Reklama

Nauczyciele jednak będą walczyć o podwyżki. Nadchodzi strajk włoski

Od października nauczyciele będą skrupulatnie sprawdzać, czy powierzone im przez dyrektora szkoły zadania są zgodne z prawem i czy nie wykraczają poza ich obowiązki służbowe.

Związkowcy zdają sobie sprawę, że wśród nauczycieli zapał do strajku, pociągającego za sobą brak pensji, nie jest zbyt duży. Jednak nie zamierzają składać broni w walce o podwyżki. Zarówno Forum Związków Zawodowych, jak i Związek Nauczycielstwa Polskiego chcą doprowadzić do strajku włoskiego, czyli skrupulatnej realizacji przez pedagogów zadań, ale tylko tych, które wynikają z przepisów, a nie wymyślonych przez dyrektorów.

Wykaz czynności

ZNP do końca września zamierza opracować dla nauczycieli specjalny wykaz czynności, które w ramach etatu mają obowiązek wykonywać, a także tych, do których dyrektor nie może ich zobligować. Dokument trafi do wszystkich placówek oświatowych.

Reklama

- Mam nadzieje, że nauczyciele nie będą się bać swoich przełożonych i zastosują się do tych wytycznych. Chcemy skończyć z wyzyskiem pracowników i pracą w formie wolontariatu - zapowiada Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

- Tam, gdzie nauczyciele mają wątpliwości, czy dyrektor może wydać takie polecenie, mogą domagać się, aby było ono wyartykułowane na piśmie. Z naszej strony oferujemy pomoc prawną - dodaje.

ZNP chodzi najbardziej o art. 42 ust. 2 pkt 2 ustawy z 26 stycznia 1982 r. - Karta nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 967 ze zm.). Zgodnie z nim w ramach 40-godzinnego czasu pracy nauczyciel obowiązany jest realizować m.in. zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, prowadzone bezpośrednio z uczniami, a także inne zajęcia i czynności wynikające z zadań statutowych szkoły, w tym zajęcia opiekuńcze i wychowawcze.

- Ten przepis jest bardzo pojemny i nauczyciela można przymuszać praktycznie do wszystkiego, np. sporządzania dokumentów, które są wymysłem dyrektora, albo przeprowadzania tak jak to było ostatnio w woj. lubuskim ankiet wśród uczniów - oburza się Krzysztof Baszczyński.

- Plagą jest też nieformalne namawianie nauczycieli do prowadzenia dodatkowych zajęć z uczniami w formie wolontariatu, co jest niezgodne z prawem, bo za to powinni otrzymywać pieniądze - podkreśla Baszczyński.

Wycieczki i inne czynności

W zakresie wykonywania innych zajęć i czynności jeszcze dalej chce pójść Forum Związków Zawodowych.

- Tam, gdzie mamy większość związkową w radzie pedagogicznej, będziemy z automatu wnioskować o zmianę statutu, a także regulaminu prac rady, bo to ten organ podejmuje w szkole uchwały dotyczące pracy nauczycieli. Nie może być tak, że osoby uczące muszą być w placówce po 12 i więcej godzin tylko dlatego, że do południa mają zajęcia, a tuż po nich jest wielogodzinne posiedzenie rady zwołane przez dyrektora. Wszystko, co jest powyżej 8 godzin pracy, powinno wiązać się z wypłatą nadgodzin lub dodatkowym czasem wolnym. Skoro rząd nie szanuje nauczycieli, to najwyższa pora, abyśmy skrupulatnie realizowali nasze prawa i obowiązki wynikające z prawa - mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący branży nauki, oświaty i kultury w Forum Związków Zawodowych.

- W szkołach przyjmowane są też programy, w których uzgodnione są wycieczki zarówno jednodniowe, jak i te kilkudniowe. Tu też skrupulatnie będziemy przestrzegać przepisów i domagać się dodatkowego czasu wolnego lub wynagrodzenia ekstra - zapowiada Wittkowicz.

Chodzi głównie o przepisy zawarte w par. 3 i 4 rozporządzenia ministra edukacji narodowej z 25 maja 2018 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki krajoznawstwa i turystyki (Dz.U. poz. 1055). Na ich podstawie organizowane są różnego rodzaju wycieczki szkolne przy zapewnieniu odpowiedniego bezpieczeństwa uczniów.

- Obawiamy się, że będą problemy z wycieczkami, choć obecnie przepisy nie definiują, ilu opiekunów ma być na klasę. Jeśli jednak przyjdzie do mnie wychowawca i powie, że ma trudną klasę i potrzebuje co najmniej dwóch osób, to będę musiał zapewnić dodatkowych nauczycieli - mówi Jacek Rudnik, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 w Puławach.

- Tam, gdzie jest duże uzwiązkowienie, dyrektorzy mogą mieć poważny problem z zapewnieniem właściwego funkcjonowania placówki, bo skrupulatne przestrzeganie prawa przez nauczycieli może się bezpośrednio odbić na szkole - dodaje.

Dyrektorzy starają się jednak rozumieć postawę nauczycieli.

- Po tym, jak zostali potraktowani wskutek zakończonego strajku, takie zachowanie znajduje u nas zrozumienie. Pozostaje mi respektować ich prawa i żądania. Ale to z pewnością będzie utrudniać życie, już teraz nauczyciele zapowiadają ograniczanie do minimum liczby wycieczek i różnego rodzaju wyjazdów integracyjnych - mówi Tomasz Malicki, zastępca dyrektora Technikum nr 2 w Krakowie.

- Wcześniej wiele spraw udało się załatwić z nauczycielami bez dodatkowych wydatków finansowych, choć często może te rozwiązania balansowały na granicy prawa. Choćby nieodpłatne dodatkowe zajęcia pozalekcyjne - wylicza Malicki.

Gminna biurokracja

Resort edukacji narodowej chce jednak pokazać, że robi wszystko, aby ulżyć pedagogom w biurokracji. Maciej Kopeć, wiceminister edukacji narodowej, zapowiedział, że jeszcze w tym tygodniu wyśle do związkowców pakiet przepisów, z których wynikają obowiązki sporządzania dokumentów, z prośbą o propozycje zmian. Ministerstwo chce stworzyć specjalny katalog niezbędnych i wymaganych czynności związanych z pracą szkoły.

- Wszyscy, zarówno kuratorzy, jak i dyrektorzy, na spotkaniu z urzędnikami z MEN byli zgodni, że trzeba zmniejszyć wykaz tych dokumentów. Część z nich powinni realizować bezpośrednio dyrektorzy i pracownicy administracyjni, w tym np. kadrowa lub księgowa - mówi Krzysztof Baszczyński.

Kilka lat temu próba odbiurokratyzowania pracy nauczycieli była już podejmowana w Krakowie. Tam dyrektorzy i związkowcy wspólnie z urzędnikami opracowali nawet wykaz niezbędnych dokumentów do wewnętrznego użytku.

- Okazało się, że tych podstawowych, związanych z oświatą, jest około 500 i praktycznie każdy z nich wydawał się nam niezbędny. Ostatecznie wypracowaliśmy wytyczne, że około 100 różnego rodzaju pism nauczyciel musi jednak wypełniać - mówi Tomasz Malicki.

- Ograniczenie biurokracji jest pożądane, ale wątpię, aby się to udało, tym bardziej że każdy dyrektor chce mieć na wszystko potwierdzenie w dokumentach - dodaje.

Związkowcy mają jednak nadzieję, że wykaz ustalony przez MEN w rozporządzeniu będzie ograniczony do minimum. Z kolei samorządy obawiają się, że przez to urzędnicy od oświaty zostaną zasypani masą dokumentów do wypełniania.

- U nas obsługą szkół łącznie z księgowością, pomocą prawną i informatyczną zajmuje się gmina, a nie dyrektor. Mamy już teraz masę pracy. Problem jest w tym, że szkoły nie mają osobowości prawnej i nawet wniosek o program edukacyjny musi napisać urzędnik, a nie dyrektor. Nie wyobrażam sobie scedowania na nas części obowiązków, które realizują obecnie nauczyciele - mówi Krzysztof Iwaniuk, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP oraz wójt gminy Terespol.

- Wiele dokumentów oświatowych powinny wypełniać kuratoria, a dyrektorzy mogliby im wysyłać tylko niezbędne dane. Tam pracuje dużo urzędników, którzy wcale nie skupiają się na kontrolach szkół, a jedynie ograniczają do prowadzenia szkoleń - zauważa Iwaniuk.

Artur Radwan
23 września 2019

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »