Rekordowe zarobki na SOR-ze. Nawet 108 tys. zł miesięcznie
Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej szuka lekarza, który będzie pracował w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Stawka, na jaką może liczyć zainteresowany to od 72 240 do nawet 108 000 zł miesięcznie. Lekarz ma pracować 240 godzin w miesiącu, co daje stawkę 450 zł za godzinę - informuje "Fakt". Lecznica szukała lekarza już w sierpniu. Wówczas zarobki, które oferowała wynosiły 52 080 - 79 200 zł.
"Taka stawka, przy zarobkach w Polsce, jest bardzo wysoka. Tylko jak przeciętny człowiek widzi takie ogłoszenie, to nie zna przyczyny, dlaczego ta stawka tyle wynosi. Są miejsca na mapie Polski, gdzie nie ma chętnych do pracy na SOR także za takie pieniądze" - mówi "Faktowi" dr Jakub Kosikowski rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
"Musielibyśmy wiedzieć też więcej, co kryje się za takimi pieniędzmi. Być może chodzi o godziny pracy i wymóg, by lekarz przepracował tam 300 miesięcznie? Być może duża jest liczba pacjentów przypadająca na jednego lekarza? Też pytanie, czy obok tego szpitala jest izba wytrzeźwień - jeśli nie, to wiadomo, że to tam przewożeni są przez policję pacjenci pod wpływem alkoholu, by ocenić, czy nie są w stanie zagrożenia życia" - dodaje dr Kosikowski.
Rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, skomentował sytuację SOR-ów na platformie X. Zaznaczył, że problem nie sprowadza się wyłącznie do finansów. "Wiosną 2025 roku na 144 wolne miejsca na specjalizację z medycyny ratunkowej zgłosiło się jedynie 22 lekarzy, mimo atrakcyjnych warunków. Tu już dawno nie chodzi o pieniądze - są placówki, w których nikt nie podejmie pracy, bo liczba pacjentów jest nie do udźwignięcia, a warunki pracy są po prostu nie do zaakceptowania" - czytamy.
"Problemem nie są pieniądze, tylko pacjenci"
Również zdaniem prof. Klaudiusza Nadolnego, ratownika medycznego i wykładowcy akademickiego "problemem nie są pieniądze, tylko pacjenci".
"Jeśli chodzi o samą pracę, to największym wyzwaniem dla lekarza medycyny ratunkowej jest ogromne obciążenie - liczba pacjentów na szpitalnych oddziałach ratunkowych w Polsce jest po prostu przytłaczająca. Mamy 250 SOR-ów, a tylko w zeszłym roku obsłużyły one ponad 4 mln osób" - mówi ekspert w rozmowie z Medonetem. "SOR, podobnie jak zespoły ratownictwa medycznego, nie jest miejscem diagnostyki ani leczenia. Jego zadaniem nie jest prowadzenie terapii, tylko udzielenie szybkiej pomocy, zabezpieczenie pacjenta i przekazanie go dalej - albo do leczenia, albo do domu" - dodaje.
Po pandemii, gdy liczba pacjentów spadła do około 3 mln rocznie, dziś znów przekracza 4 mln. Tymczasem dramatycznie ubywa lekarzy specjalizujących się w medycynie ratunkowej - w całym Państwowym Ratownictwie Medycznym pracuje ich zaledwie 314 i liczba ta systematycznie maleje. NFZ ostrzega, że przeciążenie SOR-ów doprowadziło do sytuacji kryzysowej. W największych miastach oddziały przyjmują ponad 100 pacjentów dziennie, co powoduje poważne trudności organizacyjne. "Szpitale z największymi SOR-ami starają się balansować sytuację, ale przy tak dużym obciążeniu jest to niemal niemożliwe" - mówi prof. Nadolny.











