Reklama

Nauczyciele zostali sami. Wyższe pensje dla nauczycieli dopiero od września?

​ZNP zaproponował przyspieszenie o trzy miesiące wypłaty podwyżek w oświacie. Władze dużych miast nie biorą jednak tego pod uwagę.

Pomysł związkowców miał na celu sprawdzić, jak w rzeczywistości wygląda wsparcie lokalnych władz dla nauczycieli. Szczególnie że jest on w pełni legalny i nie naraża dyrektorów placówek na kłopoty z regionalnymi izbami obrachunkowymi.

Reklama

Rząd określa tylko minimalne stawki wynagrodzenia zasadniczego. Samorządy - jeśli je na to stać - mogą płacić więcej. Czyli również uruchomić podwyżki już w czerwcu.

Z naszej sondy wynika, że duże miasta - także te, które jednoznacznie deklarowały wsparcie dla nauczycieli - nie zdecydowały się na taki krok. - Nie będzie podwyżek od czerwca, ponieważ MEN nie dało nam na to pieniędzy. Ale równocześnie wszystkie środki, jakie są przeznaczone na pensje pedagogów, zostają w budżetach szkół - zapewnia Katarzyna Pienkowska ze stołecznego ratusza. Podobnie jest w Gdańsku, Poznaniu, Białymstoku czy Olsztynie.

- Mam informacje, że taka wcześniejsza podwyżka (o 9,6 proc.) będzie w Rybniku i kilku innych miastach. Spodziewałem się jednak większego odzewu. Wielu włodarzy zachowuje się dla mnie niezrozumiale, a kwestie rekompensat zrzuciło na dyrektorów placówek - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Sławomir Broniarz, prezes ZNP. - Postawa samorządów jest dla mnie zaskoczeniem tym bardziej, że przez okres strajku zaoszczędzili setki milionów złotych. Przyspieszenie wypłaty podwyżki o trzy miesiące mogłoby w pewnym stopniu zrekompensować okres strajku - dodaje.

ZNP przyznaje, że tylko najbardziej potrzebujący mogą liczyć na wsparcie z funduszu społecznego, w którym jest raptem 8 mln zł. Rekompensaty dla wszystkich pochłonęłyby ok. 500 mln zł.

- Mówienie nam, że pieniądze pozostają w naszych budżetach, jest próbą poprawienia nauczycielom nastroju. Nie zamierzam przyznawać wyższego dodatku motywacyjnego lub nagrody tylko dlatego, że ktoś zdecydował się na strajk - mówi Izabela Leśniewska ze Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu. - Chciałabym zrekompensować nauczycielom okres strajku, ale sugeruje się, byśmy uważali na regionalne izby obrachunkowe. Nie widzę więc legalnego mechanizmu - podsumowuje.

Podstawa prawna

Zanim nauczyciele otrzymają wrześniową podwyżkę, trzeba znowelizować rozporządzenie ministra edukacji narodowej i sportu z 31 stycznia 2005 r. w sprawie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, ogólnych warunków przyznawania dodatków do wynagrodzenia zasadniczego oraz wynagradzania za pracę w dniu wolnym od pracy (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 416 ze zm.).

To tam określane są minimalne stawki płacy zasadniczej. Minimalne, więc radni (to samorządy są odpowiedzialne za wypłaty) w specjalnej uchwale mogą zdecydować o ich podwyższeniu. ZNP, a także Forum Związków Zawodowych chcą więc je przekonać, aby te nie czekały na MEN, tylko same wyliczyły wzrost wynagrodzeń zasadniczych na poszczególnych stopniach awansu (patrz infografika).

- Teraz samorządy mogą realnie pokazać swoją solidarność z nauczycielami. Podczas strajku od wielu z nich płynęły słowa otuchy i poparcia, teraz czas na czyny - mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący branży nauki, oświaty i kultury w Forum Związków Zawodowych.

- Mam nadzieję, że samorządy zdecydują się na taki gest. Tym bardziej że z 46 mld zł subwencji oświatowej na pensje dla nauczycieli jest przeznaczane ponad 32 mld zł. Czyli są na to środki. Wiele z nich przez strajk też zaoszczędziło na potrąceniach z pensji - dodaje.

Poczekać na wrzesień

Zapytaliśmy więc samorządy, jak podchodzą do takiej inicjatywy. Wyniki sondy nie są najlepsze dla nauczycieli. Wśród włodarzy praktycznie nie ma dla niej poparcia.

- Podwyżki będą wypłacane zgodnie z zaleceniami MEN - kwituje Marta Bartoszewicz z Urzędu Miasta Olsztyna.

- Wzrost minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego ponad poziom ustalony w rozporządzeniu następuje w drodze uchwały organu stanowiącego JST. Rada miasta nie podjęła takiej uchwały, nie jest więc możliwe wypłacenie wyższych wynagrodzeń, niż przewidują to przepisy - wyjaśnia Włodzimierz Tutaj z Urzędu Miasta Częstochowa.

Również Siedlce tłumaczą, że nie mają podstawy prawnej, aby przychylić się do związkowej propozycji. Innego zdania jest Witold Stefański z Urzędu Gminy Police. Jego zdaniem nie ma żadnych przeszkód prawnych. - Jednak robienie tego w sposób nadzwyczajny, akcyjny, może skutkować chaosem, którego i tak nie brakuje w naszej oświacie - przestrzega. Dlatego także w tym mieście nie będzie wcześniejszych podwyżek.

Podobnie w Zakopanem, Nowym Dworze, Ciechanowie, Imielinie, Węgorzewie, Nysie, Opolu, Olkuszu, Chojnicach, Żninie i Rzeszowie.

Duże miasta i brak środków

Dariusz Nowak z krakowskiego magistratu tłumaczy, że jest już zbyt późno na podejmowanie takich uchwał, bo do wypłat pensji w czerwcu pozostało zaledwie kilka dni. Wylicza, że miasto musiałoby na wcześniejsze podwyżki dla nauczycieli przeznaczyć z dochodów własnych, czyli podatków i opłat lokalnych, ok. 15 mln zł - przy założeniu zwiększenia wynagrodzenia zasadniczego o 9,6 proc. miesięcznie w okresie czerwiec - sierpień 2019 r. Dodaje, że już w ubiegłym roku miasto na pensje nauczycieli przeznaczyło o 33 mln zł więcej, niż gwarantuje to Karta nauczyciela.

Podobnych argumentów używa Warszawa. - Dokładamy do płac pracowników oświaty ponad 800 mln zł - mówi Katarzyna Pienkowska z Urzędu m.st. Warszawy. - Już dzisiaj 1/3 warszawskich nauczycieli ma płacę zasadniczą wyższą, niż zakłada projekt ZNP - dodaje.

Protestujący nauczyciele mogli liczyć na duże poparcie także w Poznaniu. Ale również tam postulat ZNP nie zostanie zrealizowany.

- Decyzja odnośnie wcześniejszej wypłaty podwyżek dla nauczycieli nie została podjęta - wskazuje Joanna Żabierek z Urzędu Miasta w Poznaniu.

Dariusz Wopłodźko z Urzędu Miasta w Gdańsku też informuje, że przyspieszona podwyżka nie będzie wypłacana. I dodaje, że w tym mieście już blisko połowa środków na edukację (47 gr z każdej złotówki) pochodzi z budżetu miasta.

Nie brakuje też samorządów, które przekonują, że związkowa propozycja jest mocno przeszarżowana.

- Proponowana przez ZNP regulacja jest wyższa niż kwoty wynikające z niewypłaconych wynagrodzeń nauczycieli za czas strajku. Barierą są ograniczenia finansowe - mówi Bożena Ratajczyk z Urzędu Miejskiego w Ostródzie. Choć zapewnia, że propozycje związków są analizowane. Również Urząd Miasta w Kielcach ma zająć się propozycją ZNP, ale niczego nie obiecuje.

Wśród nielicznych miast, które rozważają możliwość podniesienia wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego na wszystkich poziomach wykształcenia i stopniach awansu, są Bytom i Rybnik. Podwyżka miałaby wynieść 5 proc.

Z kolei Białystok nie zamierza przyspieszać podwyżek, ale przypomina o innym rozwiązaniu.

- W dyspozycji dyrektorów jednostek oświatowych pozostały nadwyżki środków finansowych powstałe w związku ze strajkiem, za który nie wypłacali nauczycielom pensji - wylicza Kamila Bogacewicz z Urzędu Miasta Białystok.

Problem w tym, że samorządy nie chcą podpaść regionalnym izbom obrachunkowym.

- Jak przyjdzie kontrola z RIO, to gratuluję odwagi temu dyrektorowi, który wyjaśni, dlaczego np. zwiększył dodatek motywacyjny strajkującym nauczycielom. Nikt z nas nie będzie się narażał na zarzut naruszenia dyscypliny finansów publicznych - mówi Marek Pleśniar, dyrektor biura, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

- Wielu strajkujących było świadomych, że straci pieniądze, ale wierzyło, że dostanie jakieś wyrównanie. Wiem, że to było paliwo, które podtrzymywało strajkujących na duchu. Teraz jest rozgoryczenie - dodaje.

Artur Radwan

28.05.2019

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »