W środę 17 czerwca w godzinach 8:00-10:00 szykuje się strajk ostrzegawczy pracowników ZUS. To pokłosie braku wypracowanego kompromisu z władzami instytucji. Pracownicy domagają się wyższych zarobków, narzekają również na przeciążenie pracą i brak wsparcia.
"Powodem strajku jest brak dialogu i działań ze strony rządowej. Od dłuższego czasu zgłaszamy postulaty - bez skutku" - wskazuje Związek Zawodowy Pracowników ZUS.
"Prosimy o ograniczenie wizyt w placówkach ZUS"
"W czasie tego strajku pracownicy w całej Polsce odejdą od swoich stanowisk pracy. Od lat 80. takiej mobilizacji pracowników nie mieliśmy i rzeczywiście jest to poważny, wizerunkowy problem pracodawcy, który, wydaje się, chyba go przerasta" - ocenił Damian Eksterowicz, przewodniczący "Solidarności" w ZUS w Chorzowie.
Podkreślił, że strajk nie jest wymierzony w klientów Zakładu.
Z powodu strajku związkowcy wystosowali apel do klientów.
"W godzinach 8:00-10:00 prosimy o ograniczenie wizyt w placówkach ZUS i korzystanie z usług elektronicznych" - przekazali, zachęcając do logowania się na platformę e-ZUS.
Związkowcy piszą list do premiera
Pod koniec kwietnia związkowcy demonstrowali przed siedzibą Ministerstwa Finansów. Później do premiera Donalda Tuska trafił list, w którym poinformowali, że prośby o wsparcie do ministra finansów czy minister rodziny, pracy i polityki społecznej "pozostały bez realnej odpowiedzi".
"Z całą stanowczością podkreślamy, że prowadzone w ramach sporu zbiorowego rokowania oraz mediacje nie doprowadziły do rozwiązania problemów zgłaszanych przez pracowników Zakładu. Pomimo gotowości strony społecznej do dialogu i przedstawiania racjonalnych argumentów mających na celu znalezienie kompromisu, Pracodawca nie przedstawił propozycji zadośćuczynienia rzeczywistej skali obowiązków, odpowiedzialności i oczekiwań pracowników" - wskazali w dokumencie cytowanym przez "Tygodnik Solidarność".
Wiceprezes ZUS: Doszliśmy do ściany
Związkowcy domagają się podwyżki rzędu 1200 zł oraz poprawy warunków pracy. Ostatnia propozycja ze strony kierownictwa ZUS zakładała podwyżkę o 220 zł brutto oraz jednorazową nagrodę w wysokości 4 tys. zł brutto.
"Pracodawca na każdym kroku podkreśla, że docenia ich pracę. Natomiast pracownicy oczekują wyższych środków, a my możemy podzielić tylko to, co mamy w planie finansowym. Nie mamy możliwości zwiększania przychodów czy wyceniania usług poza tym, co wynika z ustaw regulujących działalność ZUS. Zarząd musi poruszać się w określonym limicie. Doszliśmy do ściany - zaoferowaliśmy wszystko, co było możliwe, również poprzez przesunięcia środków z innych zadań i oszczędności" - wskazywał w rozmowie z Interią Biznes wiceprezes ZUS Paweł Jaroszek.
Podkreślił, że jako pracodawca starał się zapobiec strajkowi ostrzegawczemu. To się jednak nie udało.











