Od wprowadzenia reformy rynku pracy minęły prawie trzy miesiące. W pierwszych tygodniach jej obowiązywania wokół ustawy pojawiały się liczne kontrowersje.
"W pierwszych tygodniach obowiązywania ustawy byliśmy z wielu stron atakowani, że Państwowa Inspekcja Pracy może doprowadzić do wysadzenia w powietrze polskiej gospodarki. Po prawie 3 miesiącach okazało się, że ci, którzy tak krzyczeli, nie mieli racji" - mówi PAP Janusz Krasoń, szef Państwowej Inspekcji Pracy.
Reforma PIP. Od 2027 roku "nie będzie taryfy ulgowej"
W ramach reformy PIP, która weszła w życie 8 lipca br., inspektorzy otrzymali nowe uprawnienia. Nowe przepisy pozwalają m.in. przekształcać pozorne umowy cywilnoprawne w umowy o pracę, a także umożliwiają wymianę danych z KAS i ZUS, umożliwiającą przeprowadzanie tzw. kontroli celowanych.
"Państwowa Inspekcja Pracy nie wysadziła w powietrze polskiej gospodarki, mając nowe uprawnienia" - ocenia główny inspektor pracy Janusz Krasoń w rozmowie z PAP.
Rozmówca agencji zauważa też, że "w wielu miejscach pracodawcy sami podejmują decyzję o przekształcaniu umów cywilnoprawnych na umowę o pracę". W jego ocenie to potwierdzenie, że problem był realny. "Skoro pracodawcy robią to dobrowolnie, to znaczy, że wcześniej też było to możliwe" - uzasadnia.
CZYTAJ TAKŻE: Długie weekendy 2027. Kiedy najlepiej wziąć urlop?
Janusz Krasoń przytoczył dane dotyczące umów. W okresie od 8 lipca do 18 września br. 16 Okręgowych Inspektoratów Pracy otrzymało łącznie 1164 skargi dotyczące nieprawidłowo stosowanych kontraktów cywilnoprawnych.
"W tym czasie inspektorzy wydali 355 poleceń przekształcenia kontraktu cywilnego w etat, z czego zrealizowanych zostało 287. Czyli to są już te umowy, które zostały zawiązane w wyniku interwencji inspekcji. Wobec pozostałych spraw, z tych 355, nie upłynął jeszcze ustawowy termin realizacji poleceń" - dodaje.
Główny inspektor pracy wyjaśnił też, że inspekcja nie korzysta jeszcze z możliwości wymiany baz danych z KAS i ZUS.
"Wychodząc naprzeciw wszystkim obawom, przyjęliśmy strategię, że do końca roku będziemy reagować tylko na sygnały od pracowników. Dajemy więc szansę pracodawcom, by mogli przygotować się do zmian, jednak od 1 stycznia 2027 roku zaczniemy korzystać z naszego nowego narzędzia. I wtedy może się okazać, że skala nieprawidłowości w zawieraniu umów będzie zdecydowanie większa" - zapowiada.
Jak mówi Janusz Krasoń, wtedy kontrole będą bardziej celowane - i dodaje, że "wtedy już nie będzie taryfy ulgowej". "Pracodawcy będą ponosili poważniejsze konsekwencje, jeśli nieprawidłowości zostaną udowodnione" - ostrzega.
Szef PIP wskazał, że kolejnym problemem, z którym należy się uporać, jest praca za pośrednictwem platform cyfrowych.
"Po raz pierwszy w doktrynie pojawia się pojęcie domniemania stosunku pracy, bo mamy tu do czynienia z nieco innym pracodawcą. Tym pracodawcą jest maszyna, algorytm" - mówi i przypomina, że Polska ma czas do wdrożenia unijnej dyrektywy jeszcze do 2 grudnia.
"Trwają prace nad implementacją tego prawa, w których też uczestniczymy. Jeśli jednak do 2 grudnia nie będzie implementacji tej dyrektywy, to nie wykluczamy, że inspekcja pracy podejmie działania kontrolne na podstawie przepisów europejskich" - ujawnia.
Skrócenie czasu pracy
Od 1 stycznia br. trwa pilotaż skróconego czasu pracy z zachowaniem wynagrodzenia. Zakończy się on 31 grudnia 2026 roku. W testach, które obejmują różne formy skrócenia czasu pracy, uczestniczy 78 przedsiębiorców, a rozwiązania te obejmują łącznie prawie 5 tys. pracowników.
Za skróceniem czasu pracy opowiada się m.in. ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Nie wyklucza go także szef PIP.
"Uważam, że trzeba o tym rozmawiać. To jest efekt postępu cywilizacyjnego, dzisiaj mamy narzędzia, które w wielu obszarach mogą zastąpić człowieka. Jestem zwolennikiem szukania takich rozwiązań, które będą zmniejszały zaangażowanie w pracę każdego z nas. To jest rozsądne i możliwe" - uważa Janusz Krasoń.











