Jak pisaliśmy w Interii Biznes, pracownicy ZUS protestują w sprawie podwyżek płac. Na początku kwietnia odbyły się rozmowy między zarządem a zatrudnionymi, którzy domagali się podniesienia pensji o 1 tys. 200 zł na etat.
Pracownicy ZUS żądają podwyżek. "Trzeba komuś za tę pracę zapłacić"
Przedstawiciele związków zawodowych podkreślają, że sytuacja w ZUS jest efektem wieloletnich zaniedbań. Jak wskazała w rozmowie na antenie TOK FM przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS Beata Wójcik, przeciętne wynagrodzenie, również na stanowiskach kierowniczych, wynosi około 7 tys. zł brutto. Jej zdaniem poziom płac nie odpowiada skali obowiązków, co przekłada się na odpływ pracowników, szczególnie młodszych, i trudności w uzupełnianiu kadr.
Związkowcy zwracają uwagę również na rosnące obciążenie pracą, wynikające z nakładania na instytucję kolejnych zadań bez zapewnienia odpowiednich zasobów. "Wszyscy ci, którzy nakładają dodatkowe zadania, zapomnieli o tym, że ktoś musi to zrobić, że trzeba komuś za tę pracę zapłacić i dać mu odpowiednie narzędzia. Takie działanie od wielu lat doprowadziło do tego, że nawarstwiają się zaległości" - mówiła Wójcik.
Jako przykład wskazała liczbę wniosków o rentę wdowią, która znacząco przekroczyła założenia. "Do każdej sprawy trzeba było się odnieść. Stało się to kosztem bieżącej pracy. Zaległości z ubiegłego roku i dodatkowe zadania w tym roku powodują ogromne spiętrzenie nowych zadań. A to musi zrobić pracownik. O tym się nie pamięta" - dodała.
Paraliż ZUS przed nami? "Jesteśmy nastawieni na dialog"
Organizacje związkowe deklarują gotowość do dalszych rozmów, jednak jak podkreślają - "do tego trzeba dwóch". Jak dodają, wielka manifestacja w Warszawie planowana jest na 27 kwietnia.
"Jako organizacje związkowe jesteśmy nastawieni na dialog, rozmowę, rozważenie wszelkich opcji, które nam będą przedstawione. Natomiast potrzebujemy tej drugiej strony, a z drugiej strony praktycznie nie ma nikogo, bo przychodzi nasz prezes i mówi: ale ja mam taki budżet" - zaznaczyła przewodnicząca.
Choć związkowcy liczą na porozumienie, nie wykluczają dalszej eskalacji sporu. Pojawiają się obawy o możliwe zakłócenia w pracy instytucji, jednak przedstawiciele pracowników podkreślają, że ich celem jest wypracowanie kompromisu, a nie paraliż systemu.











