Balet nie zna granic. Wywiad z Wiesławem Dudkiem, wybitnym tancerzem baletowym

Sam jako solista gościł na wielu prestiżowych scenach, dziś pomaga młodym adeptom szkół baletowych rozwinąć skrzydła. „Każdy sukces jest tyle wart, na ile zainspiruje innych do jeszcze większych osiągnięć” – mówi Wiesław Dudek, laureat Nagrody Ministra Kultury w dziedzinie „Taniec” z roku 2019, nagrodzony Srebrnym Medalem „Gloria Artis”, a teraz również laureat plebiscytu KGHM Polska Miedź S.A. uhonorowany tytułem „Ambasadora Polskiej Kultury”.

Interia.pl: Został pan wybrany "Ambasadorem Polskiej Kultury" w plebiscycie KGHM Polska Miedź S.A. Co dla pana oznacza takie wyróżnienie?

Wiesław Dudek: - Chciałbym zacząć od tego, że nie spodziewałem się tej nagrody. Konkurencja w kategorii "Ambasador Polskiej Kultury" była naprawdę bardzo duża, a zatem fakt, że zostałem wybrany, cieszy mnie w dwójnasób. Jeśli zaś wziąć pod uwagę, że w kapitule KGHM przyznającej tytuły zasiadali przedstawiciele bardzo różnych środowisk, a do tego nikt, kto byłby związany z tańcem, nagroda ta jest jedną z najcenniejszych, jakie w ogóle zdobyłem.

W tym miejscu pragnę podziękować przewodniczącemu Kapituły, Sekretarzowi Stanu w Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, panu Jarosławowi Sellinowi za ten wyraz docenienia mojego wkładu w promocję polskiej kultury za granicą i zaangażowania w budowanie, właśnie poprzez kulturę, "mostów" łączących Polskę z innymi krajami.

Proszę się nie dziwić, że sam o sobie mówię, jako o kimś w rodzaju łącznika kultur, ale właśnie ten rodzaj działalności stał się moją niepisaną dewizą. Pani Dyrektor IAM-u (Instytut Adama Mickiewicza) Barbara Schabowska, która odbierała statuetkę w moim imieniu, określiła moją osobę słowami: "Wiesław Dudek to człowiek instytucja". To bardzo ładnie powiedziane, bardzo za te słowa dziękuję. Mogę tylko powiedzieć, że faktycznie - nie ustaję w wysiłkach, aby wspomniane "mosty" były najbardziej zauważalne. A wysiłki, cóż, jak to wysiłki - wymagają determinacji i siły. Sił mam wciąż jeszcze dosyć, a determinacja to kwestia charakteru. Osoby, które miały okazję ze mną współpracować, mogą potwierdzić, że jestem bardzo wymagającym człowiekiem, ale - co muszę dodać - wymagającym przede wszystkim od samego siebie. Moi japońscy przyjaciele śmieją się, że jeśli chodzi o pracę, jestem bardziej japoński niż Japończycy. Tak, chyba jestem perfekcjonistą... W tym, co robię, każdy szczegół ma dla mnie ogromne znaczenie.

Nagroda, którą otrzymałem daje mi jeszcze więcej wiary, że moje działania mają sens, przekonuje do jeszcze większego zaangażowania w promocję polskiej kultury na świecie. Mogę, w każdym razie, obiecać, że na pewno na laurach nie spocznę, zwłaszcza że taniec, a przede wszystkim balet, jest w Polsce dziedziną sztuki wciąż niedocenianą. Mam więc tu mnóstwo pola do działania. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że NIMIT (Narodowy Instytut Muzyki i Tańca), a w szczególności jego wicedyrektor, pani Aleksandra Dziurosz, czyni w kwestii promocji tańca w Polsce, a także poza jej granicami bardzo, bardzo dużo.

Tańczył pan dla najbardziej prestiżowych baletów, wystąpił pan w tytułowej roli w balecie "Oniegin" z tancerzami moskiewskiego Teatru Bolszoj, przez kilkanaście lat był pan pierwszym solistą Staatsballett Berlin. Czuje się pan spełniony?

- Tak, tańczyłem na wielu prestiżowych scenach świata, na wszystkich kontynentach świata oprócz Australii. Jako tancerz mogę chyba powiedzieć, że czuję się spełniony.

Moja zawodowa kariera od 2000 roku była związana z baletem w Stuttgarcie, a potem od 2003 roku ze Staatsballett w Berlinie, gdzie pracowałem pod dyrekcją samego Vladimira Malakhova. Święciłem tam największe tryumfy w rolach stworzonych przez wielu wspaniałych choreografów. Niestety, w tym czasie, kiedy moja kariera przechodziła okres największego rozkwitu, kiedy gościnnie współpracowałem z wieloma zespołami baletowymi na świecie, nie było mi dane zaprezentować się w Polsce, dla naszej publiczności. Bardzo tego żałuję.

W tym roku obchodzę 25-lecie pracy artystycznej i mam kilka pomysłów na uczczenie tej rocznicy. Przede wszystkim myślę o jakimś symbolicznym występie przed polską widownią. Byłby to także swoisty wyraz podziękowania za ukształtowanie mnie jako artysty i za wsparcie, które otrzymałem jako młody tancerz. Przecież tutaj, w Polsce stawiałem swoje pierwsze kroki; to na deskach Teatru Wielkiego Opery Narodowej w Warszawie zaczynałem pracę jako zawodowy tancerz.

Jedna z pana życiowych dewiz brzmi: "Nigdy nie jest na tyle dobrze, żeby nie mogło być lepiej". Stale dąży pan do doskonałości. Nie czuje się pan czasami zmęczony?

- Powiem tak: zrelaksowany czuję się... hmm... tylko czasami. Nie wszyscy zdają sobie sprawę jak bardzo wyczerpujący fizycznie jest taniec zawodowy. Przez całą karierę starałem się pokonywać wszelkie bariery - szukać motywacji, pracować nad samym sobą, dążyć do perfekcji. Ośmielę się powiedzieć, że balet to chyba najtrudniejsza forma samodoskonalenia, ale i - w sensie wykuwania charakteru - najbardziej wartościowa. Potem już człowiek nie potrafi funkcjonować inaczej, niż wciąż zmierzać - jak to pani określiła - do doskonałości. Tak mi po prostu już zostało za tamtych czasów [śmiech]. A tak na poważnie, to cały czas żyję w biegu, załatwiam naraz setki rzeczy, chodzę późno spać. Wiem po prostu, że bez tego nie osiągnąłbym zamierzonych celów. Dodam, że kolejnych planów wciąż przybywa. Przed pandemią zdarzało się, że trasę Tokio-Warszawa pokonywałem dwa, trzy razy w miesiącu. Bywało, że panie stewardesy witały mnie jako "swojego", niemal jak członka załogi. Nagroda KGHM w kategorii "Ambasador Polskiej Kultury" jest więc także uwieńczeniem kilku lat pracy, którą nie waham się nazwać szaloną [śmiech].

Teraz tworzy pan wraz z Shoko Nakamura polsko-japoński projekt "Młody Duch Tańca" dla najzdolniejszych uczniów szkół baletowych z obydwu krajów. W jakim celu powstał projekt?

- Idea samego projektu "Młody Duch Tańca" narodziła się jeszcze podczas pracy w Europie. Razem z moją żoną Shoko Nakamura pracowaliśmy wtedy w Budapeszcie, ale już wiedzieliśmy, że w następnym roku (2015) przeprowadzimy się do Japonii na stałe. Nawiasem mówiąc, wtedy powstała o nas książka autorstwa Jana Stanisława Witkiewicza pt. "Shoko Nakamura i Wiesław Dudek, o naszym polsko-japońskim życiu prywatnym i zawodowym", którą państwu serdecznie polecam. Wracając do projektu - od początku głównym jego celem było połączenie na niwie sztuki obu krajów, tak przecież odległych od siebie, a - jak się miało okazać - tak sobie bliskich.

Doskonale znałem realia polskich szkół baletowych oraz sytuację zdolnych uczniów, których często obserwowałem jako juror, podczas konkursów baletowych w Polsce. Wiedziałem i widziałem, że brakuje im kontaktu, wymiany kulturalnej, spotkań z innymi rówieśnikami, dlatego do współpracy zaprosiłem Japończyków. To ostatnie było akurat najłatwiejsze, gdyż chętnych do takiej współpracy w Japonii było bardzo wielu.

Przed pierwszą edycją projektu odwiedziłem wszystkie pięć szkół baletowych w Polsce (w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Łodzi i Bytomiu) i za aprobatą ich dyrekcji zorganizowałem tam warsztaty baletowe. W ich trakcie wybrałem najzdolniejszych uczniów ze wszystkich wspomnianych placówek. Zależało mi, żeby w projekcie udział brali przedstawiciele całego polskiego środowiska młodych adeptów sztuki tańca. Niestety z różnych względów skończyło się na tym, że do projektu weszli jako partnerzy dyrektorzy tylko dwóch szkół baletowych tj. z Bytomia i Poznania. Bardzo szkoda, że tak się stało, ponieważ - jak już wspomniałem - projekt stworzyłem dla wszystkich uczniów. Chciałem, żeby młodzi tancerze z całej Polski mogli rozwijać swoją pasję, współpracować z wybitnymi choreografami, poznawać kulturę innych krajów. Decyzji tych trzech dyrektorów nie śmiem komentować, kierowanie szkołami jest często bardziej skomplikowane, niż się z pozoru wydaje. Trochę jednak żal uczniów, którzy nie mieli okazji wziąć udziału w projekcie.

Summa summarum - projekt ma już swoją historię, przetrwał cztery lata, w tym trudny czas pandemii i lockdownów. We wrześniu tego roku, pomimo pandemicznych obostrzeń udało mi się zorganizować IV edycję MDT, co w tych warunkach samo w sobie jest już sukcesem. Wszystko mogło dojść do skutku oczywiście dzięki mojej tradycyjnej determinacji [śmiech], ale także dzięki życzliwości wielu ludzi z różnych szczebli władzy obu krajów. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o zaangażowaniu całego mojego zespołu, który tworzą wspaniali ludzi, pasjonaci chętni do każdej pomocy oraz last but not least - bardzo zdolna młodzież polsko-japońska, bez której projekt rzecz jasna w ogóle by się nie odbył. Mieliśmy pięć koncertów, w tym trzy w Teatrze Wielkim w Warszawie i wszystkie zostały przyjęte owacyjnie. Uważam tę edycję za ogromny sukces zarówno organizacyjny, jak i artystyczny, za co bardzo wszystkim zaangażowanym w projekt dziękuję.

Czego polscy i japońscy uczniowie mogą się od siebie wzajemnie nauczyć?

- Może trzeba najpierw powiedzieć, że japoński system nauki tańca klasycznego jest zupełnie inny niż polski. W Japonii nie ma państwowych szkół baletowych, zajęcia odbywają się w prywatnych studiach i trzeba za nie słono płacić. Ma to także taki efekt, że nie ma tam jednego, wypracowanego systemu nauczania i dlatego Japończycy bardzo sobie cenią naukę w europejskich szkołach. Dzięki mojemu projektowi mogą oni zobaczyć, jak edukacja baletowa odbywa się w Polsce, jak różnorodne są u nas zajęcia taneczne - myślę tu nie tylko o samej technice tańca klasycznego opartej na najlepszych wzorcach, ale także o zajęciach z tańca współczesnego, tańca charakterystycznego - tj. ludowego Polski i innych krajów - a nawet tańca historycznego. Polscy uczniowie z kolei mogą z bliska przyjrzeć się zaangażowaniu, z jakim do pracy podchodzą Japończycy, ile w nich jest determinacji do osiągnięcia celu. To wszystko jest dla obu stron wielce kształcące.

Oprócz tego innym aspektem projektu jest wzajemne poznawanie tradycji, kultury, języka, zwyczajów, historii, zabytków, a nawet krajobrazów. Mówię "wzajemne", gdyż polscy uczniowie i towarzyszący im pedagodzy dwukrotnie już gościli w Japonii podczas tournée MDT, gdzie mieli okazję poznać Japonię z bliska. O wrażeniach najlepiej opowiedzieliby chyba oni sami, mogę chyba jednak zdradzić, że byli zachwyceni. Powiem więcej - dla większości była to podróż życia, która odcisnęła na nich niezatarte piętno.

Aby podsumować pani pytanie, posłużę się moim mottem, które dedykowałem uczestnikom MDT: "Miarą sukcesów nie są zdobywane trofea, lecz możliwość dzielenia się swoją pasją i doświadczeniem. Każdy sukces jest tyle wart, na ile zainspiruje innych do jeszcze większych osiągnięć".

Jak wiadomo, Japończycy kochają Chopina. Udaje się panu zainteresować ich również polską tradycją baletową?

- Chopin jest szczególną postacią dla Japończyków, wszyscy to wiemy od dawna. Pięknie nawiązał do tego podczas XVIII Konkursu Chopinowskiego profesor Andrzej Jasiński, były przewodniczący jury, który jest częstym gościem na japońskich uczelniach. Powiedział on, że Japończycy z natury są bardzo zamknięci w sobie, ale gdy zaczynają grać muzykę Chopina, to nagle otwierają się, czuć ich emocje i widać, jakimi są ludźmi.

Podobnie jest z tańcem, a szczególnie z polskimi tańcami narodowymi. Wystarczy spojrzeć na młodych Japończyków uczestniczących w "Młodym Duchu Tańca". Kto obserwował, jak tańczą Mazura czy Krakowiaka, zauważył u nich z pewnością taką samą pasję jak u ich polskich rówieśników. Japońska widownia uwielbia polskie tańce narodowe i ludowe (to nie to samo). Byłem świadkiem, jak podczas tournée Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk" w Japonii, owacjom na stojąco nie było końca. Na pewno też do tego sukcesu przyczynia się nieprawdopodobnie ekspresyjna polska muzyka. Świadom tego, do każdej edycji projektu staram się wyszukać polskie utwory mniej znane w Japonii. Tak było też w przypadku ostatniego spektaklu MDT, który walnie przyczynił się do sukcesu IV edycji MDT. Jest to widowisko pt. "Dzieci syberyjskie", stworzone specjalnie z okazji "100 rocznicy przypłynięcia polskich dzieci syberyjskich do Japonii". Wykorzystaliśmy w nim utwory Karłowicza, Paderewskiego czy mniej znanych współczesnych kompozytorów jak np. niedawno zmarły Jakub Kubala.

Czy balet może pomóc promować nasz kraj za granicą?

- Oczywiście. Jestem o tym przekonany, ponieważ balet to na świecie produkt bardzo ekskluzywny, pod warunkiem rzecz jasna, że jest na najwyższym poziomie. Cały czas uważam, że polski balet, mam tu na myśli zespoły baletowe w Polsce, jest zbyt mało rozpoznawalny za granicą. Tutaj właśnie jest jeszcze wiele do zrobienia, szczególnie w sensie promocji. W tym aspekcie właśnie cały czas pracuję nad poziomem artystycznym w moim projekcie, pomagam młodym artystom rozwinąć skrzydła, stawiam sobie kolejne cele do zrealizowania. Idąc tym tropem, muszę wspomnieć, że przed pandemią miałem zaplanowane europejskie tournée z MDT, ale niestety - z powodu ograniczeń, jakie dotknęły wszystkie dziedziny życia - wszystko zostało odwołane. Dzisiaj ponownie wracam do tych planów, ponieważ zainteresowanie projektem z roku na rok jest coraz większe. 

Jakie ma pan plany zawodowe na najbliższy czas?

- Planów jak zwykle mam bardzo dużo, czym pewnie jeszcze raz skłonię panią do pytania, czy nie czuję się czasami zmęczony [śmiech].

Muszę powiedzieć, że po pierwsze, wciąż się uczę. I to formalnie, nie tylko w sensie otwartości na wiedzę czy nowe doświadczenia. Po prostu - jestem studentem wydziału Kulturoznawstwa Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi na kierunku Kreatywny producent, menedżer kultury. W tym roku akademickim mam nadzieję zakończyć edukację. Wybrałem te studia, ponieważ zdobyta wiedza na temat zarządzania instytucjami kultury w połączeniu z moim doświadczeniem, a także posiadaniem kontaktów praktycznie na całym świecie - przepraszam za autoreklamę - stworzy bardzo dobry konglomerat. Chciałbym to przełożyć na sukces polskich instytucji kultury, najlepiej teatru operowego. Powiem wprost - będę dążył do kierowania tego typu placówkami, ponieważ mam mnóstwo pomysłów, jak je ożywić. Bez fałszywej skromności mówię, że wiem, jakie są ich bolączki i znam na nie recepty. Znam na wylot nasze teatry, w których w gruncie rzeczy wciąż niewiele się dzieje i jestem przekonany, że wiem jak wnieść coś nowego do życia artystycznego w Polsce. Chciałbym móc moją energię, wieloletnią praktykę i wiedzę poświęcić na to, aby na tym polu coś dobrego dla naszego kraju zdziałać.

Tym bardziej się cieszę, że to pan otrzymał tę nagrodę.

- Sądzę, że tytuł Ambasadora Polskiej Kultury w dziedzinie kultury to kolejny krok na drodze do realizacji tego planu. Utwierdza mnie także w przekonaniu, że jeśli dostanę szansę kierowania placówkami kultury, to oczywiście nie odmówię, bo - jak widać - mogę liczyć tu na poparcie.

Innym planem, który już powoli realizuję, jest tournée ze wspomnianym spektaklem o "Dzieciach syberyjskich" po USA, Kanadzie oraz Japonii w 2022 roku. Temat to piękna, choć dramatyczna historia z Polską w roli głównej, o której świat powinien usłyszeć. Nadmienię, że w obu krajach do dziś żyją potomkowie tamtych dzieci i tym bardziej jako Ambasador Polskiej Kultury" poczuwam się do obowiązku ocalenia od zapomnienia tamtych wydarzeń. Dzieci bez słów opowiadają w tym przedstawieniu o dzieciach, a przy tym - o miłości, przyjaźni i przede wszystkim: człowieczeństwie. Jesteśmy jedynym na świecie zespołem, który stworzył ten spektakl taneczny, rzecz jest więc unikatowa. Całość została przy tym ubrana w wyjątkowo wzruszające, artystyczne szaty, w towarzystwie przepięknej muzyki i każdy, a już na pewno każdy Polak, powinien to zobaczyć. Liczymy tu na silny odzew Polonii amerykańskiej.

W przyszłym roku Młody Duch Tańca będzie obchodził być może skromny, ale jednak jubileusz 5-lecia i z tej okazji, oprócz zwykłej edycji, chcę dodać do niej blok występów uczestników z poprzednich lat. To będzie coś w rodzaju gali baletowej "Gwiazdy Młodego Ducha Tańca". Trzeba powiedzieć, że przez tych kilka lat w projekcie MDT wzięło udział ponad 150 uczestników z Polski i Japonii. Dzisiaj wielu z nich jest solistami, wspaniałymi tancerzami w renomowanych zespołach na świecie, tym bardziej więc chcę ich zaprosić do Polski na jubileusz.

W moich planach od dłuższego czasu jest także założenie fundacji wspierającej uzdolnioną młodzież. Pracuję nad tym bardzo wytrwale i jak na razie wszystko jest na dobrej drodze do tego, aby fundacja niedługo zaczęła funkcjonować. Szczegółów na razie nie zdradzę, ale dodam, że zamierzam w związku z fundacją doprowadzić do realizacji jeszcze innego, bardzo dużego przedsięwzięcia mającego na celu rozwój uzdolnionej artystycznie młodzieży.

To nie wszystko. Są przecież jeszcze plany na każdy kolejny dzień. Tu także wiele rzeczy trzeba uwzględnić i zorganizować. W tym zakresie na co dzień pracuję w Tokio, gdzie swoją pasję i zdobytą wiedzę przekazuję bardzo uzdolnionej młodzieży, która mnie inspiruje do dalszych działań artystycznych.

O planach obchodów jubileuszu mojego 25-lecia pracy artystycznej, już mówiłem, sprecyzuję tylko, że wydarzenia z tej okazji będą miały miejsce nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

Jeśli zdrowie dopisze, a pandemia nie przeszkodzi, to jakikolwiek sygnał, że plany, o których mówiłem, mają szansę realizacji, byłby najlepszym prezentem z okazji tego mojego skromnego jubileuszu. Proszę mi tego życzyć.

Oczywiście tego panu życzę, jak i kolejnych spektakularnych sukcesów. Bardzo dziękuję za rozmowę

 

Partnerem publikacji jest KGHM

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »