Pikieta przed Ministerstwem Finansów. "Mamy dość"
W poniedziałek, 27 kwietnia, przed Ministerstwem Finansów w Warszawie odbyła się pikieta pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Setki zatrudnionych przyjechały do stolicy, by zaprotestować przeciwko zbyt niskim wynagrodzeniom, rosnącemu przeciążeniu obowiązkami oraz chronicznemu niedofinansowaniu instytucji - pisze "Fakt".
Demonstracja trwała w godzinach od 11:00 do 13:00 i była kolejnym etapem trwającego od kilku miesięcy sporu zbiorowego między związkami zawodowymi a pracodawcą.
Protestujący nieprzypadkowo wybrali siedzibę resortu finansów jako miejsce manifestacji. Jak podkreślają, bez zgody ministra finansów nie ma szans na zwiększenie środków na wynagrodzenia w ZUS. Na transparentach pojawiły się hasła: "Nie jesteśmy tanią siłą roboczą", "Mamy dość" czy "Koniec z obciążaniem ponad siły".
Forum Związków Zawodowych podkreśla, że demonstracja ma być wyrazem solidarności pracowników sektora publicznego. "To manifestowanie siły i jedności wszystkich pracowników, od których zależy sprawne funkcjonowanie państwa" - czytamy w komunikacie organizacji.
Zatrudnieni w ZUS przedstawili trzy główne postulaty. Pierwszy dotyczy realnych podwyżek wynagrodzeń zasadniczych dla wszystkich pracowników. Drugi zakłada zwiększenie zatrudnienia i dostosowanie liczby etatów do rosnącej liczby realizowanych zadań. Trzeci postulat odnosi się do systemowego rozwiązania problemu niedofinansowania Zakładu przez Ministerstwo Finansów.
Spór o podwyżki trwa. Związkowcy domagają się 1200 zł więcej
Największe napięcia dotyczą wysokości podwyżek. Związki zawodowe domagają się wzrostu wynagrodzeń o 1200 zł brutto na etat. Z ich wyliczeń wynika, że realizacja tego postulatu kosztowałaby około 1 mld zł rocznie. Tymczasem w budżecie ZUS na 2026 rok zaplanowano podwyżki na poziomie 3 proc., zgodnie z zasadami obowiązującymi w całej sferze budżetowej.
Po dotychczasowych rozmowach zarząd Zakładu zaproponował zwiększenie wynagrodzeń o 200 zł na etat, co wraz z dodatkowymi składnikami daje 284 zł, a także jednorazową nagrodę w wysokości 2000 zł brutto dla każdego pracownika. Koszt tego rozwiązania oszacowano na 108,1 mln zł.
Spór zbiorowy rozpoczął się od okupacji centrali ZUS. Kolejne negocjacje nie przyniosły przełomu. Podczas ostatnich rokowań, które odbyły się 15 kwietnia, podpisano protokół rozbieżności, co oznaczało przejście do etapu mediacji. Wcześniej, 10 kwietnia, sprawa była omawiana również podczas posiedzenia Rady Dialogu Społecznego z udziałem przedstawicieli rządu.
Związkowcy nie wykluczają zaostrzenia protestu. "Konsekwentne lekceważenie strony związkowej przez władze ZUS i rząd przybliżają perspektywę strajku. Jeśli w ramach sporu nie dojdzie do porozumienia, związki przeprowadzą referendum strajkowe" - poinformował po spotkaniu Piotr Szumlewicz, szef Związkowej Alternatywy.











