Reklama

Niemcy coraz starsi, a o opiekunki coraz trudniej

W Niemczech średnia długość życia należy do najwyższych na świecie. Już teraz 4 miliony mieszkańców ma więcej niż 80 lat. A ocenia się, że w 2050 roku armia starców powiększy się do 10 milionów. Przynajmniej połowa z nich będzie potrzebowała kogoś do opieki. Władze robią co mogą, aby sprostać trudnym wyzwaniom. Niebawem pojawi się nad Renem pierwsza, pilotażowa grupa opiekunek z Chin.

Problem ze starymi ludźmi nabrzmiewa w Niemczech z każdym rokiem. Z jednej strony to skutek starzenia społeczeństwa, ale jeszcze bardziej upadku tradycyjnej rodziny. Dzieci nie mieszkają razem ze starymi rodzicami i nie chcą się nimi zajmować, gdy zachodzi taka potrzeba.

700 tysięcy w Altenheimach

W Niemczech działa ponad 8 tys. domów starców, w których przebywa około 700 tys. osób. Tym, którzy zostali w domu pomocą służy ponad 7 tys. "ambulante Pflegedienste". Ale to wszystko za mało. Główny problem to koszty. Miejsce w domu starców kosztuje 3000 euro, zaś za mobilną opiekę rachunki mogą wynieść też kilka tysięcy euro. Mało którego emeryta na to stać. W takiej sytuacji powinno pomóc miasto lub gmina, ale te zwykle nie mają wystarczających środków. Wtedy pozostaje pomoc ze strony dorosłych, też już niemłodych dzieci. A te na zimno kalkulują i wychodzi im, że najtaniej wyniesie opiekunka z Polski.

Reklama

Polka, który ma jakieś pojęcie o opiece, kosztuje Niemca około 1000 euro miesięcznie. Absolutne minimum to 800 euro. W tym wikt i opierunek. Opiekunki, które znają dobrze język i mogą wykazać się referencjami mogą liczyć na więcej - 1200 do 1500 euro. Takie są koszty, gdy w grę wchodzi praca na czarno, w tej branży do tej pory niestety nadal najczęściej spotykana. Ale związane jest z tym ryzyko - pracodawca może zostać ukarany karą grzywny w wysokości 5000 euro.

Spokojniej przez agencję

Od czasu uwolnienia niemieckiego rynku pracy, gdy nie są już potrzebne zezwolenia, coraz więcej Polek decyduje się na legalne zatrudnienie. Mogą zwrócić się o legalizację swojej pracy bezpośrednio do swoich podopiecznych czy ich krewnych. Ale rzadko jest to praktykowane. Ci bowiem nie chcą zajmować się formalnościami ani ponosić dodatkowych kosztów, jak składki ubezpieczeniowe czy podatki. W ostateczności zatrudniają formalnie tylko na część etatu, na podstawie tzw. Minijob, co oznacza, że wykazują, iż płacą tylko 400 euro miesięcznie. W takim przypadku na ubezpieczenie i podatki muszą dodatkowo wydać 14,34 proc. W sumie niewiele, ale często nawet takiej formy zatrudnienia nie mogą się doczekać nasze rodaczki.

Lepiej poszukać zajęcia przy opiece przez agencję, polską lub niemiecką. Oferują podobne warunki pracy i zarobki, z tym że strona niemiecka może zagwarantować lepszą osłonę socjalną, jak np. wyższą emeryturę. Zarobki oferowane przez agencje bardziej niż od kwalifikacji zależą od znajomości języka. Np. ServiceCenters (www.pflege24.org) oferuje polskie opiekunki niemieckim rodzinom według następującego "cennika":

- 1534 euro za Polkę, która zna tylko podstawy języka niemieckiego,

- 1798 euro za Polkę, która zna język na dobrym, komunikatywnym poziomie,

- 1953 euro za Polke, która mówi biegle po niemiecku.

Niemki mogą przebierać

Niemka, która chce pracować jako opiekunka osób starszych, może przebierać w ofertach. Obecnie w bazie Federalnego Urzędu Pracy (Bundesagentu für Arbeit) znajduje się 14 tys. ofert pracy dla opiekunek. Na każdą opiekunkę poszukującą zatrudnienia przypadają trzy wolne etaty. Niemieckie domy starców narzekają na braki kadrowe. Na każde zwolnione w nich miejsce muszą trzeba czekać aż 115 dni, zanim znajdzie się ktoś chętny. Taka komfortowa sytuacja na rynku pracy dotyczy jednak tylko osób, które znają dobrze język i mają odpowiednie wykształcenie kierunkowe. Niewiele Polek może spełnić jednocześnie te dwa warunki.

Jeśli już uda im się trafić do niemieckiego Altenheimu (dom starców), to zwykle na oddział, gdzie praca jest najcięższa, a szanse na awans czy podniesienie kwalifikacji niewielkie.

Nadzieja w Chinach...

Bundesagentur für Arbeit ogłosił, że zamierza sprowadzić w 2013 roku grupę 150 Chinek, które mają przygotowanie do pracy w charakterze opiekunek. Języka mają nauczyć się na miejscu. Jeśli eksperyment zda egzamin, Niemcy zaproszą kolejne setki, a może tysiące Chinki.

Oby nie wyszło tak jak z podobnymi akcjami adresowanymi do nękanych kryzysem krajów z południowej Europy. Z Hiszpanii i Grecji, mimo specjalnej zachęt i udogodnień, przyjechało do Niemiec tylko po kilkaset kobiet gotowych pracować jako opiekunki.

Moim zdaniem, Niemcy lepiej zadbają o swoich starców jeśli w końcu stworzą lepsze, bardziej godne warunki zatrudnienia dla Polek. Myślę tu o tej armii 100 tysięcy, a może nawet 150 tysięcy Polek, które do dzisiaj są zmuszone godzić się na pracę na czarno, na niskie zarobki, złe traktowanie i zupełny brak ochrony socjalnej. Jeśli rządowi w Berlinie w końcu uda się zlikwidować tą szarą strefę, to do Niemiec wyjedzie kolejne 100 tysięcy Polek i problem z opieką nad starcami będą mieli Niemcy z głowy.

Józef Leszczyński

Czytaj raport specjalny serwisu Biznes INTERIA.PL o pracy w Niemczech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »