Reklama

Podwyżki nie dla wszystkich. "Zarobki w budżetówce są skandalicznie niskie"

Niewliczanie stażowego do wynagrodzenia minimalnego miało poprawić zarobki w sferze budżetowej. Ale zatrudnieni, którzy pobierają inne dodatki - np. funkcyjny - wciąż nie zarabiają więcej.

Od 1 stycznia przy ustalaniu, czy pracownik zarabia najniższą pensję (2600 zł), nie uwzględnia się dodatku stażowego. Na tej zmianie mieli skorzystać przede wszystkim pracownicy sfery publicznej, w której taki składnik pensji jest stosowany najczęściej.

Okazuje się jednak, że nie wszyscy słabo wynagradzani pracownicy otrzymają dzięki temu podwyżkę. Do minimalnej pensji wciąż bowiem wliczane są inne dodatki, które są często stosowane w sektorze publicznym, np. funkcyjny lub za pracę w szczególnych warunkach. W rezultacie najniższa płaca szybko wzrasta (od 1 stycznia o 350 zł), ale nie ma to wpływu na pensje wielu osób z budżetówki.

Więcej, ale mniej

Reklama

Dobrze obrazuje to przykład czytelniczki "Dziennika Gazety Prawnej" zatrudnionej w jednostce publicznej w woj. małopolskim. Jej wynagrodzenie składa się z pensji zasadniczej (2430 zł), dodatku stażowego (486 zł) i dodatku funkcyjnego (328 zł).

Gdyby nie ten ostatni składnik, od 1 stycznia musiałaby dostać co najmniej 170 zł podwyżki (tyle brakowałoby jej do minimalnej pensji, biorąc pod uwagę, że nie uwzględniamy w niej dodatku stażowego). Przez dodatek funkcyjny nie zarabia jednak więcej.

Takich przypadków jest więcej. - Otrzymujemy wiele sygnałów od pracowników w tej sprawie. Już na etapie prac nad wyłączeniem dodatku stażowego z płacy minimalnej wskazywaliśmy, że konieczne jest też wyłączenie z niej innych dodatków, tak aby to wynagrodzenie zasadnicze musiało osiągać poziom najniższej pensji. Strona społeczna Rady Dialogu Społecznego przyjęła wówczas uchwałę w tym zakresie - wskazuje Norbert Kusiak, dyrektor wydziału polityki gospodarczej i funduszy strukturalnych OPZZ.

Związkowcy zwracają uwagę na konieczność zmian całego systemu wynagradzania w sferze publicznej.

- Zarobki w tym sektorze są skandalicznie niskie. Przez wiele lat państwo nie robiło nic z płacami w budżetówce, choć w tym czasie wyraźnie rosły pensje w sferze prywatnej. Za tak ciężką i odpowiedzialną pracę zatrudnieni powinni otrzymywać co najmniej przeciętne wynagrodzenie, a nie martwić się, czy skorzystają na podwyżce minimalnej płacy - podkreśla Grzegorz Sikora, dyrektor ds. komunikacji Forum Związków Zawodowych (FZZ).

Stała praktyka

W administracji państwowej na pensje zatrudnionych wpływają nie tylko wynagrodzenie zasadnicze i dodatek stażowy, lecz także nagrody i inne dodatki, np. funkcyjny, specjalny, zadaniowy. Ten ostatni jest przyznawany w służbie cywilnej.

Zgodnie z ustawą z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1559 ze zm.) członek korpusu może go otrzymać za wykonywanie dodatkowych powierzonych mu przez pracodawcę zadań ze środków przeznaczonych na wynagrodzenia.

- Otrzymuję taki dodatek za to, że pełnię też funkcję doradcy etycznego. Bez tego świadczenia moja goła pensja wciąż byłaby wyższa od płacy minimalnej, ale już w administracji terenowej niektóre osoby, którym zabrano by ten składnik wynagrodzenia, nie osiągnęłyby ustawowego minimum - mówi Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w łódzkim urzędzie wojewódzkim.

Podobna sytuacja dotyczy samorządów. Zgodnie z art. 36 ust. 4 i 5 ustawy z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (t.j. Dz.U. z 2019 r., poz. 1282) zatrudnionym może zostać przyznany dodatek funkcyjny. Osoby wybrane w wyborach powszechnych (np. wójt, burmistrz) otrzymują go obligatoryjnie. Dla pozostałych pracowników o jego ustaleniu decyduje przełożony. Z kolei z tytułu okresowego zwiększenia obowiązków służbowych lub powierzenia dodatkowych zadań zatrudniony może też otrzymać dodatek specjalny. Te składniki są wliczane do płacy minimalnej.

Na opak

Zmiana przepisów dotycząca minimalnego wynagrodzenia w istotny sposób wpłynęła na zróżnicowanie dotychczasowych wynagrodzeń w sferze publicznej. Dla przykładu w ubiegłym roku pracownik obsługi w gminie z ponaddwudziestoletnim stażem musiał zarabiać co najmniej 2250 zł (płaca minimalna w 2019 r.; w skład tej kwoty wchodził dodatek stażowy).

Od 1 stycznia najniższe wynagrodzenie wzrosło o 350 zł, a dodatek stażowy został z niego wyłączony. W efekcie pracownik samorządowy ze wspomnianym stażem, który w grudniu 2019 r. zarabiał 2250 zł, teraz musi otrzymać co najmniej 3120 zł (2600 zł - pensja minimalna, 520 zł - stażowe).

- Dochodzi do paradoksów, że nauczyciel stażysta, który rozpoczyna karierę w szkole, otrzymuje pensję na poziomie 2,6 tys. zł, bo taką minimalną kwotę ustalił MEN, a sprzątaczka - pracownik samorządowy z dwudziestoletnim doświadczeniem - 520 zł więcej - wskazuje Krzysztof Iwaniuk, wójt gminy Terespol i przewodniczący Zarządu Związku Gmin Wiejskich RP.

Podkreśla, że nawet jeśli taki nauczyciel otrzyma 50 zł dodatku motywacyjnego, bo dodatku funkcyjnego za wychowawstwo w kwocie 300 zł nie może dostać z powodu braku doświadczenia, wciąż będzie zarabiał dużo mniej.

Pensja zasadnicza nauczyciela kontraktowego wynosi 2617 zł. Nawet jeśli do jego płacy doliczy się np. 100 zł dodatku motywacyjnego i 300 zł dodatku funkcyjnego (to minimalna wysokość; nauczyciel kontraktowy może być już wychowawcą), to i tak będzie on wciąż zarabiać o 103 zł mniej od sprzątaczki z odpowiednim stażem. Oczywiście praca tej ostatniej jest ciężka, ale jednak nie wymaga tak wielu kwalifikacji jak w przypadku urzędnika czy nauczyciela.

- Oznacza to spłaszczenie wynagrodzeń. Podwyżki otrzymują zatrudnieni, którzy zarabialiby poniżej płacy minimalnej, a jednocześnie brakuje pieniędzy na wzrost płac dla tych osób, które wykonują zadania wymagające wyższych umiejętności i zarabiają nieznacznie powyżej najniższego wynagrodzenia - wskazuje Norbert Kusiak.

Dotyczy to w szczególności nie najlepiej wynagradzanych sektorów sfery publicznej - oświaty, kultury, ośrodków pomocy społecznej, sanepidów (częściowo także zakładów opieki zdrowotnej).

Może być gorzej

- Przekłada się to na spadek jakości usług publicznych - wydłużanie kolejek do lekarza, oczekiwanie na decyzje, orzeczenia. Obecne braki kadrowe w tym sektorze będą się powiększać, bo przecież młodsze pokolenie nie będzie się decydować na zatrudnienie, które nie daje szans na utrzymanie. To państwo powinno zadbać o to, aby etat w sferze budżetowej był realną alternatywą wobec pracy w prywatnej firmie - podkreśla Grzegorz Sikora.

Związkowcy zapowiadają, że będą postulować o zmiany dotyczące płacy minimalnej (wyłączenie z niej wszystkich dodatków) i całego systemu kształtowania wynagrodzenia w sferze publicznej.

- Wzrost płac w tym sektorze powinien uwzględniać inflację i wzrost PKB - podsumowuje Norbert Kusiak.

Łukasz Guza, Artur Radwan

6.02.2020

Dowiedz się więcej na temat: zarobki | budżetówka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »