Marek Szymaniak. Młócka. Reportaże o pracy przyszłości. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2026
Powiem szczerze, że musiałem wpierw obrać dwie siatki cebuli, by zmusić się do zapłakania rzewnymi łzami nad losem bohaterów nowej książki Marka Szymaniaka "Młócka". Trochę żartuję - ale tylko trochę. Ta książka to są reportaże o pracy przyszłości. Autor stawia sobie za cel opisać zawodową rzeczywistość ludzi, którzy padają ofiarą najnowszej fazy automatyzacji - tej związanej z rozpowszechnieniem sztucznej inteligencji, płacy platformowej czy zarządzania algorytmicznego. Znacie ich pewnie i bez sięgania do takich publikacji. Bardzo możliwe jest, że sami znajdujecie się od paru lat w takiej sytuacji.
Nie obraźcie się na to uogólnienie - wiem, że w wielu przypadkach może być ono krzywdzące. Jak to z uogólnieniami bywa. Z drugiej strony ktoś wam to musi jednak powiedzieć. Więc niech tym kimś będę ja. Otóż problem polega na tym, że ten wasz lęk nie jest niczym unikalnym. Dokładnie z tymi samymi problemami pozostała część pracującej polskiej populacji musi sobie radzić od samego zarania polskiego kapitalizmu. Zresztą i sam Marek Szymaniak napisał o tym swoją poprzednią książkę reporterską, czyli "Urobionych" z roku 2018.
Najnowsza faza strachu o pracę
Czym się ta najnowsza faza strachu o pracę różni od poprzednich. Ano różni się tym, że wygląda na to, iż tym razem trafiło na tych, co myśleli, że ich problemy rynku pracy w Polsce nie dotyczą. O ile bowiem poprzednie fazy automatyzacji, uelastycznienia i alienacji były batem na robotników dużych zakładów przemysłowych, pracowników sektora rolnego, drobnych usług, pracy fizycznej, usług kurierskich, taksówkarskich, o tyle teraz strach patrzy w oczy informatykom, programistom, menedżerom, grafikom i w ogóle tej części sektora kreatywnego, który do tej pory myślał, że to nie jest bajka o nich. A teraz jest. Bo algorytmy, bo modele językowe, bo uberyzacja kolejnych dziedzin gospodarki zgodnie z modelem platformowym.
Ktoś złośliwy mógłby oczywiście pytać tych, co dziś martwią się rozwojem AI, gdzie stali, gdy w opinii publicznej odbywały się publiczne egzekucje kolejnych grup zawodowych z górnikami, hutnikami, taksówkarzami, rolnikami czy nawet samozatrudnionymi na czele? Bo coś mi się wydaje, że niekoniecznie po ich stronie.
Nie piszę o tym, żeby jakoś szczególnie jątrzyć. Wydaje mi się tylko, że to jest perspektywa, której w liberalnym pisaniu o pracy bardzo brakuje. I to zawsze był też mój zarzut do książek Marka Szymaniaka oraz jemu podobnych autorów z liberalnej banieczki. Reportersko - owszem - całkiem sprawnych. Ale jednak wpisujących się w nieznośny bezpłodny trend narzucony przez duże mainstreamowe wydawnictwa w stylu Czarnego (wydawcy tej książki). To znaczy uronić łzę nad konkretnym losem pracownika X z branży Y. Albo Zeta z firmy Ż. Podlać to mdłym sosikiem o tym, że "państwo robi zbyt mało" albo "winny jest kapitalizm". Ale broń Cię Panie Boże nie wyciągnąć żadnych systemowych wniosków. A politycznych to już w szczególności.
"Gdy do władzy wracają liberałowie, to natychmiast bezrobocie zaczyna rosnąć"
Takich wniosków w tej książce (i nie tylko w tej) nie znajdziecie, bo nie są one mile widziane. A nie są mile widziane, ponieważ ich podjęcie musiałoby poprowadzić do wniosku, że w naszym świecie temat pracy nie plecie się tak, jak by liberalna banieczka chciała. Bo w prawdziwym świecie to tzw. populistyczna prawica i konserwatywne związki zawodowe robią dla świata pracy więcej niż wszyscy słuszni i postępowi autorzy oraz aktywiści i politycy mający w nazwach zakłamane do cna hasło "lewicy". Bo gdy tylko do władzy wracają w Polsce liberałowie, to natychmiast bezrobocie zaczyna rosnąć (już 200 tys. bezrobotnych więcej niż dwa lata temu). A płaca minimalna wręcz przeciwnie - popada w stagnację. Środki z funduszu pracy (takie, które powinny iść na aktywną walkę o zatrudnienie) idą zaś pod rządami liberałów na wątpliwe poznawczo i nieskalowalne eksperymenty ze skróceniem czasu pracy. Realizowane tylko po to, by pani minister z tzw. Lewicy mogła pochwalić się na wybory, że coś tam planuje. W tym podejściu nie usłyszycie tez o tym, że u nas w Polsce w ostatnich latach dalece więcej szkody dobrostanowi pracy przynosi taka na przykład obsesja zielonej transformacji (niszcząca porządne miejsca pracy w przemyśle czy wydobyciu), a niekoniecznie osadzona w roli złego wilka rewolucja algorytmiczna.
Wszystko to przynosi ową bezpłodność. Intelektualną i polityczną impotencję propozycji takich jak "Młócka". Z których nie wynika absolutnie nic sensownego. Może poza poczuciem moralnej satysfakcji, że się człowiek pochylił i łezkę uronił nad modnym problemem pracy przyszłości. No chyba, że tylko o to chodzi…
Rafał Woś
Śródtytuły pochodzą od redakcji












