Reklama

Nauczyciele powinni pracować również w czasie wakacji

Zamierzamy włączyć się do dyskusji nad zmianami w Karcie nauczyciela. Trzeba uprościć system wynagradzania nauczycieli i dać więcej elastyczności samorządom w zarządzaniu szkołami - mówi Maciej Jakubowski, wiceminister edukacji narodowej.

DzGP: Minęły dwa miesiące od objęcia przez pana funkcji wiceministra. Co w tym czasie udało się już zrealizować?

Reklama

Maciej Jakubowski: - Zainicjowaliśmy rozmowy z samorządowcami i związkowcami w sprawie zmian w systemie edukacji.

To nie tylko prace nad Kartą nauczyciela?

- Rozmowa o samej karcie wydaje się bezcelowa, bo jakakolwiek zmiana w niej wiąże się ze zmianami począwszy od finansowania oświaty, a kończąc na nadzorze. Karta to tylko hasło.

W ostatnich tygodniach bardzo głośno znów się mówi o zmianach w Karcie nauczyciela. To już wręcz otwarta wojna oświatowych związków i samorządowców. Dlaczego resort edukacji chowa głowę w piasek, zamiast włączyć się do dyskusji?

- Zamierzamy się właśnie włączyć do tej dyskusji, wznawiając pracę zespołu resortowego. Nie wydaje mi się, aby ten konflikt narastał. Rzeczywiście dyskusja toczy się wokół kilku kwestii, które można szybko rozwiązać, ale które nie są kluczowe dla sytemu, jak np. urlopy nauczycielskie. Dla niektórych samorządów płacenie za te urlopy może być bolesnym wydatkiem, ale w skali kraju koszty te wynoszą zaledwie jeden procent wydatków na edukację.

Ale sami związkowcy przyznają, że system przyznawania rocznych urlopów zdrowotnych trzeba uszczelnić.

- Wydaje mi się, że takich przypadków nie ma dużo. Ale w tej kwestii się zgadzam.

Zatem te 700 mln zł rocznie przeznaczanych na urlopy zdrowotne z kieszeni samorządów nie jest dla nich zbytnim obciążeniem? A może warto rozważyć propozycję, aby płacił za to ZUS?

- 700 mln zł wydawane jest obecnie, a po uszczelnieniu systemu ta kwota może się znacząco zmniejszyć. Nie jestem jednak zwolennikiem przekazywania tego zadania do ZUS. Obecnie rozwiązanie nie jest złe i tak jak mówiłem wystarczy je uszczelnić.

Jak według pana ta kwota może być niższa, skoro uważa pan, że przypadków nadużyć jest niewiele? Na czym miałoby więc polegać to uszczelnienie?

- Większość samorządów już stara się odwoływać od decyzji lekarza do komisji, która skrupulatnie sprawdza zasadność takiego urlopu. I propozycje zmian powinny tego dotyczyć.

Samorządowcy przygotowują jednak swoje propozycje, które zamierzają przedstawić posłom PO - PSL w komisji sejmowej. Czy włączą się państwo do tych prac?

- Na razie czekamy na ten projekt. Propozycje samorządowców są różne. Od bardzo radykalnych, które na pewno są nie do zaakceptowania, do bardziej wyważonych. Dlatego resort chce prowadzić rozmowy ze związkowcami i samorządowcami. Wypracowane rozwiązania nie muszą jednak być przez wszystkich w całości akceptowalne.

Czy zespół resortowy też przygotuje projekt?

- Na razie czekamy na propozycje samorządowców, które mają trafić do posłów.

Wśród samorządowców pojawił się pomysł ograniczenia urlopu wypoczynkowego nauczycieli z blisko 80 do 52 dni. Czy resort poprze takie rozwiązanie?

- Jeśli nauczyciele mieliby organizować czas wolny uczniom w czasie wakacji, to warto się nad tym zastanowić. To jednak powinno pozostawać do decyzji dyrektora szkoły i organu prowadzącego.

Samorządy proponują podwyższenie pensum o dwie godziny. Takie rozwiązanie na początku poprzedniej kadencji chciała przeforsować również była szefowa resortu edukacji. Czy resort zgadza się na taką propozycję?

- Nie możemy mówić, że nauczyciele mają 18 godzin pensum tygodniowo. Wielu z nich ma też godziny ponadwymiarowe.

Ale za godziny ponadwymiarowe dostają pieniądze. Karta dopuszcza, aby nauczyciel mógł pracować poza 18 godzin pensum dodatkowo 9 godzin, które są określane ponadwymiarowymi. W efekcie jego wynagrodzenie zasadnicze jest proporcjonalnie wyższe.

- Tak, ale podwyższenie pensum dawałoby większe usztywnienie dla samorządów. Wręcz mogłyby mieć problem z przydzieleniem niektórym nauczycielom tak dużej liczby godzin. Może lepiej uelastycznić przyznawanie godzin ponadwymiarowych.

Czy uelastycznienie polega na tym, że nauczyciel otrzymywałby polecenie od dyrektora, że ma pracować np. 22 godziny?

- Takie rozwiązania już istnieją. Zanim wprowadzimy dalsze rozwiązania, trzeba przyjrzeć się pracy poszczególnych nauczycieli. Dlatego czekamy na efekty badania ich czasu pracy. Wtedy można się zastanowić, kto może dłużej pracować, a kto może nawet mniej. Jestem jednak przeciwny wprowadzaniu sztywnego pensum.

Czy może się okazać, że któryś z nauczycieli, np. języka polskiego po zamianach będzie miał niższe pensum niż obecnie?

- Nie jestem za obniżaniem dotychczasowego pensum nauczycielom.

W innych krajach czy szkołach stowarzyszeniowych pensum jest znacznie wyższe i nie ma z tym problemów. Wyniki są często lepsze od tych w sąsiednich szkołach samorządowych. Czy resort boi się protestów związków i nie chce zwiększenia liczby zajęć nauczycielom?

- Nie. Nie jestem pewien, czy wszystkie szkoły stowarzyszeniowe mają lepsze wyniki, bo nie ma tutaj wiarygodnych badań, ale wiem, że one także regulują czas pracy nauczycieli. Można dyskutować, jaka liczba godzin zajęć tygodniowo dla nauczycieli tablicowych jest wystarczająca. Z kolei nauczyciele specjaliści jak logopedzi czy pedagodzy mogą już obecnie pracować dłużej. Dzięki temu mogą mieć więcej zajęć z uczniami, którzy potrzebują pomocy specjalistów.

Samorządom nie podoba się m.in. to, że większość z nich musi co roku wypłacać jednorazowy dodatek uzupełniający. To duże obciążenie dla gmin. Czy dostrzega pan ten problem?

- Skala dopłat jednak maleje, bo w ostatnim roku wyniosła 244 mln zł, a w poprzednich było to na poziomie 250 mln zł. Wydaje mi się, że to też są przypadki marginalne. Samorządowcy dzięki temu dodatkowi nauczyli się właściwie zarządzać szkołami, aby co roku nie wypłacać wyrównania.

Trudno nazwać to marginalnym przypadkiem, jeśli na przykład miasto Częstochowa w tych trzech latach od funkcjonowania dodatku wypłaciło nauczycielom blisko 30 mln zł wyrównania.

- To tylko świadczy o złej organizacji danej gminy, bo jeśli samorząd co miesiąc monitoruje płace nauczycieli i wypłaca najlepszym z nich dodatki motywacyjne, to nie ma problemu z zapewnieniem średnich płac. Przynajmniej nie na tak dużą skalę.

Samorządowcy przyznają, że trudno jest zwłaszcza w dużych aglomeracjach prowadzić taką kontrolę płac.

- Wystarczy dobra wola i odpowiedni program komputerowy.

Gminy i nawet związki opowiadają się za likwidacją części dodatków. Obecnie pensja nauczyciela składa się 14 składników wynagrodzenia. Czy resort podziela potrzebę uproszczenia systemu?

- Tak. System trzeba znacząco uprościć. I wydaje mi się, że tu szybko uzyskamy porozumienie. Trzeba zlikwidować część dodatków.

Likwidacja dodatków sprawiłaby automatyczne podwyższenie wynagrodzenia zasadniczego?

- Nie mamy jeszcze gotowych propozycji. Chciałbym jednak pozostawić gminom swobodę motywowania nauczycieli do pracy. Jestem przeciwny włączaniu wszystkich dodatków do pensji zasadniczej. Dzięki uproszczeniu systemu wynagradzania nie będzie problemów z naliczaniem średniej płacy, a może nawet będzie można odejść od mechanizmu zapewniania średnich płac.

Zmian potrzebuje pilnie system awansu zawodowego. Samorządy proponują, aby po 20 latach pracy można było otrzymać najwyższy stopień. Czy zgadza się pan na te propozycje?

- Do zawodu powinni trafiać najlepsi. Dlatego trzeba zbudować odpowiedni system naboru, który może nawet będzie oparty na egzaminie państwowym. Obecny system awansu jest zbiurokratyzowany, przez co kolejne stopnie przechodzą nie tylko najlepsi, a to zagraża prestiżowi zawodu nauczyciela. Budowanie wysokiego prestiżu zawodu nauczyciela, także przez zmiany w systemie awansu zawodowego, uważam za kluczowe dla sukcesu polskiej szkoły. Uzależnienie zdobycia najwyższego stopnia awansu zawodowego głównie od czasu pracy nie jest dobrym rozwiązaniem.

A może po prostu niech rynek zweryfikuje, kto jest najlepszy. Nie brakuje też głosów, aby kartę po prostu zlikwidować i zastąpić ją kodeksem pracy.

- Jednym z mitów jest to, że jak skasujemy kartę, to nie powstaną rozwiązania, które w pewnym stopniu ją zastąpią. W krajach wysoko rozwiniętych zawód nauczyciela jest niemal wszędzie specjalnie regulowany. Nauczyciel powinien mieć pewne poczucie bezpieczeństwa.

Ale obecnie żyjemy w takich czasach, kiedy likwiduje się przywileje, a większość z nas pracuje na kontraktach lub umowach terminowych. Każdy wtedy stara się pracować bardzo dobrze, bo obawia się utraty pracy. Niektórzy nauczyciele są tak chronieni, że nie muszą się przykładać do pracy. Nawet w poprzedniej kadencji z resortu edukacji narodowej płynęły głosy, że karta chroni słabych nauczycieli.

- Na pewno nie jestem zwolennikiem pełnej ochrony przed zwolnieniem. Dyrektorzy powinni oceniać pracę nauczycieli i na tej podstawie decydować o zatrudnieniu. Takie instrumenty już istnieją, jednak można pomyśleć o ich dalszym uelastycznieniu.

Szkoły stowarzyszeniowe nie gwarantują żadnej ochrony, a świetnie sobie radzą, zatrudniając nauczycieli na podstawie kodeksu pracy. Resort sam w poprzedniej kadencji przychylał się do możliwości przekazywania placówek stowarzyszeniom, bez ograniczeń do małych szkół. Tego domagają się samorządy. Czy wrócą państwo do tych rozwiązań?

- Na pewno lepiej jest, gdy szkołę poprowadzi stowarzyszenie, niż miałaby być ona zlikwidowania. W szkołach stowarzyszeniowych są nauczyciele, którzy chwalą sobie warunki zatrudniania, a są też ci, którzy szukają okazji, aby stamtąd uciec. Obawiam się jednak, że nagminne przekazywanie szkół może sprawić, że znajdą się placówki, gdzie najważniejsze będą niskie koszty, a nie jakość kształcenia. Na pewno warto się przyjrzeć niektórym rozwiązaniom w zatrudnianiu i wynagradzaniu w szkołach stowarzyszeniowych. Może część tych rozwiązań mogłaby nawet trafić do projektu zmian w karcie.

Kiedy powstanie ministerialny zespół do prac nad kartą?

- Nie mamy jeszcze ustalonego terminu. Zespół ten jednak nie będzie pracował tylko nad zmianami w Karcie nauczyciela, a raczej nad systemową zmianą w finansowaniu oświaty, systemie awansu zawodowego i zatrudnianiu nauczycieli.

Rząd obiecał od przyszłego roku dotacje na przedszkola samorządowe. Czy doczekamy się tych propozycji?

- Trwają intensywne prace, ale na razie nic więcej nie mogę powiedzieć.

Rozmawiał Artur Radwan

26 czerwca 2012 (nr 122)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »