W skrócie
- Firmy przygotowują się do reformy PIP poprzez audyty, weryfikację umów oraz analizę rzeczywistych zasad współpracy z kontraktorami.
- Kluczowe dla kontroli jest to, jak wygląda faktyczny sposób wykonywania pracy, a nie tylko zapisy w umowach.
- Przedsiębiorstwa podejmują działania takie jak dokumentowanie przeprowadzonych audytów i szkoleń, aby podczas kontroli PIP wykazać świadome zarządzanie relacjami z kontraktorami.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: Za niecały miesiąc wchodzi reforma PIP. Jak z perspektywy pracodawców, którym pan jako prawnik doradza, wygląda przygotowanie do nowych przepisów w zakresie przekształcania umów - czy trwa już przegląd i dostosowywanie kontraktów, czy dominuje raczej ostrożność po stronie pracodawców i decydują się już teraz na zmianę na UoP?
Bartosz Tomanek, adwokat, partner w PCS Paruch Stępień Kanclerz : - Przede wszystkim widzę, że wśród naszych klientów nie ma paniki. Natomiast robimy projekty przygotowujące do kontroli. Podstawowe wsparcie w tych projektach dzielę na trzy poziomy. Pierwszy to dokumenty, czyli analiza umów - sprawdzamy, jakie zawierają zapisy, czy pojawiają się elementy typowe dla stosunku pracy, czy raczej dla relacji cywilnoprawnej, i ewentualnie je korygujemy. Przy czym trzeba pamiętać, że "papier przyjmie wszystko" i z perspektywy PIP kwestia umów nie jest kluczowa. Oczywiście inspektor zacznie od umowy i jeśli zobaczy cechy stosunku pracy, to będzie mieć punkt zaczepienia już na samym początku, ale brak takich zapisów nie oznacza, że kontrola zakończy się pozytywnie.
- Kluczowy jest drugi poziom, czyli weryfikacja, jak sytuacja wygląda faktycznie w praktyce, coś w rodzaju samokontroli. Sprawdzamy, jak te relacje wyglądają w rzeczywistości - czy dana osoba podlega nadzorowi, czy ma swobodę w zakresie czasu i miejsca świadczenia usług, czy ma przełożonego, czy jest elementem struktury zatrudnienia danego podmiotu czy raczej funkcjonuje jako niezależny podmiot "obok" pracowników. Analizujemy też szereg innych elementów - czy kontraktor B2B bierze udział w integracjach zespołowych, nieodpłatnie korzysta ze sprzętu firmowego, czy otrzymuje obrandowany strój firmowy czy jak jest przedstawiany zewnętrznym kontrahentom. Mamy ustrukturyzowaną listę obszarów, przez które przechodzimy z klientami i staramy się uczciwie odpowiedzieć na pytanie, jak to wygląda naprawdę, a nie jak chcielibyśmy, żeby wyglądało na papierze. I to jest kluczowy element całej strategii przygotowania się do zmian.
- Dopiero na tej podstawie można zdecydować, czy dana struktura B2B wymaga jakiejkolwiek zmiany, czy nie.
- Trzeci poziom to edukacja kadry zarządzającej i HR. Szkolimy, jak zarządzać relacjami z kontraktorami, żeby nie dochodziło do takich sytuacji, że kontraktora czy zleceniobiorcę traktujemy jak pracownika. Pozwala to budować świadomość kadry menedżerskiej w zakresie różnic pomiędzy pracownikami i kontraktorami, w tym w zakresie odpowiedzialności, czy i jakie polecenia można wydawać i do kogo je kierować, jak organizować lub koordynować czas i miejsce świadczenia usług, a także jak się z takimi osobami komunikować czy weryfikować efekty świadczonych usług. Świadome odróżnianie osoby na B2B od pracownika zatrudnionego w organizacji jest kluczowe, aby w przyszłości nie popełniać błędów, które mogą prowadzić do zmiany umowy B2B czy zlecenia w umowę o pracę.
Czy poza klasycznymi cechami stosunku pracy, po wejściu nowych przepisów znaczenie będzie miało to, że ktoś świadczy usługi wyłącznie dla jednego podmiotu, mimo że to nie jest nigdzie wprost zapisane?
- Wątek tzw. testu przedsiębiorcy, do którego pani nawiązuje, ostatecznie nigdy nie wszedł w życie. Natomiast uważam, że Państwowa Inspekcja Pracy i tak będzie ten element badać. Ja uważam, że to nie ma rozstrzygającego znaczenia, bo przecież można świadczyć usługi dla jednego kontrahenta, choćby dlatego, że zajmuje to cały nasz czas, albo dlatego, że wynagrodzenie jest na tyle satysfakcjonujące, że nie ma potrzeby szukać kolejnych zleceń. To jest coś, co PIP będzie eksplorować, ale mamy dużo sensownych argumentów, żeby pokazać, że to samo w sobie nie przesądza o istnieniu stosunku pracy.
Nawiązując do tego drugiego poziomu, o którym pan mówił - samokontroli -to czy pan widzi, że w niektórych firmach te umowy B2B, które państwo analizujecie, de facto powinny być umowami o pracę?
- Nie jest tajemnicą, że nie wszyscy przedsiębiorcy funkcjonują w pełni zgodnie z założeniami i zasadami modelu B2B. W niektórych przypadkach jest oczywiście pole do poprawy. Z drugiej strony w wielu branżach, szczególnie tam, gdzie mamy wysoko wykwalifikowanych specjalistów, tzw. białe kołnierzyki, to sami wykonawcy dążą do relacji B2B i nie chcą umowy o pracę. W efekcie pojawia się sytuacja, w której PIP może próbować firmy zmuszać do formy zatrudnienia, której druga strona nie chce.
- W praktyce, problemy mogą mieć te podmioty, które nie potrafią rozróżnić zatrudnienia pracowniczego od współpracy z kontraktorem - jeśli wszystkich traktuje się tak samo, to jest to grupa ryzyka. Z drugiej strony zdarzają się pojedyncze sytuacje, w których po analizie faktycznych zasad współpracy zdecydowały się na zmianę podstawy zatrudnienia, bo była ona oczywista.
Jak pan ocenia samą ustawę - czy jej stosowanie w praktyce może być problematyczne, gdzie trudno będzie rozstrzygnąć rzeczywisty charakter umowy? Czy jednak finalna, zmieniona mocno wersja będzie łatwiejsza do stosowania w praktyce?
- Całe szczęście, ostateczne rozstrzygnięcia będą należały do sądów i to daje pewien poziom bezpieczeństwa. Natomiast jeżeli Inspekcja zacznie na większą skalę kwestionować i reklasyfikować te umowy, to zakładam, że doprowadzi to do dużej liczby spraw - na podobnej zasadzie jak przy sporach z ZUS, gdzie decyzje są wydawane, a potem są zaskarżane i trafiają do sądów, więc można się spodziewać ich przeciążenia.
- Pozytywnie oceniam wypowiedzi Głównego Inspektora Pracy, że decyzje będą wydawane tylko przy stuprocentowej pewności, ale do takich deklaracji podchodzę ostrożnie. Moim zdaniem Inspekcja, mając nowe uprawnienia, będzie z nich korzystać szeroko, a ciężar sporu po prostu przeniesie się na przedsiębiorców i sądy.
- Są też deklaracje, że działania będą koncentrować się na najbardziej oczywistych przypadkach - tych, gdzie ktoś wykonuje proste, powtarzalne czynności pod oczywistym nadzorem i w ściśle określonym miejscu i czasie, co by sugerowało, że PIP będzie się skupiać na umowach zlecenia, a nie B2B. Pytanie tylko, jak to będzie wyglądać w praktyce.
Rozumiem, że do pana zgłaszają się głównie firmy stosujące współpracę na B2B?
- Tak, głównie są to struktury oparte na modelu B2B. Zlecenia i umowy o dzieło też się zdarzają, ale w mniejszej skali - to wynika po prostu z profilu klientów. W praktyce te bardziej problematyczne przypadki częściej dotyczą mniejszych podmiotów, gdzie forma zatrudnienia jest wykorzystywana niekoniecznie zgodnie z przepisami prawa.
Jak jeszcze firmy przygotowują się do nowych przepisów i do kontroli?
- Jest jeszcze jeden element, który uważam za ważny - przygotowanie i zebranie materiału pokazującego, co firma już zrobiła pod kątem zlikwidowania nieprawidłowości w umowach, zanim przyszła kontrola PIP - raport z audytu wewnętrznego, wskazujący, co zostało sprawdzone, gdzie było w porządku, gdzie pojawiły nieprawidłowości i co zostało poprawione. Do tego może dochodzić opinia zewnętrznej kancelarii, która potwierdza prawidłowość stosowanych rozwiązań.
- Do tego zbiera się wszystkie działania organizacyjne - szkolenia, procedury, elementy, które pokazują, że firma rozróżnia pracowników i kontraktorów i świadomie tym zarządza. Chodzi o to, żeby w trakcie kontroli móc pokazać inspektorowi, że ta praca została już wykonana i że nie ma tu przypadkowości.
To trochę brzmi jak element socjotechniki, która ma odstraszyć inspektora, zasypując go dokumentami…
- Chodzi o to, żeby pokazać: mamy to poukładane i nie ma sensu szukać problemów na siłę. Co ciekawe, sam Główny Inspektor Pracy na jednym ze spotkań określił takie podejście jako "genialny pomysł". To pokazuje, że nie jest to sztuczna konstrukcja, tylko realne narzędzie, które może pomóc w trakcie kontroli i wpłynąć na jej pozytywny przebieg.
Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz












