Choć w 2024 roku pensje nauczycieli wzrosły o 30 proc., już rok później podwyżka wyniosła jedynie 5 proc., a w 2026 roku zaplanowano wzrost pensji na poziomie zaledwie 3 proc.
Tyle zarabiają nauczyciele. Od 3800 do 5400 zł "na rękę"
Z rozporządzenia podpisanego przez minister edukacji Barbarę Nowacką oraz minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk wynika, że minimalne wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli wzrośnie od 151 zł do 186 zł brutto - w zależności od stopnia awansu zawodowego i poziomu wykształcenia.
Dla nauczycieli z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym minimalne wynagrodzenie zasadnicze w 2026 roku wyniesie: 5308 zł brutto dla nauczyciela początkującego (wzrost o 155 zł), 5469 zł brutto dla nauczyciela mianowanego (wzrost o 159 zł) oraz 6397 zł brutto dla nauczyciela dyplomowanego (wzrost o 186 zł). Pedagodzy z licencjatem, tytułem inżyniera lub bez przygotowania pedagogicznego otrzymają odpowiednio 5178 zł, 5311 zł i 5567 zł brutto.
W praktyce oznacza to, że nauczyciel początkujący zarabia netto około 3800-4200 zł miesięcznie, nauczyciel mianowany 4200-4600 zł, a nauczyciel dyplomowany 4800-5400 zł "na rękę", przy uwzględnieniu dodatków takich jak wysługa lat, dodatki funkcyjne, motywacyjne, za warunki pracy, nagrody jubileuszowe czy tzw. trzynastka.
"To jest skandal, że muszę pracować w dwóch szkołach, aby się utrzymać w stolicy"
Zdaniem nauczycieli to jednak zdecydowanie za mało. W rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" jedna z nauczycielek dyplomowanych pracujących w warszawskiej szkole podstawowej przyznała, że jej zdaniem ostatnie podwyżki były jedynie symboliczne.
"Mam już dość słuchania, że otrzymałam 30 proc. podwyżki w 2024 roku, skoro później wzrost był śladowy i nie zapowiada się nic lepszego" - mówiła. Jak dodała, obecne realia zmuszają ją do pracy w kilku placówkach jednocześnie. "To jest skandal, że muszę pracować w dwóch szkołach, aby się utrzymać w stolicy" - podkreśliła.
Podobnie sytuację oceniają związki zawodowe. "Jeśli ktoś proponuje nauczycielom podwyżki rzędu 2-3 proc., to nie ma o czym mówić" - powiedział Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego "Forum-Oświata". Jak zaznaczył, problemem może być również sytuacja finansów publicznych. "Z wczorajszego posiedzenia rządu wynika, że zadłużenie budżetu będzie przekraczać 60 proc., a to oznacza, że wchodzimy w procedurę nadmiernego deficytu. Wtedy trudno będzie cokolwiek wywalczyć od rządzących" - stwierdził.
Związki zawodowe zapowiadają, że jesienią może rozpocząć się szeroka akcja protestacyjna prowadzona wspólnie z oświatową "Solidarnością". Jeśli rozmowy z rządem nie przyniosą efektów, możliwy jest również strajk generalny. Byłby to pierwszy tak duży protest nauczycieli od siedmiu lat.












