16 lipca minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemanowicz-Bąk podpisała rozporządzenie, które wprowadza w Polsce maksymalne dopuszczalne temperatury w pracy. Nowe przepisy wejdą w życie w 2027 roku i zakładają maksymalny limit 35 °C w pomieszczeniach pracy i 32 °C na zewnątrz wyłącznie dla prac ciężkich.
Ustalono także progi temperatur, po których osiągnięciu pracodawcy będą musieli albo wprowadzić działania zmierzające do obniżenia temperatury, albo wdrożyć rozwiązania dodatkowe, takie jak przerwy w pracy, skrócenie czasu pracy, czy zmiana godzin, aby uniknąć najwyższych upałów. Wynoszą one 25 °C dla pracujących na zewnątrz, oraz wykonujących prace ciężkie, i 28 °C dla pozostałych.
Jak jednak czytamy, w ostatnim ustępie rozporządzenia przewidziano szereg wyjątków dla poszczególnych zawodów, których limity nie obejmują. Niektóre wydają się oczywiste (takie jak np. żołnierze, czy policjanci), ale część z nich może zaskakiwać, bo dotyczą np. żłobków, hotelarzy czy pracowników instytucji kultury.
Liczne wyjątki w limitach maksymalnych temperatur. Nie skorzystają z tego m.in. żłobki czy instytucje kultury
W rozporządzeniu czytamy, że wyjątki od limitu temperatur dotyczą m.in. policjantów, agentów ABW, żołnierzy, strażaków, Straży Granicznej i w szerokim rozumieniu służb mundurowych i ratowniczych. To wydaje się oczywiste. Katalog wyjątków dotyczy także jednostek gospodarki komunalnej, podmiotów leczniczych jednostek opieki społecznej, pracy w rolnictwie, pilnowania mienia i osób, pracy w ruchu ciągłym (czyli zakładów, których prac nie można przerwać, np. elektrociepłowni), ale też transportu i komunikacji.
Co jednak ciekawe, w katalogu wyjątków znalazły się również zakłady hotelarskie, pracownicy instytucji opieki nad dziećmi do 3 lat (żłobki, kluby dziecięce), a także zakłady prowadzące działalność w zakresie kultury, oświaty, turystyki i wypoczynku, czyli teatry, kina, muzea, domy kultury, filharmonie, ale też szkoły czy przedszkola.
Już po ogłoszeniu treści rozporządzenia wysłaliśmy zapytanie do ministerstwa rodziny, w którym zapytaliśmy, dlaczego m.in. żłobki, branża hotelarska zostały wykluczone z przepisów. Na razie nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi od resortu.
Z kolei jeszcze przed ogłoszeniem rozporządzenia zapytaliśmy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, czy przepisy będą dotyczyć m.in. pracowników kuchni w gastronomii lub zakładów, w których praca wiąże się z wysokimi temperaturami (jak np. piekarnie, pracownicy hut czy kuchni w gastronomii). Otrzymaliśmy odpowiedź resortu, że "dla części branż, w których występuje gorący mikroklimat już dziś obowiązują odrębne przepisy BHP".
Część pracowników fizycznych również nie skorzysta z przepisów o maksymalnych temperaturach
W praktyce spora grupa pracowników fizycznych może zostać wykluczona z przepisów o maksymalnych temperaturach ze względu na wcześniej wspomniane oddzielne przepisy o mikroklimacie gorącym, w którym pracują m.in. zatrudnieni w hutach, spawacze, ale też pracownicy kuchni, piekarze, cukiernicy, dekarze, robotnicy drogowi czy część pracowników budowlanych. O komentarz dla Interii zwróciliśmy się do Centralnego Instytutu Ochrony Pracy - Państwowego Instytutu Badawczego (CIOP PIB).
- Na stanowiskach pracy, na których występuje mikroklimat gorący [...] ochrona pracowników przed nadmiernym obciążeniem cieplnym realizowana jest na podstawie Rozporządzenia o najwyższych dopuszczalnych stężeniach i natężeniach czynników szkodliwych dla zdrowia w środowisku pracy, w którym określone są dopuszczalne wartości wskaźnika WBGT, opisującego obciążenie organizmu pracownika podczas 8-godzinnego czasu pracy i pozwalającego na określenie dopuszczalnej temperatury powietrza na stanowisku pracy z uwzględnieniem ciężkości wykonywanej pracy - napisała dr hab. n. med. Joanna Bugajska, prof. Instytutu Kierownik Zakładu Ergonomii w CIOP PIB.
Czyli wskaźnik WBGT nie mierzy jedynie temperatury powietrza, a sprawdza, jak warunki w miejscu pracy wpływają na zdolność organizmu do oddawania ciepła. Pod uwagę brana jest m.in. wilgotność powietrza, ale też promieniowanie cieplne od używanych w procesie technologicznym urządzeń. Dlatego też praca fizyczna, np. w magazynie, czy na budowie, nie zawsze oznacza pracę w mikroklimacie gorącym.
Jak mówi w rozmowie z Interią Marta Pypłacz, dyrektor w Departamencie Outsourcingu Grant Thornton przepisy i tak będą w największym stopniu dotyczyły pracowników fizycznych w pracach, w których wysokie temperatury są naturalnym elementem środowiska, wynikającym z procesu technologicznego.
- To właśnie w takich miejscach pojawia się pytanie o realne możliwości dostosowania warunków pracy do nowych wymogów. Nie zawsze możliwe jest bowiem zastosowanie klimatyzacji, dodatkowej wentylacji czy urządzeń chłodzących bez wpływu na proces technologiczny, bezpieczeństwo pracy lub jakość produkcji. Dlatego dla wielu pracodawców kluczowe będą rozwiązania organizacyjne, takie jak odpowiednie planowanie czasu pracy, rotacja pracowników, dodatkowe przerwy czy ograniczanie wykonywania najbardziej obciążających zadań w godzinach największych upałów - mówi Pypłacz.
Ponadto nowe przepisy o maksymalnej temperaturze nie odnoszą się do przypadków, w których praca musi być wykonywana w trybie ciągłym (np. w elektrociepłowni). Zdrowie tych pracowników jest chronione przez oddzielne przepisy BHP.
- Choć Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazuje, że niektóre grupy zawodowe już obecnie funkcjonują w oparciu o przepisy dotyczące pracy w mikroklimacie gorącym, to w praktyce problem wysokich temperatur pozostaje jednym z największych wyzwań organizacyjnych dla wielu przedsiębiorstw. W okresach letnich temperatura na halach produkcyjnych może znacząco przekraczać temperaturę otoczenia, nie tylko z powodu warunków atmosferycznych, ale również z uwagi na pracujące maszyny, linie technologiczne czy procesy produkcyjne generujące ciepło - powiedziała Marta Pypłacz.
Limity temperatury w pracy "nie obejmą większej kategorii pracowników"
Katalog wyłączeń w przepisach o maksymalnych temperaturach jest szeroki i dlatego zdaniem założyciela i prezydenta Instytutu im. Adama Smitha Andrzeja Sadowskiego, nowe przepisy "nie obejmą większej kategorii pracowników". Zwraca też uwagę na wyłączenia w żłobkach i przedszkolach.
- A jak będzie w przypadku nauczycieli, ale też i uczniów, których w samych szkołach podstawowych uczy się ponad 3,2 miliona? W Polsce mamy bowiem różne reżimy prawne i szkoły podlegają odrębnemu, specjalistycznemu rozporządzeniu nieistniejącego Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z roku 2002 w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach, gdzie nie ma wskazań dotyczących temperatur - mówi Sadowski.
Czy w związku z licznymi wyjątkami nowe przepisy są skierowane głównie do pracowników biurowych? Jak mówi mówi Marta Pypłacz, mimo licznych wyjątków ciężar nowych regulacji nie będzie spoczywał na sektorze usług czy klasycznych pracach biurowych, a na sektorze produkcyjnym i przemysłowym.
- Nie postrzegałabym tych regulacji jako zmian skierowanych do pracowników biurowych. Ich głównymi adresatami wydają się branże, w których wysoka temperatura stanowi realne zagrożenie dla zdrowia pracowników i jednocześnie istotne wyzwanie dla organizacji pracy. Jednak największe wątpliwości budzi fakt, że tam, gdzie problem wysokich temperatur jest najbardziej dotkliwy - czyli w przemyśle i branżach opartych na procesach technologicznych - przepisy przewidują wyjątki. Dlatego trudno dziś jednoznacznie ocenić, czy nowe regulacje realnie zmienią warunki pracy, czy tylko uporządkują istniejące już obowiązki BHP - podsumowuje Marta Pypłacz
Dlatego ekspertka Grant Thornton podkreśla, że nowe regulacje mogą być "sporym wyzwaniem" szczególnie dla branży budowlanej, która podczas fal upałów będzie musiała dostosować godziny pracy, wydłużyć przerwy, lub nawet czasowo wstrzymać część prac. Oczywiście tylko wtedy jeśli zastosowania nie znajdą przepisy o mikroklimacie gorącym.
Nie we wszystkich biurach można zamontować klimatyzację. Konieczne będą przerwy w pracy
Nowe zasady, poza częścią pracowników fizycznych, obejmą znaczną większość pracowników biurowych (w tym część pracowników sektora publicznego), ale też pracowników sklepów czy punktów usługowych. Jak jednak wskazuje Marta Pypłacz, większość biur jest wyposażona w klimatyzację, więc dla wielu pracowników umysłowych, praca stacjonarna jest nawet bardziej komfortowa niż praca w domu (jeśli nie mają klimatyzacji).
- W przypadku pracowników biurowych rzeczywiście skutki zmian mogą okazać się ograniczone, ponieważ większość nowoczesnych biur jest wyposażona w klimatyzację lub odpowiednie systemy wentylacyjne. Wyjątkiem mogą być starsze budynki, w których utrzymanie komfortowych warunków pracy podczas fal upałów jest znacznie trudniejsze - mówi Pypłacz.
Z kolei Sadowski wskazuje, że nie w każdym biurze da się zamontować klimatyzację. W takich wypadkach przedsiębiorcy będą musieli zdecydować się na zmianę organizacji pracy.
- Nie wszędzie da się zamontować klimatyzację, chociażby ze względów na archaiczne konstrukcje niektórych budynków. Jeśli nałoży się na to przepisy, które na przykład uniemożliwiają wystawienie klimatyzacji na zewnątrz - tak jak to widzimy w wielu państwach, że klimatyzatory wystają poza linię budynku - to staje się to sporym wyzwaniem dla przedsiębiorcy, bo nie uwzględniono wszystkich skutków takiego rozporządzenia - mówi Sadowski.
Prezydent instytutu im. Adama Smitha zwraca uwagę, że w przypadku masowych modernizacji biur, w celu poprawy ich chłodzenia, problemem może być także zwiększony pobór prądu, który będzie obciążał lokalne sieci przesyłowej. Ponadto jego zdaniem na regulacji zarobią głównie importerzy urządzeń do klimatyzacji.
- Na tych przepisach najbardziej skorzystają producenci i importerzy urządzeń do klimatyzacji. Jednym aktem prawnym można odgórnie wykreować w Polsce niebywały rynek urządzeń do obniżenia temperatury w pomieszczeniach - mówił Sadowski.
Ekonomista wskazał, że konieczność wprowadzenia odpłatnych przerw w pracy czy jej reorganizacji to dodatkowego koszty dla przedsiębiorców, co przełoży się na cenę ostatecznego produktu, a w sektorze publicznym, na wyższe wydatki.
- Wysokie temperatury w Polsce się zdarzają, ale nie są tak powszechne, jak w innych państwach Unii Europejskiej, które mają inny sposób na rozłożenie na czasu pracy. Na przykład w momencie, kiedy tradycyjnie dochodzi do wyższych temperatur w ciągu dnia, po prostu wtedy przestają pracować sklepy, przedsiębiorstwa i urzędy są zamykane na okres tak zwanej sjesty, natomiast później praca wraca i trwa do późnego wieczora - powiedział Jarosław Sadowski.













