Reklama

Solidarni Zwyciężymy: Pomyśl o innych - nie dokładaj roboty

"Nie dokładaj roboty": pandemia nie zniosła zasad ruchu drogowego, a ulice - pomimo mniejszego natężenia ruchu - to wciąż nie tor wyścigowy. - Część kierowców wyraźnie o tym zapomniała. Każdy wypadek to dodatkowe obciążenie dla lekarzy. Postanowiliśmy zwrócić na to uwagę - mówi Interii Adam Sobieraj, prezes Fundacji Drogi Mazowsza. Inicjatywa została wyróżniona w konkursie PFR i Fundacji PFR "Solidarni Zwyciężymy".

Pandemia COVID-19 nie została bez wpływu na statystyki ruchu drogowego: w szczytowym momencie na niektórych krajowych drogach liczba aut spadła o nawet 80 proc., a w ślad za tym liczba wypadków i ofiar śmiertelnych. Powodów do radości jednak nie ma, bowiem stosunek ofiar śmiertelnych do łącznej liczby wypadków wzrósł. A to oznacza, że jeśli już do zdarzeń na drodze dochodziło, to miały one bardziej tragiczne skutki.

O ile w marcu 2019 roku w Polsce odnotowano 2079 wypadków drogowych, w których zginęło 189 osób, o tyle w 2020 roku w tym samym okresie wypadków było o 33 proc. mniej - 1423. Zginęło w nich natomiast 155 osób, czyli jedynie o 18 proc. mniej niż w roku ubiegłym.

Reklama

Puste drogi zachęcały do brawury i nadmiernej prędkości, czyli głównych przyczyn wypadków na drogach, zwłaszcza tych śmiertelnych.

- Kierowcy, którzy ruszyli w trasy w czasach lockdownu, zobaczyli, że mają puste drogi i przyśpieszyli. To było wyraźnie widać w statystykach Policji, inspekcji drogowej, na fotoradarach i w pomiarach prędkości innych zarządców dróg - mówi w rozmowie z Interią prezes Fundacji Drogi Mazowsza. Przypomina też, że nie jest to problem tylko Polski. Podczas pandemii - jak wynika z danych Eurostatu - kierowcy przyśpieszyli w wielu krajach UE.

- Postanowiliśmy przypomnieć o zasadach ruchu drogowego w pandemii, które przecież nie przestały obowiązywać. Nikt nie wiedział wtedy, jak się to potoczy dalej. Czy zamrożenie gospodarki będzie się przedłużać, czy pójdziemy drogą - którą w sumie obraliśmy - czyli szybkiego stopniowego luzowania obostrzeń. Ruszyliśmy w kwietniu z akcją informacyjną "Nie dokładaj roboty" - dodaje Sobieraj.

Tłumaczy, że "chodziło o to, by uświadomić ludziom, że każdy wypadek to dla lekarzy w tamtym okresie dodatkowa praca, a byli oni potrzebni w szpitalach przy chorych na COVID-19".

- Chcieliśmy zwrócić uwagę, że lekarze mieli wystarczająco pracy na oddziałach zakaźnych i w szpitalach jednoimiennych: nadgodziny, szybki przyrost zakażonych. I przyszło nam do głowy, żeby przypomnieć kierowcom, że przepisy obowiązują, nic się nie zmieniło, żadna tarcza antykryzysowa ich nie zniosła. Puste drogi to nie tor wyścigowy, a każdy wypadek to dodatkowe obciążenie dla służby zdrowia - podkreśla.

Sama akcja w czasach pandemii przeniosła się do internetu. Powstał krótki, dwudziestosekundowy film z prostym przekazem. - Jest on praktycznie niemy. Nie ma rozmów, dzięków poza sygnałem karetki, telefonu i drukarki zleceń w dyspozytorni. Forma rysunkowa była jedyną dostępną w dobie COVID-19. Nie chcieliśmy skupiać uwagi odbiorcy na detalach, ale zorientować go na przesłanie: zwolnij, nie dokładaj pracy lekarzom - wyjaśnia rozmówca Interii.

- Wolimy postawić na prewencje. Jeśli policzymy koszty wypadków, które w Polsce sięgają rocznie 56 mld zł, to widzimy jakim problemem są one w kraju - dodaje Sobieraj.

Film rozchodził się głównie na jednym z popularnych portali społecznościowych. Kolejne portale branżowe dołączały do inicjatywy i swoimi kanałami rozpowszechniały założenia akcji. Włączył się w nią również Polski Związek Motorowy.

- Nie można powiedzieć, że nie był zauważony. Chodziło jednak przede wszystkim o to, żeby pomimo pandemii człowiek się podjął pewnego działania i spróbował zwrócić uwagę na powinien problem. Wiedzieliśmy, że to nasze ostatnie fundusze, ale chcieliśmy jednak w tych trudnych czasach coś zmienić - dodaje. Jednocześnie podkreśla, że w ruchu drogowym przyczyny choroby doskonale są znane. Wiadomo też jaki lek powinno się zastosować, żeby zmniejszyć liczbę wypadków i ofiar. - Nie ma odważnego który by zrobił zastrzyk. Raporty Polskiej Izby Ubezpieczeń nie pozostawiają złudzeń: nie chodzi o stan dróg, tylko o stan umysłu - podkreśla.


Dowiedz się więcej na temat: Solidarni Zwyciężymy | kierowcy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »