Tegoroczne ferie zimowe nie przyniosły spodziewanego ożywienia w polskich kurortach. Branża turystyczna otwarcie przyznaje, że obłożenie jest wyraźnie niższe niż w ubiegłych sezonach. Turystów brakuje m.in. w Karpaczu, Szklarskiej Porębie i Świeradowie-Zdroju, które jeszcze rok temu uchodziły za jedne z najpopularniejszych destynacji - pisze Onet.
"Pierwsze dwa tygodnie są stracone". Branża ocenia obłożenie podczas ferii
"Szacujemy "mocne" 40 proc. Jest ono słabe jak na ferie zimowe. W zasadzie te pierwsze dwa tygodnie, które mamy za sobą, są wręcz stracone. Nawet najlepsze kolejne dwa tygodnie ferii nie zrekompensują branży sześciu tygodni całego sezonu" - mówi Rafał Wróblewski, prezes Izerskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej.
Na stokach nie ma długich kolejek, a w restauracjach bez trudu można znaleźć wolny stolik. "Nuda" - przyznaje kelnerka, pracująca w jednej z karkonoskich restauracji. Wypożyczalnie sprzętu narciarskiego również notują słabszy ruch. "Co mam pani powiedzieć, jak widać, jest słabo. Może ci, co mają teraz ferie, mają za daleko? Czekamy na turystów z dolnośląskiego" - mówią pracownicy z Karpacza, cytowani przez Onet.
Zdaniem części turystów barierą stają się rosnące wydatki związane z zimowym wyjazdem. "Za jedne narty 355 zł na dzień, jedne buty 310 zł, trzy zjazdy dla trzech osób 375 zł. I ponad 1000 zł poszedł od ręki. Ceny są tu naprawdę wysokie, a infrastruktura wcale za tym nie nadąża. Słyszeliśmy, że w Czechach jest dużo lepiej i bardzo poważnie rozważam możliwość, że tu troszkę potrenujemy, a na resztę ferii pojedziemy jednak do Czech" - mówi pani Ania, która przyjechała do Świeradowa-Zdroju z dwoma synami.
Z kolei przedstawiciele lokalnej branży turystycznej wskazują na rosnącą presję konkurencyjną - zarówno ze strony innych regionów w Polsce, jak i zagranicznych kurortów. Jak zaznacza Rafał Wróblewski, ceny noclegów nie wzrosły względem ubiegłego sezonu, a w części obiektów zostały nawet obniżone.
"Jeśli chodzi o naszych hotelarzy, ceny w porównaniu z zeszłym rokiem nie poszły w górę, a można nawet powiedzieć, że się obniżyły. Mimo to wciąż musimy konkurować z zagranicznymi ośrodkami. Wbrew pozorom wyjazd w Alpy wcale nie jest droższy niż wyjazd do Zakopanego, Karpacza czy Świeradowa. Sporty zimowe nie są tanie - sprzęt, skipassy, wyżywienie, nocleg - to wszystko kosztuje" - podkreśla Wróblewski.
Polacy wybierają Czechy. "Tu jest dużo lepsza infrastruktura"
Część turystów tegoroczne ferie spędza w Czechach, które, ich zdaniem, mogą poszczycić się znacznie lepszą infrastrukturą.
"Tu jest dużo lepsza infrastruktura niż w Polsce. Mieszkamy z dziadkiem w Szklarskiej Porębie, a przyjeżdżamy tu, bo jest dużo fajniej. U nas dłużej się jedzie na górę, niż potem zjeżdża i to jest męczące" - mówi 12-letnia Zosia spotkana na stoku w Harrachovie.
Eksperci zwracają również uwagę na niewielką liczbę tras dostępnych w Polsce, problemy z utrzymaniem stabilnych warunków śniegowych oraz niedoinwestowaną infrastrukturę. "Mamy chyba największe problemy ze śniegiem w Polsce" - ocenia pracownik jednej z wypożyczalni w Szklarskiej Porębie. "Wyciąg też jest stary i nieatrakcyjny, na górę wyjeżdża się za długo. Za chwilę Szklarska nie będzie miała co zaproponować" - dodaje.
Po czeskiej stronie granicy słychać z kolei, że choć Polaków na stokach nie brakuje, to nie zawsze przekłada się to na realne przychody lokalnych firm. Wielu turystów wybiera noclegi w Polsce, a do Harrachova przyjeżdża wyłącznie na kilka godzin jazdy. "Polacy w 80 proc. śpią w Szklarskiej Porębie i do nas przyjeżdżają tylko na pół dnia. Nie zostawiają tu za dużo pieniędzy" - mówią pracownicy w Harrachovie.











