Szacuje się, że w Polsce funkcjonuje ok. 2,5 mln szamb i przydomowych oczyszczalni ścieków. Zarządzaniem nieczystościami płynnymi - w tym m.in. ich odbiorem, transportem i usuwaniem w wyznaczonych miejscach - zajmują się przedstawiciele branży asenizacyjnej, w tym kierowcy wozów asenizacyjnych (szambiarek). Zarobki takich pracowników są bardzo zróżnicowane, ale ci najlepiej opłacani mogą dostać więcej, niż wynosi średnia krajowa. Należy jednak pamiętać, że część firm szukających kandydatów podaje wynagrodzenia ze wszystkimi premiami lub prowizjami.
Zarobki kierowcy szambiarki
Od kandydatów wymaga się przede wszystkim posiadania ważnego prawa jazdy (zwykle kat. B, C lub C+E). Dodatkowymi atutami mogą być m.in. doświadczenie na podobnym lub tym samym stanowisku, umiejętność obsługi i konserwacji sprzętu, znajomość przepisów dotyczących transportu nieczystości i gospodarki odpadami.
Widełki płacowe przedstawione w aktualnych ofertach pracy są bardzo szerokie. Jedna z firm oferuje kierowcom asenizacyjnym z prawem jazdy kat. B w Warszawie lub Krakowie zarobki rzędu od 5800 do 8000 zł brutto miesięcznie, czyli ok. 4280-5780 zł netto (na umowie o pracę). Do obowiązków pracownika należeć będzie transport, stawianie i odbiór kabin, dbanie o ich czystość oraz dokonywanie bieżących prac serwisowych. W Poznaniu osoba z prawem jazdy kat. B na tym stanowisku zarobi nawet 11 000-12 000 zł brutto miesięcznie, czyli ok. 7830-8510 zł netto (w przypadku umowy o pracę).
W przypadku jednej z ofert (dla kierowcy z prawem jazdy kat. C) z Warszawy do zakresu obowiązków należy przewóz płynnych nieczystości od klientów do oczyszczalni, a także przygotowanie pojazdu i zachowywanie w nim czystości oraz porządku. Pracodawca informuje o wynagrodzeniu wynoszącym od 9000 do 12 000 zł brutto miesięcznie (oferuje umowę o pracę), czyli od ok. 6460 do 8510 zł na rękę. Dla porównania: średnia krajowa w lipcu br. wyniosła 9509,02 zł brutto.
Wakaty czekają też na kandydatów z Zabrza, Inowrocławia, Ciechanowa, Grójca i Płońska. W pierwszym z miast można zarobić od 7700 do 9900 zł brutto (ok. 5580-6460 zł na rękę), w pozostałych - od 7000 do 9900 zł brutto (ok. 5100-6460 zł netto). Kandydat z Zabrza powinien posiadać prawo jazdy kat. C+E, a w pozostałych miastach wystarczy kat. C (choć mile widziane jest C+E).
Pracodawca z Grodkowa oferuje kierowcy szambiarki wynagrodzenie w wysokości od 7500 do 8500 zł brutto. "Możliwy każdy rodzaj umowy" - zaznacza. Przy umowie o pracę zarobki netto wyniosą od ok. 5440 do 6120 zł.
Podobną pensję, bo od 7000 do 8500 zł brutto, może dostać kierowca pojazdu asenizacyjnego w Siekierkach Wielkich. Przy umowie o pracę jest to od ok. 5100 do 6120 zł netto.
Kandydaci z Nakła nad Notecią i Zduńskiej woli mogą z kolei liczyć na wynagrodzenia w wysokości od 6400 do 9350 zł brutto, czyli ok. 4690-6700 zł netto (przy umowie o pracę).
Pensje w wysokości od 6000 do 11 500 zł brutto (przy umowie o pracę - od ok. 4420 do 8170 zł netto) czekają na kierowców aut asenizacyjnych kat. B, C+E w Skawinie.
Wysokie zarobki obiecuje także pracodawca z Otwocka, który poszukuje kandydata z prawem jazdy kat. C. Operator samochodu asenizacyjnego otrzyma od 9700 do 11 300 zł brutto miesięcznie, czyli od ok. 6940 do 8030 zł netto przy zatrudnieniu na umowę o pracę.
Warto jednak pamiętać, że właściciele 2 mln domów, w których korzysta się z szamba, muszą posiadać umowy na wywóz nieczystości zawarte z firmami asenizacyjnymi oraz rachunki opłat za regularnie świadczone usługi z zakresu wywozu nieczystości. Jak informowaliśmy, do drzwi ich domów mogą zapukać kontrolerzy, którzy sprawdzą dokumenty. Co więcej, nie muszą oni wcześniej zapowiadać swoich wizyt.
Deficyt zawodowych kierowców. Nie tylko w branży asenizacyjnej
Część kandydatów z różnych względów nie chce pracować w branży asenizacyjnej. Z niedoborem pracowników mierzą się zresztą - mówiąc ogólnie - firmy zatrudniające zawodowych kierowców. "Puls Biznesu" szacuje, że w Polsce brakuje ich ok. 120 tys., a do 2030 roku ten deficyt może wzrosnąć do 150 tys.
"Rynek transportowy wygląda dziś relatywnie dobrze, ale nie dlatego, że klienci wysyłają więcej towarów. Po prostu na rynku jest mniej przewoźników i mniej kierowców. W wielu firmach nawet 20 proc. floty stoi z powodu braków kadrowych" - mówi prokurent firmy transportowej MagTrans Piotr Magdziak, którego cytuje "PB".














