Reklama

Wygrana PiS zmieni pracę HR-owców. Będą musieli głowić się na podniesieniem efektywności pracy

Z danych PKW wynika, że zwycięzcą wyborów do Sejmu zostało Prawo i Sprawiedliwość. Na rynku pracy - popłoch. Kolejna kadencja PiS może, jak twierdzą eksperci, być zabójcza dla wielu firm.

Największym wyzwaniem będzie dla firm zmierzenie się z rosnącymi kosztami pracy. W pracodawców uderzy m.in. podniesienie płacy minimalnej. - Jeśli obietnice polityków się ziszczą, to ogromnym wyzwaniem w każdej firmie będzie podniesienie efektywności pracy. Wszystko dlatego, że bardzo rosną koszty pracy związane z 30-krotnością ZUS osób lepiej zarabiających, ale też związane z podniesieniem płacy minimalnej, wdrożeniem PPK i utrzymującą się presją płacową - zauważa Katarzyna Lorenc, ekspertka BCC ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy.

Praca powinna być pochodną wydajności pracy. Skoro płaca minimalna rośnie o 30 proc., wydajność powinna więc w założeniu wzrosnąć aż o 30 proc. Wśród przedsiębiorców po wynikach wyborów, panuje więc duży niepokój.

Reklama

- Niepokój to jest mało powiedziane, mamy popłoch, bo nie da się aż tak podnieść efektywności rok do roku. W dobrych latach mieliśmy wzrosty efektywności o kilka procent, ale w 2016 roku, co prawda pełnych danych jeszcze nie ma, ale wzrost efektywności pracy był albo ujemny, albo bardzo mały. Zrobienie więc 30 proc. jest absolutnie czymś niemożliwym - mówi Katarzyna Lorenc.

Jak twierdzi jednak, będzie trzeba zrobić wszystko, by się do tego poziomu zbliżyć, bo inaczej może to skutkować drastycznymi podwyżkami cen i narażać na ryzyko utraty kontraktów czy klientów przez wiele firm.

Zdaniem ekspertki BCC, wymagania finansowe zmienią oczekiwania wobec HR-owców. Wyrwą one specjalistów HR z myślenia o potrzebie pozyskiwania pracowników na rzecz otwartego myślenia o efektywności pracy, która pozwoli bądź nie utrzymać rentowność firm.

- Będzie rosnąć odpowiedzialność ekonomiczna działów HR za wyniki firmy, jak nigdy dotąd. Bo trzeba podkreślić, że nigdy dotąd nie mieliśmy tak dynamicznego wzrostu kosztów pracy - mówi Katarzyna Lorenc.

Wzrośnie szara strefa?

Na niebezpieczeństwa związane z podniesieniem płacy minimalnej zwraca uwagę także Monika Fedorczuk, ekspert ds. rynku pracy z Konfederacji Lewiatan.

- W kampanii wyborczej pojawiały się zapowiedzi różnych rozwiązań, które mogą mieć duży wpływ na rynek pracy. Najbardziej zaskakującą była obietnica podniesienia minimalnego wynagrodzenia do poziomu 4 tys. zł w 2024 roku. Wprowadzenie w życie tej zapowiedzi, szczególnie w okresie, kiedy polska gospodarka wchodzi w okres spowolnienia, może oznaczać wzrost bezrobocia, szczególnie wśród osób słabo wykwalifikowanych, a także znaczące ryzyko zwiększenia rozmiarów szarej strefy w zatrudnieniu - mówi.

Drugim czynnikiem, jak zauważa, który może zmienić polski rynek pracy w najbliższym czasie, jest mało eksponowany w kampanii przedwyborczej, ale uwzględniony w przygotowanym przez dotychczasowy rząd planie finansowym, projekt zniesienie limitu 30-krotności składek na ubezpieczenia społeczne.

- Dla polskich przedsiębiorstw ewentualne wprowadzenie takiej zmiany to wzrost kosztów wynagrodzeń, a dla polskiego rynku pracy ryzyko zmniejszenia inwestycji zagranicznych m.in. z obszaru szeroko rozumianych usług dla biznesu czy B+R -zauważa. 

Na ten moment, jak przypomina, nie padły jednoznaczne stwierdzenia odnośnie ewentualnych dalszych zmian w systemie ubezpieczeń społecznych czy zmian w przepisach prawa pracy.

Bezrobocie będzie spadać

Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service, zauważa, że na rynku pracy należy spodziewać się kontynuacji trendów, z którymi mamy do czynienia obecnie. - Przede wszystkim, dalszy spadek poziomu bezrobocia. Oczywiście dynamika spadków nie będzie tak duża jak w poprzednich okresach, ale nadal możemy się spodziewać, że liczba osób pozostających bez pracy będzie maleć. Przy tym utrzyma się na relatywnie wysokim poziomie liczba nieobsadzonych stanowisk pracy. Co się z tym wiąże, można zakładać, że wynagrodzenia nadal będą rosły, podobnie jak zapotrzebowanie na pracowników z zagranicy. Polskie firmy będą zatrudniały już nie tylko osoby z Ukrainy, ale coraz częściej pracowników z Indonezji, Wietnamu czy Filipin - zauważa.

Warto też, jego zdaniem, odnotować, że trzy najważniejsze agencje ratingowe na świecie utrzymały wysokie noty dla Polski, co będzie wyraźnym sygnałem dla inwestorów zagranicznych. - Choć sygnalizowano spowolnienie w naszej gospodarce, Fitch, S&P i Moody's podkreślały dobrą sytuację na rynku pracy, korzystną dla budżetu lepszą ściągalność podatku VAT i solidny rozwój gospodarki, który jest możliwy dzięki konsumpcji. Niesłabnący strumień inwestycji, którego można się spodziewać, to oczywiście setki tysięcy nowych miejsc pracy, które pracodawcy będą musieli wypełnić - mówi.

To nie będzie dobry czas dla pracowników - Wynik wyborczy ukazał nam coś więcej niż triumf Prawa i Sprawiedliwości. W naszej ocenie dotyczącej przyszłości rynku pracy należy wziąć pod uwagę powrót lewicy oraz wyraźne zwiększenie poparcia społecznego dla libertariańskiej Konfederacji. A więc z jednej strony partia Jarosława Kaczyńskiego straci monopol na narrację dotyczącą kwestii społecznych, a z drugiej będzie musiała wysłuchać argumentów skrajnie liberalnych gospodarczo konfederatów - mówi Grzegorz Sikora z Forum Związków Zawodowych.

Justyna Sobolak

14 paź 2019

Więcej informacji na www.pulshr.pl


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »