Jednodniowe zwolnienie lekarskie może być wynikiem krótkotrwałej i nagłej niedyspozycji, która uniemożliwia pracę. Lekarz może wystawić je np. ze względu na migrenę, zatrucie pokarmowe czy silne bóle. Duża część takich L4 przypada jednak na poniedziałki lub piątki. Biorąc pod uwagę skalę zjawiska (aż 44 proc. jednodniowych zwolnień wystawianych jest na piątki i poniedziałki), niektórzy pracodawcy i eksperci rynku pracy przypuszczają, że krótkie zwolnienia lekarskie mogą wynikać z chęci wydłużania ("mostkowania") weekendów.
Zwolnienia jednodniowe na piątek lub poniedziałek
Zakład Ubezpieczeń Społecznych informował, że w 2025 roku zarejestrowano łącznie 27,5 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy. Zwolnienia jednodniowe stanowiły 8,1 proc. wszystkich. Tymczasem, jak dowiaduje się Interia Biznes, w roku 2026 ich odsetek jest jeszcze wyższy.
- Z danych Conperio wynika, że w okresie od 1 stycznia do 31 lipca 2026 r. zwolnienia jednodniowe stanowiły 11 proc. wszystkich wystawionych zwolnień lekarskich. Co istotne, aż 46 proc. z nich przypadało na piątki i poniedziałki - odpowiednio 25 proc. oraz 21 proc. - mówi nam Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy i prezes firmy doradczej Conperio, która specjalizuje się w problematyce absencji chorobowych.
Nasz rozmówca podkreśla, że tak duża koncentracja jednodniowych zwolnień wokół L4 "powinna zwracać szczególną uwagę". - Wieloletnie doświadczenia kontrolne pokazują, że właśnie zwolnienia przypadające bezpośrednio przed lub po weekendzie należą do grupy podwyższonego ryzyka i częściej niż przeciętnie budzą wątpliwości pracodawców - podkreśla.
Jeden dzień zwolnienia, duże straty dla firmy
Nie jest tajemnicą, że jednodniowe zwolnienie pracownika to dla firmy strata finansowa. Należy jednak, co podkreśla nasz rozmówca, zwrócić uwagę na utraconą produktywność.
- To właśnie ona stanowi największą stratę dla pracodawców. Jednodniowe zwolnienia są szczególnie dotkliwe, ponieważ praktycznie nie da się ich skompensować organizacyjnie. Jeśli pracownik nie pojawia się w pracy danego dnia, pracodawca staje przed faktem dokonanym i bardzo trudno jest w krótkim czasie znaleźć zastępstwo. W przypadku dłuższej nieobecności sytuacja wygląda inaczej - jeżeli pracownik przebywa na tygodniowym zwolnieniu, firma ma czas na przeorganizowanie pracy i znalezienie zastępstwa przynajmniej na część tego okresu - tłumaczy Mikołaj Zając.
Ekspert opisuje to obrazowo. - W praktyce pięciu pracowników korzystających z jednodniowych zwolnień lekarskich może oznaczać dla organizacji stratę całego tygodnia pracy. Z kolei jeden pracownik przebywający przez tydzień na zwolnieniu często generuje stratę trzech dni roboczych, ponieważ pracodawca ma czas na znalezienie zastępstwa. To właśnie nieprzewidywalność i brak czasu na reakcję sprawiają, że krótkotrwałe absencje są dla firm tak problematyczne - uzasadnia.
Problem szczególnie odczuwa się wówczas, gdy mówimy o osobach ze specjalistycznymi kompetencjami lub pracujących w małych zespołach.
- Nieobecność nawet jednej osoby może oznaczać brak możliwości wykonania określonych zadań, opóźnienia projektów czy problemy z obsługą klientów - mówi i dodaje, że trudno jest wskazać jedną kwotę strat, gdyż jest ona zależna od specyfiki działalności firmy.
Na krótkich L4 traci gospodarka
Można za to wyliczyć, ile traci gospodarka za sprawą jednodniowych zwolnień lekarskich. Spójrzmy więc na dane ZUS z ubiegłego, 2025 roku. 290,5 mld dni absencji chorobowych przy wydatkach na absencję chorobową w kwocie 34,9 mld zł.
- W tym samym czasie wystawiono około 1,8 mln jednodniowych zwolnień lekarskich. Przy proporcjonalnym oszacowaniu można przyjąć, że same jednodniowe zwolnienia lekarskie mogły kosztować system i pracodawców ponad 216 mln zł w 2025 roku - komentuje Mikołaj Zając.
Ekspert rynku pracy podkreśla jednak, że te szacunkowe wyliczenia dotyczą wyłącznie bezpośrednich kosztów świadczeń.
- Rzeczywisty wpływ na gospodarkę jest znacznie większy. Należy bowiem uwzględnić również utratę produktywności, koszty organizacji zastępstw, nadgodziny wykonywane przez innych pracowników, opóźnienia w realizacji zleceń czy dodatkowe koszty administracyjne po stronie pracodawców - wylicza.
Kontrole jednodniowych L4. Kontrolerzy z ZUS mają większe uprawnienia, ale problem nie zniknął
Niedawno opisywaliśmy w Interii Biznes, że kontrolerzy z ZUS otrzymali dodatkowe uprawnienia, które pozwalają im kontrolować pracowników na jednodniowych zwolnieniach w sposób bardziej celowany niż losowy. Pojawia się jednak jeszcze jeden problem, którego istnienie potwierdza także nasz rozmówca.
W tym miejscu przypomnijmy bowiem, że zwolnienie lekarskie na ogół może być wystawione na 3 dni wstecz. To znaczy, że pracownik może nie przyjść do pracy np. w piątek, a L4 od lekarza dostarczyć w poniedziałek.
- To jedna z największych bolączek pracodawców - mówi nam Mikołaj Zając.
I od razu proponuje receptę, którą w jego ocenie jest zmiana przepisów dotyczących informowania pracodawcy o nieobecności. - Obecnie pracownik może przekazać informację z opóźnieniem, co powoduje, że pracodawca przez długi czas nie wie, czy ma do czynienia z nieusprawiedliwioną nieobecnością, czy ze zwolnieniem lekarskim - podkreśla.
- Informacja o niezdolności do pracy powinna trafiać do pracodawcy najpóźniej przed rozpoczęciem dnia pracy - podobnie jak ma to miejsce w przypadku urlopu na żądanie, siły wyższej czy innych form nagłej nieobecności. Odsetek sytuacji, w których pracownik rzeczywiście nie jest w stanie przekazać takiej informacji, jest bardzo niewielki - uważa ekspert rynku pracy.
Wprowadzenie modyfikacji w przepisach, jak przekazuje Interii Biznes Mikołaj Zając, pomogłoby nie tylko pracodawcom, ale i kontrolerom z ZUS.
- Taka zmiana nie tylko ułatwiłaby organizację pracy przedsiębiorstw, ale również zwiększyłaby skuteczność kontroli zwolnień lekarskich i ograniczyła przypadki wykorzystywania obecnych przepisów do nieuzasadnionego wydłużania weekendów - podsumowuje.











