W środę, 4 marca, przed bramą Elektrowni Rybnik odbył się protest pracowników i związkowców sprzeciwiających się przyspieszonemu wygaszaniu bloków węglowych. Demonstracja rozpoczęła się wczesnym rankiem, jeszcze przed poranną zmianą. Wzięło w niej udział około 100 osób.
Protest w Elektrowni Rybnik. Związkowcy: To nie jest transformacja, to nagła destrukcja naszego regionu
Protest zbiegł się z wizytą ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna, który uczestniczył w podpisaniu przez PGE Polską Grupę Energetyczną umów na budowę bloków gazowych w Rybniku i Gryfinie - pisze rmf24.pl.
Związkowcy podkreślają, że zgodnie z porozumieniem społecznym zawartym w 2020 r. elektrownia miała funkcjonować co najmniej do 2030 r., a w 2029 r. planowano analizę jej dalszego działania. Tymczasem w 2024 r. zapadła decyzja o wcześniejszym zamykaniu bloków.
"W punkcie 9. porozumienia zapisano, że będziemy pracować do 2030 roku. Tymczasem zarząd PGE podjął decyzję o zamknięciu, ignorując nasze głosy i obawy" - stwierdził Ireneusz Oleksik, przewodniczący zakładowej "Solidarności".
Z ośmiu bloków o łącznej mocy 1800 MW cztery zostały już wyłączone w poprzednich latach. Pozostałe cztery mają zostać sukcesywnie wygaszone - dwa w 2026 r. i dwa w 2027 r., co w praktyce oznacza zakończenie funkcjonowania elektrowni węglowej do przyszłego roku.
W zakładzie pracuje obecnie około 440-450 osób. Zdaniem protestujących planowana likwidacja oznacza realne zagrożenie dla ponad 400 miejsc pracy.
Gaz zastąpi węgiel. "Płynie daleko i jest paliwem nieprawnym"
Na terenie elektrowni trwa budowa bloku gazowego, który ma częściowo zastąpić wyłączane jednostki węglowe. Związkowcy oceniają jednak, że nowa inwestycja nie zapewni ani porównywalnych mocy wytwórczych, ani zatrudnienia dla obecnej załogi.
Według przedstawicieli "Solidarności" w nowej jednostce pracę ma znaleźć jedynie około 50-60 osób, czyli niespełna 10 proc. obecnych pracowników. "To nie jest transformacja, to nagła destrukcja naszego regionu" - mówił Ireneusz Oleksik. "Czujemy się oszukani" - dodał w rozmowie z lokalnymi mediami.
Związkowiec przekonywał również, że opieranie transformacji niemal wyłącznie na gazie to rozwiązanie ryzykowne z punktu widzenia stabilności systemu. "Stawianie tylko na energetykę gazową stanowi olbrzymie zagrożenie. Gaz płynie daleko i jest paliwem niepewnym. My mamy swoje paliwo z pobliskich kopalń. Bezpieczeństwo polega na dostępie do paliwa taniego i łatwego. Jeśli pójdziemy w niepewne źródła, społeczeństwo po prostu nie będzie miało prądu" - mówił.











