Reklama

Prezes państwowej spółki dostaje tyle, ile stu pracowników

​Największe różnice między zarobkami prezesów i szeregowych pracowników są w tych firmach, gdzie szef jest równocześnie właścicielem.

Po więcej niż 10 mln zł zarobiło w ubiegłym roku dwóch szefów giełdowych spółek - wynika z naszego podsumowania, obejmującego 50 krajowych firm o największej kapitalizacji na GPW. To Janusz Filipiak, szef i współwłaściciel informatycznego Comarchu, oraz Tobias Solorz, prezes Cyfrowego Polsatu i syn głównego udziałowca firmy.

Reklama

Rok wcześniej dwucyfrowe (licząc w milionach) łączne dochody miał tylko Filipiak. Jest on w grupie kilku prezesów, których zarobki przekraczają 100-krotność średniego wynagrodzenia w firmie. Statystycznie zarobki zarządzających największymi giełdowymi spółkami są nieco ponad 20 razy większe od przeciętnych wydatków na pracowników.

W Stanach Zjednoczonych spółki mają obowiązek podać w raportach rocznych, jaki jest stosunek wynagrodzenia prezesa do zarobków osoby, która lokuje się w połowie listy wynagrodzeń w firmie. W Polsce takiego obowiązku nie ma. "Dziennik Gazeta Prawna" porównał więc wynagrodzenia prezesów z wysokością kosztów osobowych (to nie tylko płaca brutto, ale też składki opłacane przez pracodawcę) przypadających na pracownika. Tam, gdzie nie było informacji o średnim zatrudnieniu, wykorzystaliśmy dane na koniec roku.

Pod uwagę wzięliśmy 50 firm o największej, przekraczającej 1,5 mld zł, kapitalizacji rynkowej na początku piątkowej sesji, ale także warte mniej banki, bo w instytucjach finansowych zarobki prezesów budzą szczególne zainteresowanie - nie tylko u nas. Bankowców nie ma jednak w pierwszej dziesiątce najlepiej wynagradzanych członków zarządów giełdowych firm. Kierowane przez nich spółki nie należą również do liderów kominów płacowych.

Liderami są prezesi, którzy równocześnie kontrolują swoje spółki. Janusz Filipiak, prezes i największy udziałowiec Comarchu oraz Maciej Wieczorek, który ma podobną pozycję w spółce Celon Pharma.

Janusz Filipiak uzyskał w minionym roku prawie 6,6 mln zł z Comarchu i 5,8 mln zł ze spółek z grupy kapitałowej. Dodatkowo przypadło na niego prawie 3 mln zł dywidendy z Comarchu. Koszty osobowe w grupie Comarch wyniosły w minionym roku niecałe 730 mln zł. Rozłożyły się na niemal 6,1 tys. osób. Oznacza to, że wynagrodzenie prezesa (obejmujące dywidendę) odpowiada wydatkom, jakie firma ponosi na prawie 129 przeciętnych pracowników.

Radzie nadzorczej Comarchu przewodzi żona prezesa Elżbieta Filipiak. Jej wynagrodzenie za tę pracę wyniosło w ub.r. 240 tys. Ponad milion zarobiła w spółkach grupy. W efekcie na liście najlepiej wynagradzanych członków rad znalazła się na drugim miejscu - po Leszku Czarneckim, który zarobił w nich ponad 2 mln zł. Ale pani Filipiak przypadło również prawie 2 mln zł dywidendy z Comarchu.

Maciej Wieczorek z Celon Pharmy nie dostaje wynagrodzenia z tytułu pracy w zarządzie. Ale za pośrednictwem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością posiada dwie trzecie akcji giełdowej firmy. W efekcie w ubiegłym roku uzyskał niemal 7,7 mln zł dywidendy. I w tym przypadku żona prezesa zasiada w radzie nadzorczej. Uzyskała w spółce ponad 160 tys. zł - większość z wynajmu. W radzie jest też syn Wieczorków - prócz kilku tysięcy za zasiadanie w organie spółki zarobił też 77,5 tys. zł z tytułu umowy o pracę w CP.

Ponad 100 razy więcej na prezesów niż na przeciętnego pracownika poszło w ubiegłym roku również w Alior Banku. To jednak efekt częstych zmian personalnych. W 2018 r. spółka miała trzech szefów (w bankach do czasu zatwierdzenia przez nadzór są to formalnie p.o. prezesi). Połowę łącznej kwoty dla prezesów otrzymał Wojciech Sobieraj, który odszedł z banku dwa lata temu. W grę może wchodzić wynagrodzenie w okresie wypowiedzenia, ekwiwalent urlopowy czy odszkodowanie z tytułu zakazu konkurencji, a także bonusy na 2016 r. i lata poprzednie.

Największym udziałowcem Alioru jest kontrolowany przez Skarb Państwa Powszechny Zakład Ubezpieczeń. Z tego powodu bank (podobnie jak PZU) podlega ustawie ograniczającej wynagrodzenia menedżerów. W minionym roku nie było tego jeszcze widać, ale efekty tych przepisów powinny być widoczne w sprawozdaniu za 2019 r.

W innych państwowych spółkach jest inaczej. Wynagrodzenia prezesów stanowiły tam w ub.r. dziewięciokrotność przeciętnych kosztów zatrudnienia na osobę. Rok wcześniej - 12-krotność.

Biorąc pod uwagę wszystkie spółki, które przeanalizował "DGP", zarobki prezesów stanowią średnio 25-krotność kosztów osobowych przypadających na zatrudnionego. Zarówno w ubiegłym roku, jak i rok wcześniej ta proporcja była podobna.

Wśród 10 najlepiej zarabiających członków zarządów dużych spółek giełdowych jest tylko jeden aktualny prezes banku - to Sławomir Sikora z Handlowego. Wyprzedził go były szef Alioru. W pierwszej dziesiątce znalazło się też troje nie-prezesów. W przypadku Małgorzaty Kolarskiej z Dom Development podstawa wynagrodzenia jest niższa niż prezesa, ale już kwota składników zmiennych jest u niej wyższa.

Osobno spółka informuje o programie opcji menedżerskich, stworzonym dla wiceprezes. W jego ramach może ona co roku objąć po preferencyjnej cenie 100 tys. akcji spółki. Biorąc pod uwagę różnicę w bieżącym kursie akcji i cenie emisyjnej akcji, na kupnie akcji zarobiła w ub.r. ponad 4 mln zł. Wśród najlepiej zarabiających byli także dwaj wiceprezesi CD Projektu, producenta gier komputerowych. Ich podstawa nie przekracza 400 tys. zł, ale - podobnie jak prezes otrzymali po 5,7 mln zł bonusu za 2017 r. W ten sposób zdyskontowali sukces sagi "Wiedźmin". 

Łukasz Wilkowicz

10.06.2019

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »