IKEA ogranicza zatrudnienie w Polsce. Po wcześniejszej zapowiedzi redukcji około 160 etatów w zakładzie w Goleniowie, firma planuje kolejne zwolnienia - tym razem w fabryce w Wielbarku w woj. warmińsko-mazurskim. Pracę może stracić nawet 240 osób.
IKEA tłumaczy: Zamówienia poszły w dół
Jak podkreśla Inter IKEA Group, zakład w Wielbarku od dłuższego czasu notuje spadek liczby zamówień na część produktów. Firma przekonuje, że ograniczenie zatrudnienia ma pomóc utrzymać konkurencyjność i dostosować moce produkcyjne do obecnej sytuacji rynkowej.
"IKEA Industry w Wielbarku od pewnego czasu notuje spadek liczby zamówień na część produktów. Choć firma próbowała dostosować moce produkcyjne do sytuacji, konieczne są kolejne zmiany. Aby w dłuższej perspektywie utrzymać konkurencyjność i kontrolować koszty, trzeba niestety zmniejszyć liczbę pracowników w tym zakładzie" - przekazał WP Finanse Oscar Ljunggren z działu relacji z mediami Inter IKEA Group.
Przedstawiciele związków zawodowych przyznają, że symptomy pogarszającej się sytuacji były widoczne już kilka miesięcy temu. Jak relacjonują, zakład stopniowo ograniczał produkcję i przechodził na mniej intensywny system pracy.
"Zamówienia poszły w dół jak we wszystkich zakładach zajmujących się meblarstwem. Trzeba było dostosować liczbę pracowników. Nic na razie nie zapowiada poprawy sytuacji. Dlatego przechodzimy na system dwuzmianowy. A żeby był system dwuzmianowy, trzeba było z tymi 200 osobami niestety się rozstać" - powiedział przedstawiciel Solidarności działającej w IKEA.
Mimo redukcji etatów, firma zapewnia, że nie planuje wygaszania produkcji w Wielbarku. Inter IKEA Group poinformowała również, że prowadzi rozmowy dotyczące form wsparcia dla pracowników objętych zwolnieniami. Koncern deklaruje pomoc w znalezieniu nowego zatrudnienia oraz przygotowanie pakietów pomocowych.
Kryzys w sektorze meblarskim. "Słabość sfery popytowej"
Eksperci podkreślają, że problemy IKEA są częścią kryzysu, który objął cały sektor meblarski. Branża od miesięcy zmaga się ze spadkiem popytu, szczególnie na rynkach Europy Zachodniej, które pozostają kluczowe dla polskich producentów.
"Dzisiaj cała branża meblarska jest w kryzysie, a ten kryzys nie sprowadza się tylko i wyłącznie do ceł amerykańskich. Jednym z największych wyzwań dla branży meblarskiej jest słabość sfery popytowej i brak zamówień z rynku. Obecnie wszystkie najważniejsze dla nas rynki są w potężnym kryzysie, mówię tutaj głównie o Europie Zachodniej" - powiedział Michał Strzelecki, dyrektor operacyjny Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.
Jak dodał, dodatkowym problemem są rosnące koszty produkcji, w tym ceny surowców, energii i pracy. Według branży wynagrodzenia odpowiadają już za około 40 proc. jednostkowego kosztu produkcji mebli, co osłabia konkurencyjność polskich zakładów.











