Reklama

Jesteśmy krajem energii i talentów

O migracjach Polaków, powodach wyjazdów i możliwościach powrotu emigrantów, o przedsiębiorczości, a także o tym, czy Polska będzie coraz atrakcyjniejszym miejscem na rozwój kariery zawodowej, rozmawialiśmy z Tomaszem Misiakiem, założycielem firmy Work Service, a obecnie prezydentem jej Rady Nadzorczej.

Dorota Sierakowska: Czy gdyby obecnie kończył Pan studia w Polsce, to czy rozważałby Pan emigrację i pracę na Zachodzie?
Tomasz Misiak: Ciężko powiedzieć. Mam w sobie gen przedsiębiorcy. Bardzo chciałbym, aby więcej osób w Polsce również poszukiwało swojej drogi w życiu właśnie poprzez zakładanie własnej firmy. Sądzę, że Polacy, zwłaszcza ci młodzi, także mają w sobie ten gen, ale on gdzieś im umyka poprzez nieuwagę lub brak wiary we własne możliwości. Słyszymy często od młodych Polaków, że przecież nic nowego nie da się już odkryć. Ale gdyby tak sądzili Amerykanie, to nie mielibyśmy Google'a czy Facebooka. A gdyby tak myśleli pozostali Polacy, to nie mielibyśmy Work Service, Integera czy MCI.

Reklama

Pamiętam jednak, że w wielu ankietach wśród studentów dominuje deklaracja chęci założenia kiedyś własnej firmy. Dlaczego więc potem do tego nie dochodzi?
- Myślę, że to wynika ze zderzenia z rzeczywistością, która nie jest łatwa. Potrafię zrozumieć młodego, utalentowanego absolwenta, który ma praktycznie pewną pracę w korporacji. Wygodniej mu jest już na początku kariery zarabiać znacznie więcej niż średnią krajową, mieć ładne biuro, pracować w prestiżowej korporacji.
- A tymczasem założenie firmy właśnie w młodym wieku jest najłatwiejsze, bo stać nas wtedy na odwagę i ryzyko. Zresztą, teraz zakładanie firmy jest relatywnie prostsze niż kilkanaście lat temu, bo młodzi przedsiębiorcy mają dostęp do różnych źródeł finansowania typu fundusze, aniołowie biznesu, Krajowy Fundusz Kapitałowy, itd. Założenie firmy nie musi na starcie oznaczać sukcesu na miarę Google'a czy Facebooka, ale możemy stworzyć coś pozytywnego we własnym otoczeniu, co także będzie innowacyjne. Dzisiaj ludzie chcą być traktowani indywidualnie, a to sprzyja niszom, które z kolei może obsługiwać każdy.

Wracając do emigracji - jak dużo młodych, zdolnych ludzi wyjeżdża z Polski?
- Za dużo, niestety.

Czyli można stwierdzić, że obecnie emigracja to jest już w dużej mierze "drenaż mózgów", a nie tylko emigracja zarobkowa?
- To jest wciąż głównie emigracja zarobkowa. Ponad 60% osób pytanych o przyczyny emigracji mówi, że wyjeżdża ze względu na niskie płace w Polsce. Cóż, to jest problem, którego nie wyeliminujemy całkowicie. Nie da się bowiem skokowo nadgonić dystansu do Zachodu. Trzeba to robić ciężką, długofalową pracą i na razie robimy to skutecznie. Obecnie mamy w Polsce średni poziom płac na poziomie 70% średniej europejskiej. Możemy dogonić niektóre słabsze kraje UE (Portugalia, Grecja) już za 5-10 lat, mimo że one znacznie dłużej od nas funkcjonują w systemie kapitalistycznym.
- Oczywiście każdy Polak, który wyemigrował za pracą, jest w pewnym sensie stratą dla kraju. Z drugiej strony, powiedzmy sobie szczerze: czy gdyby tu zostali, znaleźliby pracę? Czy założyliby w Polsce firmy i stworzyli miejsca pracy? W przypadku większości z nich, odpowiedź brzmi: nie. Dzięki temu, że te osoby zarabiają na Zachodzie, jest szansa, że gdy wrócą do Polski, to tu zainwestują zarobione środki. Transfer pieniędzy jest już zresztą obserwowany - miliardy euro w ten sposób płyną do Polski.
- Warto też podkreślić, że polscy emigranci mają w sobie odwagę. Skoro zdecydowali się skoczyć na głęboką wodę zagranicznego rynku pracy, to może kiedyś skoczą na głęboką wodę i wrócą do Polski. Być może nawet powtórzą w Polsce zagraniczne rozwiązania, które zainspirowały ich na emigracji. Jestem przekonany, że istnieje jeszcze sporo pomysłów na biznes, które dobrze działają na Zachodzie, ale jeszcze nie dotarły do Polski. Spójrzmy na Chińczyków, którzy są przecież mistrzami kopiowania, a którzy rozwijają gospodarkę w szybkim tempie i zaczynają być innowacyjni.

Czy ci ludzie faktycznie zaczynają wracać? Czy widać już takie tendencje?
- Na razie widać spadek liczby wyjazdów. Wciąż więcej ludzi wyjeżdża niż wraca, ale w minionym roku przyrost ten wyniósł 50 tysięcy w skali 1,8 mln osób pracujących za granicą. Wydaje się, że obecnie następuje moment przełamania i w tym roku więcej osób wróci do Polski, niż wyjedzie za granicę. Gdyby te prognozy się sprawdziły, byłaby to bardzo dobra informacja dla naszej gospodarki. Są powody, aby zachęcać Polaków do powrotów do kraju: sytuacja na rynku pracy dynamicznie się poprawia, płace średnia i minimalna w ciągu ostatnich lat wyraźnie wzrosły.
Poza tym uważam, że "drenaż mózgów" to nietrafione określenie. Pamiętajmy, że poprzednie pokolenia ciężko pracowały na to, abyśmy mogli w ogóle pracować w Unii Europejskiej. W USA nikt się nie dziwi, jeśli ktoś wyjeżdża z upadającego Detroit do pracy np. w Kalifornii, a przecież to analogiczna sytuacja do migracji w UE. Po prostu musimy stworzyć w Polsce na tyle atrakcyjne warunki do pracy, aby ludziom chciało się tu pracować.

Czy Polacy są mobilni?
- Tak - co piąty Polak deklaruje, że wyjechałby do pracy za granicę. Oczywiście to nie oznacza, że tyle osób wyjedzie z kraju, ale jedynie, że rozważyłoby taką opcję, w razie gdyby zmusiła ich do tego sytuacja.

Wracając do płac: czy ci, którzy wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszych zarobków, to głównie osoby, które nie znalazłyby w Polsce pracy, czy raczej są to specjaliści, którzy za granicą zarobią więcej?
- Niestety są to obie grupy. Głównym powodem emigracji, deklarowanym w ankietach, jest właśnie wysokość płac, nie zaś niemożność podjęcia pracy w Polsce. Brak możliwości podjęcia pracy deklaruje niecałe 30% emigrantów, podczas gdy ponad 60% wskazuje na wysokość zarobków. Motywacja jest więc głównie ekonomiczna.
- Część osób jako powód wyjazdu podaje chęć przeżycia przygody i to jest chyba ta najbardziej wartościowa część społeczeństwa, która nam ucieka. Skoro bowiem są oni na tyle odważni, żeby zdecydować się na zagraniczną przygodę, to zapewne byliby także na tyle odważni, by założyć firmę w Polsce i stworzyć miejsca pracy.

Jakie są główne kierunki emigracji? Nadal są to głównie Wyspy Brytyjskie czy to się zmienia?
- Najwięcej Polaków pracuje obecnie w Wielkiej Brytanii, ale kierunki emigracji zmieniają się. Coraz więcej osób wyjeżdża do Niemiec, Francji czy Holandii. Niemcy są atrakcyjne ze względu na bliskość geograficzną, a Polacy od dawna wyjeżdżają tam do pracy sezonowej. W ostatnim czasie pracę w Niemczech znalazło też spore grono polskich specjalistów IT, których na tamtejszym rynku brakuje.

W opublikowanym raporcie CEED badano także atrakcyjność imigracyjną krajów UE. Jak w tym zestawieniu wypadła Polska?
- Polska wypada w tym zestawieniu bardzo dobrze. Pod względem atrakcyjności dla przyjezdnych znajdujemy się na czwartym miejscu w Europie Środkowo-Wschodniej (po Czechach, Słowacji i Estonii) oraz na 16. miejscu w całej UE.

Co decyduje o atrakcyjności naszego kraju dla imigrantów?
- Szybko rozwijająca się gospodarka, inteligentny i młody zespół ludzi, wynikający m.in. z wyżu demograficznego. Jesteśmy krajem energii, talentów i chcemy podejmować aktywność. Nie jesteśmy zepsuci i zniechęceni do walki o sukces. Mamy głód nauki, sukcesu i rozwoju. Doceniają to zagraniczni inwestorzy, którzy lokują kapitał w Polsce.

Czy spodziewa się Pan fali imigracji do Polski, chociażby zza naszej wschodniej granicy?
- Spodziewam się i uważam, że powinniśmy tym mądrze zarządzać. Potrzebna jest nam przemyślana, strategiczna polityka imigracyjna, która sięga dużo dalej niż tylko kilku lat.

Czy taka polityka jest obecnie prowadzona?
- Jeszcze nie ma w Polsce takiego toku myślenia. Zapominamy, że ze względu na demografię i emigrację Polaków będziemy potrzebowali w ciągu najbliższych lat zasobów młodej siły roboczej. Nasz system emerytalny jest przecież oparty na piramidzie społecznej.

Czy brak osób do pracy może także dotyczyć specjalistów?
- W Polsce cały czas brakuje specjalistów, a w szczególności osób z wykształceniem zawodowym i technicznym. Kiedyś podjęto błędną decyzję o likwidacji szkolnictwa zawodowego na poziomie techników, a dzisiaj negatywne skutki tej decyzji odczuwają przedsiębiorcy. Obecnie w wielu biznesach mamy do czynienia z zaawansowaną technologią, do której potrzebni są specjaliści. A tymczasem mamy naród świetnie wyedukowany humanistycznie, ale niebędący w stanie konkurować na arenie międzynarodowej, gdzie stawia się na matematykę, fizykę, czy informatykę.
Osoby idące na studia zdecydowanie powinny obserwować rynek i wybrać drogę kształcenia, która da im większe szanse na dobrą pracę.

Wspomniał Pan o tym, że ponad 70% emigrantów z Polski deklaruje chęć pozostania za granicą. Czyli można rozumieć, że większość emigrantów jest zadowolona z poziomu życia za granicą?
- Tak, faktycznie, ponad 80% ankietowanych deklaruje, że jest im dobrze na Zachodzie. Polacy się dobrze asymilują, nie mają problemów kulturowych, są dobrze traktowani. Najlepszy przykład to Londyn, do którego kiedyś wyjeżdżały polskie kelnerki, a teraz tamtejszymi restauracjami kierują polscy menadżerowie. Jest też coraz więcej Polaków awansujących w strukturach międzynarodowych korporacji.

A jak się ma sprawa z finansistami? Czy w którychś krajach pracuje się im najlepiej? Czy wyjeżdżają do jakichś konkretnych krajów?
- Finansiści mają jedną podstawową wartość: rozumieją finanse. A skoro tak, to otwarta jest dla nich bardzo szeroka sfera biznesowa. Taki specjalista nie tylko może pracować w banku czy funduszu inwestycyjnym, ale także da sobie radę jako szef finansów w każdej firmie. Co więcej, może założyć własną działalność, wiedząc na czym polega funkcjonowanie biznesu. Finansiści są w dobrej sytuacji również ze względu na wysokie wynagrodzenia. Dotyczy to nie tylko londyńskiego City, ale także Polski. Wydaje mi się też, że to jest zawód z przyszłością. Nie sądzę, aby dla dobrych finansistów, zabrakło miejsc pracy.

Podsumowując naszą rozmowę - czy ma Pan jakieś rady dla osób, które dopiero wchodzą na rynek pracy? Czy wspomniane na początku bycie przedsiębiorczym to główna rada?
- Bycie przedsiębiorczym to pojęcie trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Dla mnie osobiście oznacza ono aktywne podejmowanie działań dotyczących naszego życia. Szczególnie jest to istotne w młodym wieku. Oczywiście można spędzić studia na zabawie i imprezowaniu. Z moich obserwacji wynika jednak, że osoby, które odniosły sukces w biznesie czy polityce, w trakcie studiów podejmowały jakieś działalności alternatywne. Te osoby działały w samorządach, stowarzyszeniach, kołach naukowych i to ewidentnie przyniosło efekty. Warto w sobie rozwijać taką życiową przedsiębiorczość, która niekoniecznie od razu przełoży się na finanse, ale wpłynie na nasz sposób patrzenia na świat, funkcjonowanie w grupie ludzi, czy chociażby na umiejętności organizacyjne. Tak czy inaczej, to kiedyś zaprocentuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »