Skrócenie tygodnia pracy o 2,5 godziny było jednym z flagowych tematów koalicji rządowej od listopada 2023 r. - początku trzeciej kadencji kadencji premiera i socjalisty Pedro Sancheza (PSOE). Negocjacje, z których wycofali się pracodawcy, trwały do grudnia 2024 r., a w lutym 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt.
Postanowiono, że liczba przepracowanych godzin spadnie w ujęciu rocznym z obecnych 1950 do 1800. Mimo skrócenia czasu pracy pracownicy będą zarabiać tyle samo, bo wzrośnie stawka godzinowa. Zmniejszenie tygodniowego wymiaru godzin miało nie wpłynąć też na płacę minimalną - 1323 euro miesięcznie brutto (5 646 zł) - wypłacaną zgodnie z prawem 14 razy w roku. Jednym z podstawowych argumentów była potrzeba konsolidacji życia zawodowego i rodzinnego.
Skrócenie czasu pracy w Hiszpanii. Nieudany projekt
Skrócenie czasu pracy miało przynieść korzyści 12,5 milionom pracowników. w większości zatrudnionych w sektorach najbardziej dotkniętych prekaryzacją - handlu detalicznym, przemyśle, branży hotelarskiej i budownictwie. Ustawa miała zmienić też zasady rejestracji czasu pracy, co ułatwiłoby kontrole Inspekcji Pracy. Dawała też prawo do odłączenia cyfrowego, dzięki któremu pracownik nie musi odpowiadać na maile ani telefony poza godzinami pracy. Firmy naruszające ten wymóg mierzyłyby się z 10 tys. euro grzywny.
Opozycja, która sprzeciwiła się inicjatywie, argumentowała, że nie powinna ona zostać zatwierdzona bez poparcia pracodawców. "Obrona tych wszystkich ludzi to obrona pracowników" - argumentowały hiszpańskie partie i wskazywały na sklepy, zakłady fryzjerskie i inne małe firmy, które - jak podkreślały - stanowią zdecydowaną większość społeczności biznesowej Hiszpanii.
Prawicowa Partia Ludowa (PP), największy rywal socjalistów (PSOE) w Kongresie, uzasadniała, że projekt ustawy jest "przesiąknięty ideologią, a nie danymi i obiektywną pracą". Wytknęła też rządowi, że dokument powstał bez dialogu i ignoruje realia struktury produkcyjnej. "Ludzie nie są głupi; wiedzą, że to, co proponujesz, to science fiction (...), jeśli to takie proste, pracujmy o połowę mniej i zarabiajmy dwa razy więcej" - zachęcał premiera deputowany PP Juan Bravo.
Skrajnie prawicowa Vox, która też opowiedziała się przeciw ustawie, uzasadniała, że skrócenie czasu pracy to kosmetyczny środek. Wskazywała, że obecnie w Hiszpanii 86 proc. układów zbiorowych przewiduje tydzień pracy krótszy niż 40 godzin. A niepodległościowa Junts per Catalunya, która do ostatniej chwili nie wykluczała poparcia, wyraziła obawy, że skrócenie dnia pracy "pozbawia życia środowisko biznesowe", czyli małe i średnie przedsiębiorstwa, które podtrzymują działanie państwa opiekuńczego.
Czas pracy bez zmian. Związki zawodowe krytykują
Decyzję Kongresu z zadowoleniem przyjęły organizacje zrzeszające pracodawców. Wyraziły opinię, że proponowane zmniejszenie liczby godzin "byłoby ostatnią kroplą, która przelałaby czarę goryczy dla osób samozatrudnionych, które walczą o utrzymanie swoich miejsc pracy i kontynuację działalności". Ich zdaniem, odmowa pozwala uniknąć poważnych negatywnych skutków dla gospodarki, zatrudnienia, a także dla konsumentów".
Odrzucenie rządowego projektu skrytykowały zaś związki zawodowe. "To zawłaszczenie woli ludu" - podsumował decyzję Kongresu Pepe Álvarez, sekretarz generalny UGT, jednej z dwóch największych centrali związkowych Hiszpanii. "Będziemy demokratycznie zabiegać o głosy u sił politycznych. Mam nadzieję, że jakiś kelner albo ktoś z supermarketu powie im: 'Słuchajcie, pracuję tu dwie i pół godziny przez was, a nie pozwoliliście mi nawet przedyskutować argumentów za skróceniem czasu pracy'" - zapowiedział Álvarez.
Projekt ustawy został odesłany do rządu bez dalszego procedowania w parlamencie.














