Spis treści:
- Wolne wakaty w szkołach. Jest "dobra" i "zła" wiadomość
- Nauczyciele na dwóch etatach i emeryci przy tablicy. "Jest to ekonomicznie uzasadnione"
- Zarobki są niskie, ale to niejedyny problem. "Ten zawód ma fatalny PR"
Jak wynika z informacji udostępnionych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej przed rozpoczęciem roku szkolnego 2026/2027 w szkołach i placówkach oświatowych wykazano 17 tys. 308 wolnych stanowisk pracy, co odpowiada 11 tys. 732 etatom.
Wolne wakaty w szkołach. Jest "dobra" i "zła" wiadomość
Najwięcej ofert pracy dotyczy nauczycieli wychowania przedszkolnego (1919), nauczycieli współorganizujących kształcenie uczniów z niepełnosprawnościami (1649), psychologów (1149) oraz nauczycieli matematyki (1019). Opublikowano również 939 ofert dla nauczycieli języka polskiego i 896 dla nauczycieli przedmiotów zawodowych.
To więcej niż rok temu, kiedy, zgodnie z danymi MEN, w sierpniu na stronach kuratorium zamieszczono 12721 ofert pracy dla nauczycieli, co przekładało się na 8506 wolnych etatów. Jednak, jak tłumaczy sam resort, sierpniowe dane nie odzwierciedlają rzeczywistej sytuacji w placówkach, ze względu na trwający w miesiącach wakacyjnych tzw. ruch służbowy.
Nieco więcej o sytuacji w szkołach mogą nam powiedzieć dane publikowane już w trakcie roku szkolnego. A te można uznać za zaskakujące. Z odpowiedzi na interpelację poselską nr 16007 wynika, że liczba wolnych miejsc pracy dla nauczycieli w ostatnich latach faktycznie spada. Według danych zebranych przez MEN 16 marca 2024 r. było ich 4116, rok później - 4363, a 16 marca 2026 r. już 3609. Oznacza to spadek o 754 miejsca, czyli o ponad 17 proc. w porównaniu z marcem 2025 r.
Dane pokazują również, że problem nie rozkłada się równomiernie na cały kraj. Na 16 marca 2026 r. ponad jedna czwarta wszystkich wolnych miejsc pracy dla nauczycieli w Polsce przypadała na województwo mazowieckie, a niemal połowa wakatów w tym regionie dotyczyła samej Warszawy.
Nauczyciele na dwóch etatach i emeryci przy tablicy. "Jest to ekonomicznie uzasadnione"
Dane o liczbie dostępnych ofert pracy dla nauczycieli sugerują, że problem z brakami kadrowymi stopniowo znika. Rzeczywistość może jednak wyglądać zupełnie inaczej. Samo zniknięcie oferty ze strony kuratorium nie musi bowiem oznaczać, że szkoła znalazła nowego nauczyciela.
Możliwe są co najmniej cztery scenariusze. Po pierwsze, godziny może przejąć nauczyciel już zatrudniony w danej szkole, realizując więcej godzin ponadwymiarowych. Po drugie, brakujące zajęcia może uzupełnić osoba pracująca jednocześnie w kilku szkołach. Po trzecie, szkoła może zdecydować się na zatrudnienie nauczyciela emerytowanego. Czwartą możliwością jest powierzenie zajęć osobie, która nie posiada wymaganych kwalifikacji.
O pierwszy scenariusz zapytaliśmy Bartłomieja Rybusa, który od września podejmie się pracy w warszawskiej szkole. - Z mojej perspektywy taki mechanizm faktycznie występuje - przyznał w rozmowie z Interią Biznes. - Szkoła może mieć realny wakat i prowadzić rekrutację, ale jeśli nie udaje się znaleźć odpowiedniego nauczyciela, dyrekcja próbuje zabezpieczyć plan przy pomocy obecnej kadry - tłumaczy.
Jak dodaje, w praktyce oznacza to dokładanie dodatkowych godzin nauczycielowi, który już pracuje w placówce. - Sam spotkałem się z taką sytuacją przy rekrutacji do jednej ze szkół. Placówka szukała nauczyciela matematyki, ale ostatecznie obecna nauczycielka zdecydowała się przejąć dodatkowe godziny. To pokazuje, że spadek liczby wakatów nie zawsze musi oznaczać, że problem kadrowy został rozwiązany przez zatrudnienie nowych osób - mówi.
Potwierdzają to dane przekazane naszej redakcji przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. - 2,2 mln - tyle ponadwymiarowych godzin w tygodniu wyrabiają wszyscy nauczyciele i wszystkie nauczycielki w polskich szkołach - podkreślił ZNP.
Również dyrektorzy przyznają, że coraz częściej sięgają pop takie rozwiązanie - Zwiększanie liczby godzin ponadwymiarowych to już stała praktyka, choć niełatwa w wianuszku okołowarszawskim - przyznaje Michał Doliński, dyrektor Szkoły Podstawowej w Zamieniu.
A co z pracą w kilku placówkach? - Z tego co widzę, jest to bardzo naturalny model funkcjonowania w tej branży - przyznaje Rybus. - Trochę podobnie jak w ochronie zdrowia, gdzie lekarz czy pielęgniarka może pracować w kilku placówkach. Sam obecnie rozmawiam z więcej niż jedną szkołą i bardzo realnie rozważam podział tygodnia pomiędzy dwie placówki. Jedna szkoła może zaoferować np. kilkanaście godzin, druga kolejne kilka czy kilkanaście i z tego powstaje pełny wymiar pracy. Przy obecnym poziomie wynagrodzeń jest to zresztą często ekonomicznie uzasadnione - mówi.
- Większość nauczycieli, których znam, pracuje w dwóch lub trzech szkołach - dodaje Piotr Gołdak, z Zespołu Szkół nr 1 w Żyrardowie. - Nauczyciel zatrudniony na jednym etacie to rzadkość. Całkiem realne jest, że pracują po 20-25 godzin w dwóch szkołach. W liceum jest ograniczenie do 27 godzin, więc pracują dodatkowo w innej szkole - tłumaczy. - Szacunkowo powiedziałbym, że gdyby zabrać możliwość pracy w dwóch szkołach, to z trzech szkół średnich dwie trzeba byłoby zamknąć - konkluduje.
Złudzeń nie pozostawiają również statystyki dotyczące liczby pracujących emerytowanych nauczycieli. Jak przyznaje Związek Nauczycielstwa Polskiego, w odpowiedzi na pytania Interii Biznes, liczba ta jest rekordowa - ponad 60 tys. pedagogów pracuje mimo przekroczenia wieku emerytalnego.
Ostatnie możliwe rozwiązanie problemu to zatrudniane nauczycieli bez kwalifikacji. To odbywa się za zgodą kuratoriów oświaty. Do 26 sierpnia 2026 r., tylko do Kuratorium Oświaty w Krakowie wpłynęło łącznie 1101 wniosków, dotyczących wyrażenia zgody na zatrudnienie bez wymaganych kwalifikacji, w roku szkolnym 2026/2027. Wnioski najczęściej dotyczyły nauczycieli współorganizujących kształcenie, psychologów szkolnych, rewalidacji oraz wychowania przedszkolnego.
Zarobki są niskie, ale to niejedyny problem. "Ten zawód ma fatalny PR"
W badaniu TALIS 2024 aż 30 proc. polskich nauczycieli przyznało, że ponownie nie wybrałoby tego zawodu. Jednym z oczywistych powodów niewielkiego zainteresowania zawodem pozostają zarobki. W 2026 roku wynagrodzenie nauczyciela wynosi średnio od ok. 6 872 zł brutto do ok. 10 300 zł brutto miesięcznie, w zależności od stopnia awansu zawodowego. Dla porównania przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw to 9509,02 zł miesięcznie.
Dyskusja o wynagrodzeniach w oświacie powróciła na nowo po tym jak rząd przedstawił propozycje zmian w systemie podatkowym, które zakładają m.in. podniesienie pierwszego progu podatkowego ze 120 tys. zł do 130 tys. zł. Pozytywnie propozycję oceniła minister edukacji Barbara Nowacka. "Cieszę się, że udało nam się tę elementarną sprawiedliwość dla was uzyskać" - napisała na platformie X.
W 2024 roku dochody ponad 36 proc. osób wykonujących ten zawód objęła wyższa stawka podatku. Jednak, jak zauważył poseł Marcin Józefaciuk, nauczyciel, aby wejść w drugi próg podatkowy, musi często pracować na półtora albo dwa etaty, łączyć zatrudnienie w kilku szkołach, brać godziny ponadwymiarowe, wychowawstwo, dodatkowe funkcje i obowiązki.
- Państwo nie rozwiązuje kryzysu kadrowego. Rozdziela pracę brakujących nauczycieli pomiędzy tych, którzy jeszcze zostali - napisał na platformie X. - Dwa etaty to nie tylko dwa razy więcej lekcji. To kolejne klasy, przygotowania, sprawdziany, dokumentacja, zebrania, kontakt z rodzicami i odpowiedzialność za następnych uczniów. To mniej czasu na indywidualną pracę z dzieckiem, większe ryzyko błędów, spadek jakości nauczania oraz prosta droga do przemęczenia i wypalenia - dodał.
Na wynagrodzenia niezmiennie skarżą się sami pedagodzy. - Wynagrodzenia, szczególnie na początku kariery, pozostają mało konkurencyjne wobec sektora prywatnego - zauważa Rybus. Zdaniem nauczyciela różnice te są szczególnie widoczne w Warszawie, co odzwierciedlają statystyki pokazujące, że najwięcej wakatów jest właśnie w tym mieście.
To niejedyny problem. - Bardzo mało osób w ogóle rozważa dziś wejście do zawodu nauczyciela. Ten zawód ma fatalny PR - dodaje pedagog, który sam na zmianę ścieżki zawodowej zdecydował się po wieloletniej pracy w korporacji.
- W mojej ocenie jest to również problem komunikacyjny po stronie systemu edukacji. Bardzo mało robi się, żeby pokazać osobom spoza systemu, że zawód nauczyciela w ogóle może być dla nich interesującą opcją - konkluduje nauczyciel.
Jak dodaje, jeżeli system rzeczywiście potrzebuje nowych nauczycieli, powinien również tworzyć bardziej czytelną i atrakcyjną ścieżkę wejścia dla ludzi z biznesu, technologii czy innych zawodów.












