​Nożyce płacowe otwierają się coraz szerzej. Niebezpiecznie

W ubiegłym roku zwiększyła się liczba firm, w których przeciętne zarobki wyniosły 1500 zł albo i mniej. 25 tys. osób musiało się zadowolić minimalnym wynagrodzeniem ustalonym przez rząd po konsultacji z pracodawcami i związkami zawodowymi albo nawet niższym.

W ubiegłym roku wyniki finansowe średnich i dużych przedsiębiorstw przemysłowych zatrudniających ponad 49 osób były wyraźnie słabsze niż w roku poprzednim. Zarobiły na czysto ponad 58,8 mld zł - o 20,5 proc. mniej niż w 2011 r. Ale jak wynika z danych GUS, nawet w takiej sytuacji przybyło firm, w których przeciętne wynagrodzenie wyniosło 5 tys. zł i więcej - ich liczba wzrosła w ciągu roku o 97 do 695. A więc już w prawie co dziesiątej średniej i dużej firmie przeciętne zarobki są w takiej wysokości. Pracowało w nich w ubiegłym roku 645 tys. osób - o 51 tys. więcej niż w roku poprzednim. - Przybyło firm, które dobrze płacą, bo nawet przy spowolnieniu gospodarczym są przedsiębiorstwa, które dobrze sobie radzą, wykorzystując kłopoty konkurentów w kraju i za granicą - ocenia Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Banku. Dotyczy to np. średnich i dużych przedsiębiorstw branży spożywczej, ponieważ jeść trzeba niezależnie od koniunktury.

Jest jednak i zła wiadomość. Zwiększyła się także liczba firm, w których przeciętne zarobki wyniosły 1500 zł albo i mniej. Wprawdzie nie był to duży wzrost, bo liczba takich przedsiębiorstw zwiększyła się o 6 do 193, ale pracowało w nich blisko 25 tys. osób (w roku poprzednim było ich o 2,3 tys. mniej). Tak duża grupa osób musiała się zadowolić minimalnym wynagrodzeniem ustalonym przez rząd po konsultacji z pracodawcami i związkami zawodowymi albo nawet niższym. Było to możliwe, ponieważ kwota minimalnego wynagrodzenia odnosi się do pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze czasu pracy. A więc ci, co pracują np. na część etatu, mogą mieć niższe pensje. Ponadto 80 proc. wynagrodzenia minimalnego mogą otrzymywać przez rok ci, dla których jest to pierwsza praca.

- Wzrost liczby przedsiębiorstw ze skąpymi zarobkami nie był duży, choć pogorszenie koniunktury było bardzo wyraźne - twierdzi Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP. Jej zdaniem przede wszystkim dlatego, że redukcje wynagrodzenia wywołują ostre konflikty i dlatego pracodawcy ich unikają. - Ci, którzy się na nie decydują, robią to w ten sposób, że przenoszą pracowników na część etatu. Wielu z nich nie ma wyboru i to akceptuje, bo niższa pensja jest lepsza od bezrobocia, które najczęściej dotyka zwalniane osoby - uważa Sędzimir. Dodaje, że w tym roku może się jeszcze nieco zwiększyć liczba firm ze średnią pensją nieprzekraczającą minimalnego wynagrodzenia, ponieważ przedsiębiorstwa muszą nadal ciąć koszty przy słabym obecnie popycie krajowym i zagranicznym. Ale pewnie nadal w największej liczbie firm, tak jak w roku ubiegłym, przeciętne wynagrodzenie brutto będzie się mieścić w przedziale 2,5-3 tys. zł.

Janusz K. Kowalski


30 kwietnia 13 (nr 84)

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »