Reklama

Kongres Xeliona: Niskie stopy procentowe zachęcają do inwestycji

Najniższe stopy procentowe w historii, a w dodatku "na (bardzo) długo" powodują, że trzymanie pieniędzy na bankowych rachunkach i lokatach nikomu się nie opłaca. W Polsce oszczędności zjada jeszcze stale wysoka inflacja. Dlatego ekonomiści spodziewają się, że ciułacze coraz częściej będą rozglądać się za możliwościami inwestycji. Co im radzą?

- Sektor bankowy jest w trudnej sytuacji w środowisku niskich stóp (...) To może być korzystne dla funduszy inwestycyjnych (...) Coraz więcej klientów zastanawia się nad tym, czy zwiększyć swoje zainteresowanie nimi - mówił podczas XIII Kongresu Inwestycyjnego Xelion prezes banku Pekao Leszek Skiba. Bank Pekao jest właścicielem Domu Inwestycyjnego Xelion.

Nikt nie ma złudzeń, że "bliskie zera", lub jeszcze niższe stopy procentowe będą utrzymywane przez lata. Umożliwiają one rządom emisję długu by ratować gospodarkę dotkniętą kryzysem. Wybuch pandemii spowodował, że rządy zaciągnęły największe długi od zakończenia II wojny światowej. A to zapewne jeszcze nie koniec. Potem zadłużenie to trzeba będzie spłacać lub rolować. Gdyby stopy wzrosły, zaciąganie nowych długów na spłatę starych kosztowałoby zbyt dużo.  

Reklama

- Mamy obietnice niższych stóp w długim horyzoncie czasowym. Niskie albo ujemne stopy są bardzo ważne, dają możliwość ekspansji fiskalnej na dużą skalę. Ta przestrzeń jest wykorzystywana. Przy niskich stopach może być więcej bodźców fiskalnych - mówił podczas kongresu główny ekonomista Pekao Ernest Pytlarczyk.

- Nie chodzi tylko o koszt zadłużenia, ale o koszt refinansowania (...) Włosi już teraz mają kłopot z finansowaniem (zaciągniętego długu) - dodał James Ashley, szef międzynarodowych strategii rynkowych w Goldman Sachs Asset Management.

Wnioski z przeszłości

Ekonomiści są zgodni, że reakcja rządów i banków centralnych była po wybuchu pandemii znacznie lepsza niż gdy nastał wielki globalny kryzys finansowy z lat 2007-2009. Zarówno w USA, jak też w Unii Europejskiej, a także w Polsce.

- Reakcja Unii była bardziej skuteczna niż podczas poprzedniego kryzysu, zwłaszcza Europejskiego Banku Centralnego (...) Skoordynowana reakcja całej Unii zupełnie zmienia zasady gry. Tego typu działania na pewno pomogą gospodarce, choć na to trzeba będzie jeszcze czasu (...) Przekroczyliśmy Rubikon zaciągając wspólnie dług. Skoro taką możliwość stworzyliśmy, to będzie to stosowane - mówił David Zahn, szef od inwestycji w europejskie obligacje w funduszu Franklin Templeton Asset Management.

- Reakcja (amerykańskiego banku centralnego) Fed była jeszcze bardziej agresywna niż poprzednio. W polityce fiskalnej (USA) nastąpiła reakcja na dużo większą skale niż podczas poprzedniego kryzysu. Nastąpiła w sześć tygodni po rozpoczęciu kryzysu, a po poprzednim trzeba było czekać sześć miesięcy - dodał James Ashley.

W ocenie ekonomistów rynki finansowe będą patrzeć raczej na to, które gospodarki szybciej powrócą na ścieżkę wzrostu, a nie na deficyty budżetów państw i finansów publicznych. Robert Hoerberg, prezes Allianz Polska uważa, że Chiny bardzo rygorystycznie podeszły do sprawy rozprzestrzeniania się infekcji i epidemia ma tam dużo mniejsze skutki, a gospodarka szybciej odzyskuje formę niż w Europie czy w USA. Mają też znacznie większe pole manewru w polityce monetarnej dzięki relatywnie wysokim stopom. 

- Rynki będą wyceniać kontekst zdrowotny (...) nie będą traktowały priorytetowo deficytu - powiedział.

- Deficyt w USA będzie wyższy (niż obecnie), chodzi jednak o to, żeby doszło do jak najszybszego ożywienia gospodarczego. Po wyborach (prezydenckich w USA) w ciągu 3-4 tygodni będą podejmowane kolejne działania - przewiduje Robert Hoerberg.

Bez ryzyka nadmiernej inflacji

Wszyscy ekonomiści zastanawiają się, czy "łagodzenie ilościowe" ze strony banków centralnych, ultraniskie stopy procentowe i wielkie pakiety stymulacyjne rządów nie doprowadzą do wybuchu inflacji. Zwracają uwagę również na to, że obecny kryzys jest inny od wielu poprzednich - nie wynika z gospodarczego cyklu, tylko jest następstwem katastrofy. Zdania co do inflacji w przyszłości są podzielone.

- Udało nam się uciec od ryzyka inflacji (...) Oczekuję, że inflacja (w Polsce) spadnie poniżej 2 proc. w roku 2021 - powiedział Ernest Pytlarczyk.

- Wziąwszy pod uwagę skalę stymulacji i bilanse banków centralnych można oczekiwać inflacji, ale borykamy się jeszcze z presją deflacyjną sprzed pandemii. Możemy więc oczekiwać raczej deflacji - mówił James Ashley.

Ale niektórzy ekonomiści mówią - skoro nie jest to zwykła, "cykliczna" recesja, więc być może nie będzie też jak zwykle wraz z recesją - deflacji. Inflacja w strefie euro jest bardzo niska, ale już w USA wynosi 1,4 proc., a w Chinach - 1,7 proc. W niektórych krajach, jak w Polsce czy na Węgrzech jest nadspodziewanie wysoka, powyżej 3 proc.

- To nie jest typowa recesja, więc nie jestem zaskoczony widoczną inflacją. Ceny domów w USA są o kilkanaście procent wyższe niż w ubiegłym roku, a po poprzednim kryzysie spadły.

Inflacja może być wyższa w najbliższych latach, trzeba będzie ją w strategiach inwestycyjnych uwzględniać - mówił Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.

- Rządy są zainteresowane inflacją ze względu na wysoki poziom długu - mówił Kamil Sobolewski, zarządzający funduszami Skarbiec TFI.

Poszukiwanie alternatyw

Tymczasem ochrony wartości pieniądza przed inflacją szukają nie tylko profesjonalni inwestorzy, ale także zwykli ciułacze, którzy widzą jak ich środki na lokatach tracą na wartości. W co mają inwestować? Czy nieruchomości, na które płyną wciąż pieniądze z bankowych lokat, są jedyną szansą na "ucieczkę" przed niskimi stopami połączonymi z inflacją?

Zdaniem Bogusława Stefaniaka, szefa rynku obligacji w Ipopema TFI, inwestycje w mieszkania powinny pozwolić utrzymać wartość pieniądza w czasie, czynsze nawet obecnie dają stopę zwrotu powyżej inflacji, a problemy z brakiem najemców w dłuższym terminie powinien ustępować, gdyż w Polsce będzie trwał trend urbanizacyjny. Ale kupowanie kilkunastu mieszkań na wynajem bez rozeznania rynku i trendów jest inwestycją bardzo ryzykowną.

- W innych krajach dużo więcej ludzi mieszka w miastach, niż w Polsce. Niedobór mieszkań w stolicy powinien generować wzrost cen - powiedział.

Olaf Pietrzak, dyrektor inwestycyjny Esaliens TFI zwraca uwagę, że atrakcyjnym dla inwestycji instrumentem przestały być obligacje, z wyjątkiem indeksowanych do inflacji obligacji detalicznych. 

- Portfele obligacji nie dadzą stóp zwrotu - mówił.

Choć - jak zwraca uwagę Dariusz Kędziora z Pekao TFI - fundusze obligacyjne mogą nadal dawać atrakcyjne stopy zwrotu. Pomimo "zerowych" stóp w strefie euro od 2016 roku fundusze niemieckich obligacji zarabiały rocznie 2,5 proc. To pozwoliło im znacznie "pokonać" niską inflację w strefie euro w tym okresie.

Kamil Sobolewski mówi, że nie jest pewny, czy przekonanie o wartości złota będzie się utrzymywać, podobnie jak zaufanie do papierowego pieniądza, którego ilość niebotycznie rośnie. Złoto powinno być raczej traktowane jako ubezpieczenia na scenariusz całkowitego kataklizmu. Radzi rozpraszać portfele, pomiędzy akcje, ale w wielu różnych branżach i regionach, obligacje, surowce. A przede wszystkim radzi inwestować w fundusze aktywnie zarządzane i w aktywa płynne, czyli takie, które w każdej chwili łatwo sprzedać.

Tymczasem rośnie zupełnie nowa i obiecująca klasa aktywów związanych z odnawialną energetyką, zielonymi inwestycjami oraz ze zrównoważonym rozwojem. Zdaniem Beaty Idem, szefowej banku inwestycyjnego Schroders na Polskę, Czechy i Słowację stopy zwrotu z takich inwestycji są już wyższe niż z "tradycyjnych" indeksów giełdowych. Badania banku Schroders pokazują, że portfele zrównoważonych inwestycji stale rosną.

- Już połowa inwestorów zwraca uwagę na czynnik ESG (zrównoważonego rozwoju). Dla millenialsów ESG jest podstawową częścią wartości portfela - powiedziała Beata Idem.

Prezes Pekao Leszek Skiba zwrócił uwagę, że banki tworzące dobre aktywa, jak kredyty, mogłyby spożytkować je w postaci emisji obligacji, dając szanse inwestycyjną klientom poszukującym lepszych stóp zwrotu niż na lokatach.

- Sektor bankowy musi zastanowić się w jaki sposób podejść do problemu przemieszczania aktywów klientów w bezpieczny sposób do funduszy inwestycyjnych - powiedział.

ram

Tekst powstał w ramach cyklu "Nie tylko o finansach", którego partnerem jest Bank Pekao

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »