiedziała Dziemianowicz-Bąk w PR1.
Zauważyła, że projekt po każdej fazie konsultacji ulegał zmianom, a gdyby nie ulegał, to - jej zdaniem - oznaczałoby, że były one fasadowe. - Zmieniał się nie tylko przez stronę społeczną, ale także po opiniach rządu - m.in. premiera Donalda Tuska - dodała.
- Podczas dyskusji strona społeczna apelowała, żeby już nie przedłużać i nie przeciągać prac, bo pracownicy czekają na tę ustawę od bardzo wielu lat. Zarzucali wręcz, że dalsze przedłużanie to gra na czas i próba rozmontowania tej ustawy - zauważyła.
Szefowa MRPiPS: Zmiany nie będą fasadowe
Dziemianowcz-Bąk nie zgodziła się z twierdzeniami, że po zmianach reforma PIP będzie fasadowa. W czasie prac nad ustawą została zmieniona procedura przekształcania umów przez inspektorów - m.in. decyzja administracyjna inspektora ma wchodzić w życie po wyczerpaniu całej drogi odwoławczej, a także nie będzie wywoływała skutków wstecznych.
Minister wskazała jednak m.in. na to, że zagwarantowanie ścieżki sądowej - odwoławczej - zostało utrzymane. - Jest też ścieżka, którą może wybrać okręgowy inspektor pracy: jeżeli uzna, że chciałby, aby sprawa została rozstrzygnięta ze skutkiem wstecznym, to sądy będą miały prawo orzekania również wstecznie. Wówczas będzie kierował sprawę do sądu zamiast wydawać decyzję administracyjną i pojawi się możliwość wydania rozstrzygnięcia ze skutkami wstecznymi - wyjaśniła.
- Po to, żeby ścieżka odwoławcza nie była zbyt długa, wprowadziliśmy - wspólnie z Ministerstwem Sprawiedliwości - rozwiązania, które mają ją przyspieszyć. W ciągu 30 dni od złożenia odwołania musi odbyć się pierwsza rozprawa. Sąd może już od razu wydać wyrok wstępny, częściowy, czyli rozstrzygnąć co do istoty sprawy, a później ewentualnie doprecyzować pozostałą część swojej decyzji. Wprowadzona została także instytucja zabezpieczenia ochronnego na czas postępowania - wymieniła Dziemianowicz-Bąk.
Podkreśliła, że na ustawę dającą możliwość wydawania decyzji administracyjnych, a nie tylko nakładania mandatów czy występowania o grzywnę lub kierowania spraw do sądu, inspektorzy czekali od wielu lat. - My nadajemy im te kompetencje - dodała.
Do tego wprowadzenie wymiany danych między ZUS, KAS i PIP ma pozwolić na bardziej celne i trafne kontrole. - Nie po to, żeby utrudniać życie pracodawcom, którzy przestrzegają prawa, (...) ale po to, żeby kontrole trafiały tam, gdzie ryzyko nadużyć i łamania praw pracy jest największe. Dzięki temu możliwe będzie skuteczne reagowanie w sytuacjach faktycznego wyzysku i krzywdy pracowników - podkreśliła.
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy
Projekt nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy nadaje PIP kompetencje do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Zakłada, że odwołanie od decyzji inspektora będzie mogło być kierowane do okręgowego inspektora pracy, a następnie do powszechnego sądu pracy. Do czasu prawomocnego orzeczenia decyzja inspektora będzie wstrzymana. Projekt nie wprowadza więc rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji inspektora, jak zakładała pierwsza propozycja zmian w ustawie o PIP.
Nadanie inspekcji uprawnień do przekształcania umów to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy. Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 30 czerwca br.















