Reklama

Zamach na pieniądze w OFE

Wojna o OFE trwa na dobre

We wtorek rząd ma zająć się między innymi raportem dotyczącym OFE. Mimo, że wybór ostatecznego wariantu zmian w systemie OFE nastąpi dopiero po konsultacjach społecznych zawartych w dokumencie propozycji, publiczny spór o przyszłość OFE rozgorzał już na dobre.

W ubiegłą środę ministrowie pracy i finansów przedstawili raport "Bezpieczeństwo dzięki zrównoważeniu". Zarekomendowali w nim przekazanie do konsultacji społecznych trzech propozycji zmian w systemie emerytalnym oraz propozycję wypłat emerytur z otwartych funduszy emerytalnych. Ich zdaniem zmiany korzystnie wpłyną na wysokość emerytur, zapewnią dopływ środków do gospodarki oraz obniżą poziom długu publicznego. Według ministra finansów Jacka Rostowskiego powołanie OFE znacząco zwiększyło dług publiczny; gdyby w 1999 r. nie stworzono filara kapitałowego, to relacja długu publicznego do PKB byłaby poniżej 40 proc.

Reklama

Premier Donald Tusk zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że będzie wspierał takie rozwiązania, które przyniosą dwa efekty: decyzyjność obywatela wobec tego, co się dzieje z jego składką, oraz ukształtowanie sytemu tak, aby nie zwiększał on długu publicznego.

- Z mojego punktu widzenia potrzebny jest wariant klarowny, taki, gdzie ludzie będą wiedzieli, że te (zaproponowane przez rząd - PAP) zmiany, to nie jest - jak niektórzy mówią - skok na kasę. Jest zupełnie odwrotnie. Dzisiaj składkowicze nie mają żadnego wpływu, co się dzieje z ich składkami także w tej części OFE - mówił premier.

Plany rządu związane z OFE rozgrzały nie tylko opinię publiczną. Przeciwnicy zmian twierdzą, że zmiany mogą być niezgodne z Konstytucją i w dłuższej perspektywie prowadzą do likwidacji funduszy. Rządowi zarzuca się, że sięga po pieniądze w OFE zamiast przeprowadzić gruntowną reformę systemu emerytalnego, włączając w to emerytury mundurowe i KRUS.

Prof. Leszek Balcerowicz (m.in. były minister finansów i wicepremier) propozycje zmian nazwał "zamachem na zgromadzone w OFE oszczędności emerytalne", mające miejsce pod zasłoną fałszywych słów, takich jak dobrowolność, czy przeniesienie składki do ZUS.

Wobec propozycji MF i MPiPS nie ma zgody w łonie Platformy Obywatelskiej. Były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin publicznie krytykował plany ministrów Rostowskiego i Kosiniaka-Kamysza twierdząc, że pieniądze zgromadzone w OFE to prywatne pieniądze Polaków, których nie należy ruszać.

Niektórzy ekonomiści uważają jednak, że gdyby zmiany dotyczące OFE weszły w życie jeszcze w tym roku, to pieniądze z funduszy mogłyby uchronić tegoroczny budżet przed koniecznością nowelizacji. Chodzi o propozycję, by na 10 lat przed przejściem na emeryturę kapitał zgromadzony w OFE był stopniowo przekazywany do ZUS. W pierwszym transferze byłoby bowiem więcej środków niż 1/10 całości ponieważ trafi w nim do ZUS kapitał osób, które mają mniej niż 10 lat do emerytury. Szacuje się, że w sumie na kontach takich osób w OFE jest około 46 mld zł , z czego w pierwszym roku przesunięte mogłoby zostać ok. 20 mld zł.

Bank inwestycyjny Morgan Stanley ocenił w poniedziałkowym komentarzu, że wobec słabnących notowań i rozczarowującego wzrostu gospodarczego rząd chce stworzyć sobie pole manewru w polityce fiskalnej poprzez obniżenie relacji deficytu i długu do PKB. Może to osiągnąć właśnie poprzez zmiany w OFE i wprowadzenie nowej reguły fiskalnej. "Reforma emerytalna to być albo nie być dla rządu" - napisano w komentarzu banku.

Według zapowiedzi resortu pracy konsultacje społeczne dotyczące raportu i zawartych w nim propozycji zmian mają potrwać co najmniej miesiąc, a po ich zakończeniu rząd wybierze ostateczne rozwiązanie.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Zgodnie z pierwszym wariantem zmian w systemie OFE, zlikwidowana miałaby być tzw. część obligacyjna OFE, co oznacza, że środki, których OFE nie mogą inwestować w akcje, byłyby przenoszone do ZUS. Drugi wariant zakłada dobrowolność udziału w części kapitałowej systemu emerytalnego. Osoby rozpoczynające pracę mogłyby wybrać, do którego OFE chcą należeć. Zgodnie z trzecim, ubezpieczony mógłby zdecydować się na przekazanie całości składki do ZUS przy obecnej wysokości 19,52 proc., albo zdecydować się na przekazanie części składki do ZUS (17,52 proc.). Pozostała 2-proc. część składki trafiałaby do OFE, ale ubezpieczony musiałby wpłacać do funduszu także dodatkowe 2 proc. składki. W sumie składka emerytalna od wynagrodzenia wyniosłaby 21,52 proc.

Zagłosuj w internetowym referendum w sprawie OFE

Dowiedz się więcej na temat: OFE
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »