W ostatnich dniach opinia publiczna żyła ujawnioną sprawą lekarza w trakcie specjalizacji, który w ubiegłym roku zarobił 1,6 mln zł. W odpowiedzi Sejm w zeszły piątek - 19 czerwca - uchwalił ustawę pozwalającą na gromadzenie danych o wynagrodzeniach medyków. Senacka Komisja Zdrowia poparła jej przyjęcie bez poprawek, choć w ocenie Naczelnej Izby Lekarskiej ustawa jest niekonstytucyjna.
Sprawa Szpitala Południowego. Pełczyńska-Nałęcz mówi o "układzie" w Warszawie
Już teraz sygnalizuje się, że konieczne będzie podjęcie dalszych kroków. Jakie rozwiązania mogłyby uzdrowić system? Podczas wizyty Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz w studiu "Rozmowy Piaseckiego" w TVN24 omawiano kwestię głośnej sprawy warszawskiego szpitala i jej możliwych następstw.
Polityczka podkreślała najpierw, że winni za aferę powinni zapłacić "głową i stanowiskiem". Wymieniła m.in. lekarza, nadzorujących szpital i "wszystkich tych, którzy do tego dopuścili".
"Jest jakiś ewidentny układ w Warszawie, który idzie daleko. Powinien zostać zbadany, ukarany, rozmontowany" - stwierdziła Pełczyńska-Nałęcz, a następnie mówiła o tym, że układy rodzą się w "chorych systemach", które trzeba leczyć - w jej ocenie dwukadencyjność mogłaby ograniczyć patologię.
Wynagrodzenia lekarzy. Propozycje systemowych rozwiązań
Następnie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz przedstawiła kilka propozycji rozwiązań, które według Polski2050 powinno się wprowadzić do systemu opieki zdrowotnej w Polsce.
"Po pierwsze, zmiana wyceny świadczeń. (...) Po drugie - większa dostępność dla specjalizacji (...). Po trzecie - obrócenie piramidy świadczeń. Nie może być tak, że wszystko idzie na szpitale, a dużo mniej jest możliwości leczenia - a powinno być ich dużo więcej - w podstawowej opiece zdrowotnej, w POZ-ach. Wreszcie, musi być też (...) bardzo jasna kontrola i limit godzin, jakie lekarz może wykonywać, bo to się odbija na bezpieczeństwie pacjentów" - mówiła minister funduszy i polityki regionalnej.
Jak podkreśliła w odpowiedzi na pytania gospodarza "Rozmowy Piaseckiego", zgodnie z tym postulatem miałaby funkcjonować opieka koordynowana - całe leczenie miałoby być koordynowane przez jednego lekarza związanego z pacjentem; sam medyk lub "ktoś z POZ-u" miałby dzwonić do pacjentów i np. informować o kolejnych badaniach.












