Reforma, która ma ukrócić proceder stosowania umów B2B czy umów zlecenia tam, gdzie w praktyce są umowami o pracę, weszła w życie 8 lipca. Największą zmianą jest przyznanie PIP kompetencji do prowadzenia postępowania zmierzającego do ustalenia istnienia stosunku pracy. GIP może też wydawać indywidualne interpretacje, które mają pomóc sprawdzić, czy w danym przypadku zawarto prawidłowy typ umowy, czyli czy powinna być zawarta umowa cywilnoprawna czy o pracę.
To jedna z najważniejszych reform rynku pracy ostatnich lat i jej wprowadzenie wisiało na włosku, a tuż przed wejściem w życie nastąpiła zmiana na stanowisku Głównego Inspektora Pracy, bo Marcina Staneckiego zastąpił Janusz Krasoń.
Jak już pisaliśmy w Interii, sama reforma wywołała kontrowersje także ze względu na to, że nie zlikwidowano źródła problemu, czyli dużych różnic w kosztach dla poszczególnych form wykonywania pracy.
W czwartek lekką konsternację wywołała uruchomiona przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej kampania. "Halo! Panie Areczku, proszę nie spać!", "jest Pan już?" - brzmiały niektóre z opublikowanych na oficjalnym koncie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wpisów.
Państwowa Inspekcja Pracy wydaje interpretacje, ale firmom brakuje dialogu
"Założeniem jest chęć nawiązania do znanych nam wszystkim memów 'Panie Areczku'. W tej akcji zależy nam na dotarciu z informacjami o zmianach na rynku pracy do polskich pracowników, dlatego postanowiliśmy oprzeć się na memowym cyklu, ale poprzez odwrócenie dotychczasowej opowieści. W naszej komunikacji to właśnie Pan Areczek jest widoczny. Dostaje wizerunek i odzyskuje głos w rozmowie na temat przestrzegania prawa pracy" - podano w oficjalnej odpowiedzi dla Interii.
Zapytaliśmy, jak wdrażanie reformy na tym etapie oceniają organizacje reprezentujące firmy.
- Z pewnością spodziewaliśmy się szerszej komunikacji ze strony Państwowej Inspekcji Pracy dotyczącej wdrażania tych przepisów. Powinna być ona bardziej intensywna i skuteczniej docierać do przedsiębiorców. Z naszego rozeznania wynika, że w wielu branżach i regionach, zwłaszcza w sektorze MŚP, świadomość tego, na czym polegają zmiany oraz jakie obowiązki i ryzyka się z nimi wiążą, nadal jest niewystarczająca i spóźniona. Jednak trzeba podkreślić, że problem nie tkwi tylko w braku kampanii informacyjnej, ale w asymetrii ryzyka prawnego. Państwo z jednej strony otwarcie promuje zatrudnienie cywilne jako legalny i pożądany instrument elastyczności, a z drugiej - za pomocą organów kontrolnych je kwestionuje - mówi Interii prof. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich ds. stosunków pracy, dialogu społecznego i rynku pracy.
Jak zaznacza, oczywiście przedsiębiorcy mogą znaleźć informacje na stronie internetowej PIP, ale to nie rozwiązuje problemu. - Dotychczas wydano zaledwie kilka interpretacji indywidualnych, a dotyczą one konkretnych stanów faktycznych. Nie tworzą więc powszechnych wytycznych pokazujących, jak stosować nowe przepisy w praktyce.
- Główny Inspektor Pracy zapowiadał przygotowanie listy kontrolnej i działania specjalnej komisji funkcjonującej przy GIP. Są to jednak inicjatywy skierowane głównie do samej inspekcji. Brakuje natomiast szerszego dotarcia do przedsiębiorców i praktycznych wskazówek pokazujących, jak należy postępować po wejściu w życie reformy. Obecnie przekaz rynkowy opiera się na lęku przed kontrolą, a nie na merytorycznym wsparciu. Jeśli spojrzeć na przeciętnego przedsiębiorcę, to wiedza o nowych przepisach, ich konsekwencjach i sposobie stosowania jest nadal zbyt mała - ocenia Grażyna Spytek-Bandurska.
Interpretacje indywidualne nie są spójne?
Podobną ocenę ma prawnik doradzający firmom w stosowaniu nowych przepisów.
- Brakuje przede wszystkim dialogu, a dodatkowo mam też wrażenie, że interpretacje indywidualne, jakie wydaje Państwowa Inspekcja Pracy, nie są spójne. W jednej interpretacji inspekcja może przywiązywać dużą wagę do możliwości zastępowania się przez zleceniobiorców czy podwykonawstwa, a w innej ten sam element schodzi na dalszy plan. Zdarza się również, że podobne okoliczności są oceniane w różny sposób. To powoduje niepewność po stronie pracodawców i utrudnia przygotowanie się do nowych zasad - mówi Interii Bartosz Tomanek, adwokat, partner w PCS Paruch Stępień Kanclerz.
Przypomnijmy, że interpretacje indywidualne dotyczą ustalenia, czy przedstawiony we wniosku stosunek prawny stanowi stosunek pracy w rozumieniu artykułu 22 § 1 Kodeksu pracy. Składający wniosek powinien szczegółowo opisać w nim zasady organizowania współpracy z osobą zatrudnioną na podstawie takiej umowy oraz przedstawić własne stanowisko w sprawie. Co istotne, wnioski o interpretacje indywidualne mogą dotyczyć nie tylko obecnych umów, ale także tych, których zawarcie jest planowane w przyszłości.
Problematyczna jest też niespójność nowych przepisów z innymi, kontraktów lekarzy czy umów ze studentami.
- Przepisy zostały już uchwalone, ale problemem pozostaje sposób ich interpretowania przez PIP. Obecne podejście może doprowadzić do sytuacji, w której młodzi ludzie będą mieli mniej możliwości dorabiania. Jeżeli utrwali się interpretacja, że studenci powinni być zatrudniani na umowach o pracę, to wielu pracodawców po prostu nie będzie zainteresowanych taką formą współpracy przy dorywczych zajęciach. Tymczasem wielu studentów wcale nie oczekuje etatu, tylko elastycznej możliwości dorobienia do budżetu. Brakuje dialogu i prób wypracowania wspólnego stanowiska - mówi nam Bartosz Tomanek.
Na ten sam problem wskazuje przedstawicielka FPP.
- Wraz z wprowadzeniem tej reformy powstaje przekaz, że mamy do czynienia przede wszystkim z nieuczciwymi pracodawcami. Tymczasem z jednej strony państwo tworzy zachęty do korzystania z określonych form zatrudnienia, a z drugiej zaczyna je kwestionować. Dobrym przykładem są studenci do 26. roku życia. Zdecydowana większość z nich pracuje na umowach zlecenia, co jest korzystne dla obu stron. Młody człowiek korzysta ze zwolnienia z podatku i składek, a pracodawca ma niższe koszty zatrudnienia. Problem pojawia się wtedy, gdy na te relacje nakłada się nowe przepisy dotyczące przekształcania umów cywilnoprawnych. Inspektor pracy nie może wyłączyć studenta spod kontroli tylko ze względu na jego status. Jeśli uzna, że występują cechy stosunku pracy, może dojść do wniosku, że umowa powinna zostać przekształcona, mimo że żadna ze stron tego nie chce. W efekcie z jednej strony prawo zachęca do korzystania z takich form współpracy, a z drugiej stawia pod znakiem zapytania ich dalsze funkcjonowanie. Podobny problem dotyczy osób prowadzących działalność gospodarczą. Korzystają one z ulg, preferencji składkowych czy dotacji, a jednocześnie mogą współpracować głównie z jednym kontrahentem. Wszystkie te sytuacje są traktowane jednakowo, a w praktyce bada się wyłącznie to, czy występują cechy stosunku pracy. Dochodzi do schizofrenii legislacyjnej - mówi prof. Grażyna Spytek-Bandurska.
Nasi rozmówcy podkreślają zbyt słabą komunikację zmian jak na tak dużą reformę, która dotyczy też mniejszych firm, które nie korzystają ze sztabu prawników.
- Uważam, że ciężar działań informacyjnych powinien spoczywać przede wszystkim na Państwowej Inspekcji Pracy, ale pomocne byłoby również zaangażowanie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. MRPiPS odpowiadał bowiem za przygotowanie tych zmian. Wspólne działania obu organów oparte na merytorycznej analizie prawa byłyby dla przedsiębiorców cennym źródłem wiedzy. Natomiast obserwujemy populistyczne uogólnianie, jakoby każda elastyczna forma współpracy stanowiła rynkową patologię. Przypisywanie przedsiębiorcom złych intencji w sytuacji, gdy korzystają oni z legalnych, państwowo stymulowanych instrumentów prawnych, podważa zaufanie do stanowionego prawa, a także prowadzi do nieuzasadnionej stygmatyzacji biznesu - mówi Spytek-Bandurska.
Przypomina też, że Federacja Przedsiębiorców Polskich od dawna postulowała inne rozwiązanie: pełne oskładkowanie umów cywilnoprawnych (rząd się z tej reformy się wycofał - red.). Wówczas cel związany z zabezpieczeniem społecznym zostałby osiągnięty, a jednocześnie obowiązywałyby jednakowe reguły konkurencji dla wszystkich.
- Mam wrażenie, że podejście inspekcji jest dziś zbyt jednostronne, zbyt radykalne i nastawione na wykazywanie, że reforma była potrzebna. Jeżeli chodzi o samą komunikację, to moim zdaniem za czasów Marcina Staneckiego wyglądała ona lepiej. Był bardziej obecny w debacie publicznej, uczestniczył w spotkaniach, rozmawiał z różnymi środowiskami i prowadził szerszą dyskusję. Dziś mam wrażenie, że komunikacja jest znacznie bardziej jednostronna. Inspekcja przedstawia swoje stanowisko, ale przestrzeni do rzeczywistej wymiany argumentów jest zdecydowanie mniej - dodaje z kolei Bartosz Tomanek.
Dużą zmianą będzie wymiana danych między PIP a KAS i ZUS. Jak wcześniej pisaliśmy inspekcja musiała przeprowadzić audyt pod kątem sprawdzenia czy jest przygotowana od strony informatycznej. Na razie nie uzyskaliśmy odpowiedzi PIP na pytania dotyczące tego jakie są wyniki audytu oraz od kiedy zacznie wymianę danych.
Monika Krześniak-Sajewicz













