Reklama

Czas na elektromobilność

Po polskich drogach jeździ ponad 10,7 tys. pojazdów elektrycznych. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych zakłada, że w tym roku zarejestrowanych zostanie od 3,6 tys. do 7,5 tys. aut elektrycznych. Byłoby więcej, gdyby nie koronawirus. Ale kierunek rozwoju jest jasny i nie ma od niego odwrotu.

Elektromobilność to trend światowy. Rozwój floty samochodów elektrycznych i infrastruktury towarzyszącej ma uniezależnić nas od paliw ropopochodnych. To kolejny krok w kierunku realizowania polityki ochrony klimatu koncentrującej się na zmniejszeniu emisji do atmosfery.

Patrząc z polskiej perspektywy, cena aut elektrycznych jest stosunkowo wysoka, przekracza możliwości zakupowe zwykłego Kowalskiego. Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, średnia cena aut kupowanych w Polsce na rynku wtórnym wynosi 30 tys. zł. Ok. 64 proc. aut zarejestrowanych w Polsce w 2018 roku stanowiły samochody używane. Średni wiek samochodu osobowego na krajowych drogach wynosił 14 lat. Nowe auta w zdecydowanej większości (72 proc.) kupowały firmy.

Reklama

Auta elektryczne są jak na razie wyraźnie droższe niż te o napędzie tradycyjnym. Ceny w miarę upływu czasu i rozwoju technologii będą stopniowo spadać. Istotną częścią kosztów auta elektrycznego jest bateria. Obecnie stanowi ona ok. 50 proc. kosztów, jednak - jak wskazują szacunki - w ciągu pięciu lat udział ten ma spaść do 20 proc. To powinno obniżyć cenę samochodów elektrycznych. Według Marcina Korolca, prezesa Fundacji Promocji Samochodów Elektrycznych, zrównanie cen aut elektrycznych i spalinowych może nastąpić w okolicach 2023 roku.

Poza ceną pojawiają się inne ograniczenia, jak niedostatecznie rozwinięta struktura ładowania czy niewielki zasięg aut elektrycznych. Obecnie na jednym ładowaniu typowy samochód elektryczny może przejechać 100-250 km, ale już w przypadku modeli wyższej klasy jest to 300-500 km. Rynek jednak wciąż się rozwija, poprawiają się parametry nowych aut. W perspektywie 2022 roku zasięg typowego e-samochodu ma już wynieść między 200 a 400 km.

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2019

Branża potrzebuje impulsu

W pierwszej kolejności wsparciem dla rozwoju elektromobilności w Polsce może być transport publiczny. Według rynkowych prognoz, w 2030 roku odsetek autobusów elektrycznych w Europie będzie wynosił 52 proc. Po Polsce w połowie zeszłego roku jeździło tylko 198 autobusów elektrycznych. Jest więc w tym obszarze sporo do zrobienia.

Flota aut elektrycznych rośnie również dzięki firmom, które coraz częściej decydują się na zakup takich pojazdów. Ale istotnym czynnikiem rozwoju rynku jest też e-carsharing, czyli korzystanie ze współdzielonych aut elektrycznych. Według rynkowych prognoz, liczba współdzielonych aut globalnie w 2020 roku ma wynieść nieco ponad 23 mln, a w 2025 roku prawie 45 mln. W samej Europie do 2035 roku flota pojazdów współdzielonych ma wzrosnąć do 7,5 mln sztuk. Dla porównania w 2018 roku było to 370 tys. sztuk.

W Polsce dostępnych jest ok. 3,6 tys. samochodów wynajmowanych na minuty w dwunastu miastach. Do 2025 roku liczba ta ma wzrosnąć do ok. 8,3 tys. Przy czym, jak podaje PIE, obecnie tyko około 20 proc. floty firm carsharingowych opiera się na napędzie elektrycznym. Rozwój w tym obszarze napędziłby rozwój rynku e-samochodów, ale też mógłby przyczynić się do powstania rynku wtórnego e-aut.

Istotne dla rozwoju elektromobilności są dopłaty do zakupu elektryków, ale też czynniki pozafinansowe, jak korzystanie z bus-pasów, darmowe parkowanie czy wjazd do stref niskoemosyjnych.

Liderem wśród krajów europejskich pod względem udziału aut elektrycznych w puli wszystkich zarejestrowanych samochodów osobowych, jest Norwegia. Udział ten wyniósł w 2018 roku ponad 31 proc. Następna w kolejności była Holandia z udziałem 5,4 proc. Na trzeciej pozycji znalazły się Stany Zjednoczone (4-proc.). Co ciekawe, zaraz za nimi są Chiny, gdzie udział elektryków wynosi 3,3 proc. W Polsce było to zaledwie 0,1 proc.

Koronawirus namieszał na rynku

Według danych ACEA, w I kw. 2020 roku samochody z napędem elektrycznym zwiększyły swój udział w rynku nowych pojazdów osobowych w Unii Europejskiej do 6,8 proc., podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku udział ten wynosił 2,5 proc. Głównym powodem tak wyraźnego wzrostu było gwałtowne zmniejszenie liczby rejestracji konwencjonalnych aut w wyniku pandemii koronawirusa.

Sprzedaż pojazdów z napędem elektrycznym wzrosła o 101 proc., wyniosła w I kwartale tego roku 167.132 sztuk.  Z kolei liczba rejestracji "klasycznych" hybryd (HEV) wzrosła o 45 proc. i wyniosła 232.525 sztuk.

W Polsce, według licznika elektromobilności Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, zarejestrowanych jest ponad 10,7 tys. pojazdów elektrycznych. PSPA zakłada, że w tym roku na krajowym rynku zostanie zarejestrowanych od 3,6 tys. do 7,5 tys. aut elektrycznych, w zależności od tego, jak będzie przebiegała pandemia koronawirusa. Istotne będą też wdrażane instrumenty wsparcia. Przed wybuchem pandemii oczekiwania były wyższe - wtedy mowa była o ok. 9,3 tys. sztuk.

Stowarzyszenie szacuje, że po ustaniu pandemii rynek samochodów elektrycznych wróci na tory szybszego wzrostu - w 2021 roku liczba rejestracji wyniesie od ok. 9 tys. do nawet 18 tys. sztuk, co oznaczałoby wzrost o ok. 108-316 proc. względem 2019 r.

Stacji ładowania musi być więcej

Wraz z rozwojem rynku zwiększa się też sieć ładowania. Obecnie działa w Polsce 1114 stacji ładowania. Krajowi gracze rynkowi zapowiadają dalszy rozwój infrastruktury. Według raportu PIE, w Holandii liczba ogólnodostępnych stacji ładowania elektryków na 1000 km kw. wynosi 990, tymczasem w Polsce zaledwie 3. Dla porównania w Niemczech jest to 81 stacji.

Największą w kraju sieć ładowania samochodów elektrycznych obsługuje GreenWay Polska. Firma ta posiada 15 proc. udziału w rynku. W pierwszej piątce znajdują się też Orlen, Tauron, PGE i Energa.

Na polskich stacjach koncernu PKN Orlen funkcjonują obecnie 43 stacje szybkiego ładowania o mocy 50 i 100 kW, a kolejne są w fazie realizacji. Najnowsze cztery ładowarki zostały uruchomione w Katowicach, Łodzi i Kobylnicy. Są one zlokalizowane głównie przy stacjach paliw Orlenu, wzdłuż najważniejszych tras komunikacyjnych. Obsługują wszystkie typy samochodów elektrycznych.

- Elektromobilność jest prężnie rozwijającą się gałęzią gospodarki. PKN Orlen widzi przyszłość w paliwach alternatywnych, dlatego konsekwentnie realizujemy projekt budowy infrastruktury szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych w Polsce - powiedział Jarosław Dybowski, dyrektor wykonawczy ds. energetyki w PKN Orlen. Spółka udostępniła aplikację Orlen Charge, dzięki której można znaleźć najbliższą stację ładowania czy też sprawdzić dostępne w danej chwili złącza.

Infrastrukturę do ładowania e-aut udostępnia też m.in. PGE. Należąca do grupy PGE Nowa Energia dysponuje ponad 50 punktami ładowania w 14 miastach w Polsce. Będzie to pierwszy w Polsce operator oferujący energię pochodzącą w 100 proc. ze źródeł odnawialnych, spółka podpisała bowiem umowę z PGE Energia Odnawialna na dostawę potrzebnych wolumenów zielonej energii.

Także Energa na koniec marca zwiększyła swoją sieć ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów zasilanych energią z OZE do 36. Tauron z kolei dysponuje siecią ok. 30 stacji ładowania. W połowie zeszłego roku spółka zapowiadała, że do końca 2020 roku sieć zwiększy się do 150 stacji.  

COVID-19 odbije się na tempie rozbudowy infrastruktury ładowania. Według analiz PSPA, liczba nowo zainstalowanych punktów ładowania w stacjach ogólnodostępnych spadnie w tym roku o ok. 30 proc. rok do roku, jednak w 2021 roku spodziewane jest odbicie. Jedno jest pewne - rynek jest w fazie rozwoju, infrastruktura docelowo będzie się dynamicznie rozrastać, tym bardziej, że Polska ma w tym obszarze sporo do nadrobienia.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: elektromobilność | samochody elektryczne