W środę na godzinę 17 zaplanowane zostały obrady Komisji do Spraw Kontroli Państwowej, która ma zaopiniować dla Marszałka Sejmu odwołanie Marcina Staneckiego ze stanowiska Głównego Inspektora Pracy oraz zaopiniować kandydaturę Janusza Krasonia.
Głównego Inspektora Pracy powołuje i odwołuje Marszałek Sejmu po zasięgnięciu opinii Rady Ochrony Pracy i właściwej komisji sejmowej. Posiedzenia obu organów są zaplanowane na dziś (środę) po południu.
O tym, że Marcin Stanecki ma stracić swoje stanowisko, jako pierwszy poinformował w ubiegłym tygodniu portal prawo.pl. Stanecki został powołany na tę funkcję 15 czerwca 2024 r. przez Szymona Hołownię, ówczesnego Marszałka Sejmu.
Za jego kadencji ruszyły prace nad ustawą wzmacniającą inspekcję i nadającą jej uprawnienia, m.in. do przekształcania pozornych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Jednak projekt ustawy autorstwa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wzbudzał duże kontrowersje, a ostateczny jej kształt znacznie różni się od pierwotnej wersji projektu, zwłaszcza jeśli chodzi o tryb przekształcania umów przez uprawnionych do tego inspektorów. Drugim kluczowym elementem ustawy jest wymiana informacji między PIP a ZUS i KAS.
Jeszcze niedawno Stanecki mówił w Interii Biznes o idących pełną parą przygotowaniach do wdrożenia ustawy, która wchodzi w życie 8 lipca.
Choć pogłoski o możliwej zmianie już się pojawiały, strona pracodawców jest zdziwiona, że ma zostać przeprowadzona w takim momencie.
B2B trafią pod lupę inspekcji
- Przed Państwową Inspekcją Pracy stoją jednak wyjątkowo odpowiedzialne zadania. W najbliższym czasie będzie ona uczestniczyć we wdrażaniu przepisów dotyczących możliwości rekwalifikacji umów cywilnoprawnych, a także nowych regulacji związanych z przejrzystością wynagrodzeń i obowiązkami wynikającymi z implementacji dyrektywy o jawności płac. Są to zmiany, które będą wymagały jednolitej praktyki interpretacyjnej, przewidywalności działań organów kontrolnych oraz ścisłej współpracy z partnerami społecznymi. Z tego względu stabilność działania PIP ma dziś szczególne znaczenie. W okresie wdrażania nowych regulacji przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim ciągłości przyjętej praktyki, spójnych interpretacji oraz konsekwentnej komunikacji ze strony organów państwa. Każda nagła zmiana organizacyjna w tak newralgicznym momencie może zwiększać niepewność prawną i utrudniać prawidłowe przygotowanie przedsiębiorców do nowych obowiązków - ostrzega Konfederacja Lewiatan.
Zdaniem prof. Jacka Męciny (który jest jednocześnie członkiem Rady Ochrony Pracy oraz przewodniczącym Zespołu problemowego ds. prawa pracy Rady Dialogu Społecznego) nie chodzi o kwestie personalne, lecz o zapewnienie ciągłości funkcjonowania jednej z najważniejszych instytucji rynku pracy.
Prawnicy pracujący dla firm i przygotowujący je na zmiany prawne przewidują, że nowy Główny Inspektor Pracy może mieć inne podejście do przekształcania umów B2B niż to, które zapowiadał Stanecki.
- Wiele osób może się zastanawiać, czemu na tydzień przed wejściem w życie ogromnej reformy w zakresie uprawnień PIP zostaje podjęta decyzja o odwołaniu pana Marcina Staneckiego z funkcji Głównego Inspektora Pracy. Choć nie mówi się tego oficjalnie, decyzja ta wynika - w moim przekonaniu - ze zbyt "łagodnego" podejścia obecnego GIP do kwestii zmian umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Stanowisko prezentowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest zdecydowanie "ostrzejsze" - mówi nam adwokat Bartosz Tomanek, partner w PCS Paruch Stępień Kanclerz SKA.
I dodaje, że, wczytując się w komunikaty płynące ze strony resortu, można mieć wrażenie, że intencja jest taka, aby PIP zmieniała umowy B2B czy zlecenia w umowy o pracę w jak najszerszym stopniu, a następnie żeby sprawy trafiały do sądów.
- Spodziewam się, że nowy GIP będzie nastawiony na to, aby pokazać, jak wiele umów cywilnoprawnych zostało zmienionych w umowy o pracę i dlaczego ta reforma była tak potrzebna. Podmioty zatrudniające na podstawie umów B2B czy zleceń powinny przygotować się na wzmożone, dokładne i wymagające kontrole w nadchodzących miesiącach - uważa Tomanek.
Monika Krześniak-Sajewicz












