Spis treści:
- Zarobki nauczyciela. Dużo zależy od samorządu
- Pensja nauczyciela. Etat i dodatki
- Etat nauczycielski. Ile rzeczywiście wynosi?
- Nowy próg podatkowy. Duża przeszkoda
- Pensje na start. O 500 zł wyższe od minimalnej
- Protest ZNP. Poparcie takie sobie
Wynagrodzenie początkującego nauczyciela zaczyna się od 5308 zł brutto. To o 502 zł więcej od minimalnej krajowej. Jego średnie zarobki szacuje się na 6918,96 zł brutto. Rozmówcy Interii Biznes zaznaczają jednak, że wliczane są do nich także dodatki oraz wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych. Trafiają tam też nagrody, a nawet zasiłki pogrzebowe.
Zarobki nauczyciela. Dużo zależy od samorządu
Powstały różne raporty dotyczące zarobków nauczycieli. Problem w tym, że większość z nich - podkreśla rzeczniczka prasowa Związku Nauczycieli Polskich, Magdalena Kaszulanis - odwołuje się do średniego wynagrodzenia. A tam trafia na przykład odprawa emerytalna, którą nauczyciel dostaje raz w życiu - przechodząc na emeryturę.
Jej zdaniem, bliższe prawdzie są stawki wynagrodzenia zasadniczego, które znaleźć można w tabeli rozporządzenia ministra edukacji. - To są wynagrodzenia zasadnicze. Do tego wynagrodzenia trzeba doliczyć jeszcze dodatki, które nauczyciel może otrzymać w różnej wysokości, w zależności od zamożności samorządu - wyjaśnia nasza rozmówczyni.
Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji z 1 stycznia, nauczyciel początkujący, który ukończył studia i ma przygotowanie pedagogiczne, ale nie posiada stopnia awansu zawodowego, zarabia 5308 zł, nauczyciel mianowany - 5469 zł, a dyplomowany - 6397 zł brutto. Zaś absolwenci szkół wyższych bez przygotowania pedagogicznego zarabiają odpowiednio 5178 zł, 5311 zł i 5567 zł brutto.
Pensja nauczyciela. Etat i dodatki
Do pensji podstawowej dochodzą dodatki. W zależności od decyzji samorządów, za wychowawstwo nauczyciel dostaje od 300 zł do 500 zł brutto miesięcznie. Ponadto uczący otrzymują dodatek stażowy - 1 proc. wynagrodzenia zasadniczego za każdy rok pracy, ale nie więcej niż 20 proc. Jest on wypłacany od czwartego roku pracy. A jeśli pełni jakąś funkcję, np. wicedyrektora, również dodatek funkcyjny, który wynosi od 5 proc. do 100 proc. wynagrodzenia zasadniczego. Może też otrzymywać dodatki motywacyjne i nagrody jubileuszowe.
Średnie wynagrodzenie jest obliczane przez samorząd i zależy od zamożności gminy. Jeśli w ciągu roku średnie zarobki nie osiągną wielkości ustawowych dla każdego ze stopni awansu, nauczyciele otrzymują jednorazowy dodatek uzupełniający. Pieniądze przyznawane są dla każdego. - To nie jest sprawiedliwy system. Ktoś pracuje na półtora etatu i zarabia znacznie powyżej tej średniej, a ktoś jest na "gołym" etacie i zarabia znacznie mniej. I jedna, i druga osoba dostanie ten sam dodatek - wskazuje przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" dr Waldemar Jakubowski.
Etat nauczycielski. Ile rzeczywiście wynosi?
Zgodnie z Kartą Nauczyciela, pełny etat nauczyciela wynosi 40 godzin tygodniowo. Prawie połowa - 18 godzin - stanowi tzw. pensum, czyli nauka uczniów w klasach. Reszta ma być przeznaczona na przygotowania do lekcji, sprawdzanie prac i zadania statutowe. - Przeanalizujmy to wspólnie, sprawdźmy jak to naprawdę wygląda - zachęca Interię nauczycielka języka polskiego z 25-letnim stażem.
Przypomina, że raz w miesiącu odbywa się rada pedagogiczna i spotkanie z rodzicami. W sumie trwają one około siedmiu godzin. - A jak wliczymy do etatu wycieczki szkolne, czasem kilkudniowe? Mamy za nie płacone po sześć godzin dziennie, nie więcej - zapewnia rozmówczyni. Wskazuje też na częste imprezy szkolne, próby czy dekorowanie sal. - Dołóżmy codzienne przygotowania się do zajęć i sprawdzanie prac - wylicza.
Mimo tylu godzin pracy, wielu nauczycieli dorabia. - Uczę angielskiego. Mam cały etat w jednej szkole i po kilka godzin w dwóch innych. Czasem muszę się szybko przemieszczać, żeby zdążyć, ale dzięki temu zarabiam więcej - informuje rozmówczyni Interii. Przyznaje też, że dwa razy w tygodniu daje korepetycje. - Ale tylko uczniom z innych szkół, nie z moich - zapewnia. Dzięki dodatkowym "fuchom" jej pensja wzrasta o jedną trzecią.
Nowy próg podatkowy. Duża przeszkoda
W opinii nauczycieli, z którymi rozmawiała Interia, żeby uczący mógł nie dorabiać po godzinach, musiałby zarabiać około 15 tys. zł miesięcznie. - To trafna suma, ale zgodziłabym się na 12 tys. zł miesięcznie - zapewnia nauczycielka plastyki. W jej przypadku, spełnienie tego życzenia oznaczałoby podwojenie pensji. Obecnie wynosi ona 6 tys. zł netto. Ubolewa, że często pracuje za darmo - na wycieczkach czy dekorując sale.
Wzrost wynagrodzeń mógłby oznaczać jednak wyższe podatki. Projekt Ministerstwa Finansów zakłada wprowadzenie dodatkowego, 24 proc. progu dla tych, których zarobki wahają się od 130 tys. zł do 150 tys. zł rocznie. - Obawy wejścia w II próg już raz zmusiły mnie do rezygnacji z pracy w jednej szkole (32 proc. za przekroczenie 120 tys. zł - red.) - przyznaje nauczycielka z 25-letnim stażem. Podobne obawy wyraża plastyczka. - Teraz jest mi do niego daleko, ale nie chciałabym płacić dużo za PIT - zapewnia.
Pensje na start. O 500 zł wyższe od minimalnej
Kwestii zarobków dotyczyła zorganizowana 31 sierpnia manifestacja Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) pod Kancelarią Premiera. Jej hasłem było "Politycy do tablicy! Godne płace: dotrzymajcie słowa!". - Przychodzi absolwent wyższej uczelni, kształci, wychowuje, jest odpowiedzialny za zdrowie dzieci, współpracuje z rodzicami i jego pensja to jest 500 zł brutto więcej niż minimalna krajowa - wskazuje w rozmowie z Interią Biznes rzeczniczka ZNP. Tłumaczy, że skutkiem takiej polityki jest niewielka liczba młodych nauczycieli w szkołach oraz rekordowa emerytów, którzy wrócili do pracy w zawodzie.
Jednym z najważniejszych postulatów ZNP jest powiązanie wynagrodzeń nauczycieli ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce. Obecnie płace bliższe są minimalnej krajowej. - Chcemy, by były związane z przeciętnym wynagrodzeniem, które jest dzisiaj na poziomie powyżej 9 tys. zł. Nauczyciele są specjalistami, profesjonalistami, i powinni godnie zarabiać - mówi nam Magdalena Kaszulanis. I przypomina o inicjatywie obywatelskiej ZNP "Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli" z 2021 r. W tej kadencji Sejmu po pierwszym czytaniu skierowano ją do Komisji Edukacji i Nauki i tam utknęła.
Protest ZNP. Poparcie takie sobie
Rozmówczynie Interii nie brały udziału w poniedziałkowym proteście. - Nie mam zaufania do ZNP. Strajki nauczyły mnie, że związek jest nieprzygotowany, protesty są chaotyczne, bez planu, a nauczyciele pozostawieni samym sobie - tłumaczy nauczycielka z 30-letnim stażem. Jej zdaniem, sytuacja w zawodzie się pogorszyła. - Rośnie średnia wieku nauczycieli, a tym samym szkoła staje się skostniała. Wynagrodzenia nie są adekwatne do wykonywanej pracy, a prestiż zawodu jest coraz niższy - wylicza.
Wskazuje, że w edukacji nie ma spokoju ani ciągłości. - Na przestrzeni tych 30 lat miałam spokój przez pięć lat. Potem nagle stwierdzono, że powołają gimnazja i od tamtego momentu już spokoju nie ma. Jest reforma co rok, co dwa. Wciąż jest jedna wielka zmiana, co powoduje to, co mamy - uważa. I ostrzega: - Edukacja znalazła się w ślepym zaułku.















