Reklama

​Zwolnienia nauczycieli w szkołach? Jeszcze nie w tym roku

Związki zawodowe obawiają się, że samorządy zaczną w tym roku lawinowo zwalniać nauczycieli. Tymczasem nic na to nie wskazuje. W ubiegłym roku samorządy również zapowiadały zwolnienia w placówkach oświatowych.

Dyrektorom szkół i przedszkoli pozostało kilka dni na zaplanowanie nowego roku szkolnego. Do tego czasu wypełnione arkusze organizacyjne muszą przesłać do gmin. Wśród nich znajduje się propozycja liczby etatów na kolejny rok szkolny. Jeśli szefowie placówek nie zdecydują się na przycięcie tej liczby, samorząd może odrzucić arkusz. Związkowcy twierdzą, że w tym roku włodarze gmin będą częściej postępować w ten sposób.

Koniec marchewki


W ubiegłym roku samorządy również zapowiadały zwolnienia w placówkach oświatowych. Tymczasem z najnowszych danych Systemu Informacji Oświatowej wynika, że we wrześniu 2014 roku w szkołach przybyło aż 12 tys. nowych etatów - obecnie na pełnym etacie pracuje 654 tys. osób. Przy czym kolejne miejsca pracy powstawały głównie w szkołach podstawowych, do których trafiały sześciolatki. Swoje zrobił też wprowadzony przez rząd limit 25 uczniów dla pierwszych klas szkół podstawowych.

Reklama


Organizacje związkowe twierdzą, że teraz będzie inaczej. - Z naszych wyliczeń wynika, że pracę straci kilka tysięcy pedagogów. O ile w ubiegłym roku rzadko decydowano się na takie ruchy, bo były wybory samorządowe i nie chciano się nikomu narazić, to teraz będzie wręcz odwrotnie - stwierdza Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Natomiast w tych gminach, gdzie nie będzie zwolnień, nauczyciele będą musieli przechodzić do szkół stowarzyszeniowych, w których pracuje się więcej, za niższe wynagrodzenie - dodaje.
Wtórują mu inni związkowcy. - Samorządy likwidują nie tylko małe szkoły, ale nawet te liczące po 300 uczniów, które łączą z innymi placówkami. Tworzą molochy i tym samym bezsensownie oszczędzają na etatach zarówno administracyjnych, jak i nauczycielskich - oburzą się Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność". - Zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z niżem demograficznym, ale skala zwolnień jest niewspółmierna do sytuacji - mówi.Gminne arkuszeTymczasem zgodnie z obowiązującymi przepisami dyrektorzy szkół sami powinni decydować o liczbie nauczycieli, a także innych dodatkowych zajęciach dla uczniów. To jednak tylko teoria.

- Choć przepisy oświatowe nie dają żadnych kompetencji organom prowadzącym szkoły do ustalania wytycznych co do planowania roku szkolnego, to zostały one wydane m.in. w województwach lubelskim, dolnośląskim i małopolskim. Tego typu zarządzenia są niezgodne z przepisami, co potwierdzają sądy administracyjne - stwierdza Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Branży Nauki Oświaty i Kultury i Forum Związków Zawodowych. Zauważa, że samorządy starają się też nieformalnie wpływać na dyrektorów w kwestii szukania oszczędności i cięcia etatów.

- Ostatnio jest moda na wyposażanie szkół w specjalne programy, za pomocą których wypełnia się arkusz organizacyjny. Okazuje się, że nie da się go wypełnić, jeśli zbyt dużo pozostawi się etatów wspomagających w porównaniu do liczby uczniów. Skutkuje to tym, że takiego dokumentu nie można wysłać do gminy - informuje Wittkowicz.

Związkowcy skarżą się, że przez takie praktyki w szkołach nie ma odpowiedniej liczby nauczycieli logopedów, pedagogów i doradców zawodowych. Co więcej okazuje się, że nauczyciele pracują w bibliotekach na 1/4 etatu, a świetlice działają tylko popołudniami przez kilka godzin.

Samorządy oszczędzają


Samorządy odpierają zarzuty związkowców i podkreślają, że skoro muszą finansować oświatę, to powinny mieć wpływ na funkcjonowanie szkół.- Nie są one samotnymi wyspami. Obowiązkiem gminy jest określenie zasad funkcjonowania placówek. Gdybyśmy nie pilnowali, aby w oddziałach była określona liczba uczniów, to jednostki jeszcze bardziej by się zadłużyły. Dyrektorzy bowiem najchętniej tworzyliby kilkuosobowe klasy - mówi Tadeusz Kołacz naczelnik wydziału edukacji w Urzędzie Miasta Chrzanowa.

Samorządowcy przyznają, że w tym roku największe zwolnienia czekają placówki ponadgimnazjalne. To tam przechodzi teraz fala niżu.

- Rzeczywiście dane demograficzne nie pozostawiają wątpliwości, ale też nowa podstawa programowa skutkuje tym, że na poziomie podstawowym uczniowie mają zajęcia z wielu przedmiotów, które kończą się po pierwszej klasie. Będę starała się ograniczyć część zajęć niektórym nauczycielom, aby nie dochodziło do zwolnień, ale nie wiem, czy mi się to uda - mówi Ewa Nowakowska, dyrektor liceum ogólnokształcącego w Sierpcu im. mjr. Sucharskiego.- To czy będą zwolnienia, zależy też od tego, ile utworzymy klas pierwszych. Może być ich siedem, ale nie jest wykluczone, że będzie ich o połowę mniej - dodaje.

Strach przed zwolnieniem


Dla dyrektorów szkół redukcja kadry to prawdziwa gehenna. Część pedagogów w maju ucieka na zwolnienia lekarskie - karta pozwala zwolnić nauczyciela z uwagi na zmiany organizacyjne, o ile do końca maja otrzyma on wypowiedzenie umowy. DGP ostatnio opisywał rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego (SN) z 4 lutego 2015 r. (sygn. akt III PK 81/14), który wskazał, że nauczycielka nie musiała czekać w domu na wypowiedzenie od dyrektora szkoły. W efekcie odebrała wypowiedzenie dopiero 3 czerwca. SN orzekł, że nie został zachowany trzymiesięczny okres wypowiedzenia.
Samorządowcy wskazują też, że w sytuacji zagrożenia nauczyciele sami tworzą lokalne związki zawodowe, do których założenia wystarczy 10 chętnych. Jeśli taka organizacja wyznaczy ich na działacza, są chronieni przed utratą pracy. Takie sytuacje miały miejsce np. w Inowrocławiu i Częstochowie.- W szkołach, w których pracuje zaledwie 20 osób, działa często aż pięć związków - wylicza Ryszard Stefaniak, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta Częstochowy. Nawet centrale związkowe dostrzegają problem z pseudoochroną związkową. - Rzeczywiście taka sytuacja się nasila i znamy szkoły, w których jest nawet 14 organizacji. Dlatego postulujemy ograniczenie ochrony działaczy związkowych tylko do osób reprezentujących główne trzy centrale - wskazuje Ryszard Proksa.

Jeszcze niedawno nauczyciele uciekali przed zwolnieniem na urlopy dla poratowania zdrowia. Zmieniła to dopiero uchwała siedmiu sędziów SN z 26 czerwca 2013 r., (sygn. akt I PZP 1/13). - Nauczyciele działają zgodnie z prawem i nie można im zarzucać, że manipulują i oszukują pracodawcę tylko po to, aby utrzymać swoje miejsce pracy - przekonuje Sławomir Broniarz.

2015-04-23, Artur Radwan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »