Reklama

Paweł Borys, prezes PFR: Wojna z pandemią potrwa jeszcze 2-3 miesiące

Zakładam, że mamy przed sobą jeszcze 2-3 bardzo trudne miesiące, w czasie których wszyscy jako społeczeństwo jesteśmy na wojnie z pandemią. Ale od maja lub czerwca bieżącego roku i w latach 2022-2023 mamy szanse na silne ożywienie gospodarcze, i miejmy nadzieję na wycofanie się pandemii - mówi Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: Mija rok od stwierdzenia pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce.  Który moment od wybuchu pandemii był najtrudniejszy dla prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju? Kiedy pan już wiedział, że idzie potężny kryzys?

Reklama

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju: - W pierwszych dniach marca zdałem sobie sprawę, że sytuacja jest bardzo poważna i nadchodzi być może największa recesja od dziesięcioleci. Wskazywały na to bardzo silne przeceny na rynkach akcji, ropy naftowej i ostre spadki kursu niektórych walut. Doświadczenie z podobnych epizodów pokazywało, że zachowanie cen tych aktywów przypomina scenariusz z kryzysu finansowego z 2008-2009 roku, co zwiastowało, że zbliża się coś bardzo poważnego.

Jednak na początku, tarcze antykryzysowe wyglądały dość mizernie, mikropożyczka na 5 tys. zł, zwolnienie ze składek społecznych i dopłaty do wynagrodzeń. Kiedy było wiadomo, że do przetrwania firm i gospodarki nie wystarczy kilka miliardów złotych, ale potrzebna jest finansowa bazooka i trzeba wyłożyć kwoty rzędu 100 mld zł?

- Jeśli chodzi o premiera Morawieckiego i kluczowe osoby odpowiedzialne za gospodarkę, to świadomość, że przed nami ryzyko potężnego kryzysu i potrzeby natychmiastowych działań pojawiła się szybko. Mateusz Morawiecki jest ekonomistą i doskonale rozumiał zagrożenia, choć nie było jeszcze o nich tak głośno na świecie i niewiele osób zdawało sobie sprawę, że zbliża się gospodarcze tsunami. Premier od razu powołał gospodarczy sztab antykryzysowy, którego zadaniem było opracowanie scenariuszy rozwoju recesji i działań antykryzysowych. Głównym wyzwaniem był brak punktów odniesienia. Pandemia i lockdown powodują inne skutki gospodarcze, bardziej gwałtowne, niż typowy cykliczny kryzys. Dla pracowników i firm to był szok i kompletnie nowa sytuacja. Zrywały się łańcuchy dostaw, zamkniętych zostało wiele branż i panowała olbrzymia niepewność. Pandemia grypy hiszpanki dawała pewną wiedzę, ale to były zupełnie inne czasy I Wojny Światowej i nie dało się przekładać tamtych danych na obecną sytuację. Nikt w Polsce i Europie nie wdrażał nigdy tak wielkich programów pomocowych, a gospodarka światowa naprawdę stanęła w marcu i kwietniu na krawędzi. Prace zespołu trwały non stop i ich efektem była zaprezentowana Tarcza Antykryzysowa o bezprecedensowej wartości ponad 100 mld zł, a podstawy prawne do jej wdrożenia zostały przyjęte przez rząd i Sejm jeszcze w marcu.



Co było największą niewiadomą?

- Polska nie miała od trzech dekad recesji. Nie istniały automatyczne instrumenty prawne jak np. kurzarbeit w Niemczech, a te istniejące po kryzysie w 2009 były kompletnie nieefektywne. Dodatkowo braki w cyfryzacji np. powiatowych urzędów pracy powodowały wyzwania organizacyjne, które trudno pokonać z dnia na dzień. To był bardzo trudny moment. Czuć było olbrzymie przestraszenie sytuacją i presję na szybką pomoc. Dlatego stworzyliśmy zupełnie nowe formy pomocy w postaci subwencji z PFR, dających poduszkę płynnościową dla firm oraz silnie motywujących do utrzymania zatrudnienia. Zależało nam, żeby tę główną bazookę, czyli Tarczę Finansową PFR pokazać jeszcze przed Świętami Wielkanocnymi. Premier Morawiecki chciał, żeby ludzie poczuli się bezpieczniej na święta. To się udało i co najważniejsze zdążyliśmy z uruchomieniem programu w kwietniu zanim firmy uruchomiły zwolnienia pracowników i rozpoczęły się upadłości najsłabszych firm.

- Nad startem tarczy pracował zespół ponad pół tysiąca osób dzień i noc przez 5 tygodni. To była olbrzymia operacja logistyczna. Zbudowaliśmy bardzo nowoczesny system oparty o nowe technologie i połączony z ZUS, KAS, KIR i 17 bankami. Tworząc w PFR ten bardzo zawansowany technologicznie system, zapewniliśmy, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa mogły liczyć na rozpatrzenie wniosku w ciągu średnio 17 godzin, a pieniądze znajdowały się na ich kontach w ciągu dwóch dni. W trzy miesiące połowa wszystkich firm w Polsce otrzymała 62 mld zł wsparcia. Wraz z działaniami innych instytucji jak BGK, czy ZUS udało się przejść wówczas przez najbardziej niebezpieczny etap kryzysu, czyli czas największej niepewności i zaskoczenia. W drugim kwartale tak naprawdę zdecydowało się, czy kryzys wywołany pandemią kraje przejdą stabilnie, czy skala recesji będzie duża powodując silny wzrost bezrobocia. Hiszpania w ostatniej dekadzie pokazuje, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy kryzysu można popaść w takie problemy, z którymi gospodarka i rynek pracy nie mogą sobie poradzić później przez dekadę i grozi to straconym pokoleniem.



A co w tej całej operacji było największym wyzwaniem dla PFR?

- Największym sukcesem menadżera jest zbudowanie zespołu, który w krytycznych momentach nie wywiesza białej flagi, tylko bierze odpowiedzialność i ciężko pracuje. Wchodząc w kryzys PFR zatrudniał zaledwie 130 osób, a nawet dzisiaj jest to 220. Obsłużenie tysięcy pytań firm każdego dnia, zbudowanie systemu, udzielnie finansowania 367 tysiącom przedsiębiorstw, pomoc 70 dużym firmom, czy rozpatrzenie 17 tysięcy indywidualnych odwołań to gigantyczne wyzwanie dla tak małej organizacji. Jestem bardzo dumny z mojego zespołu, który każdego dnia czuje olbrzymią odpowiedzialność i jest na zaangażowany na 200 proc. Sam mam wrażenie, że od momentu kiedy rok temu na początku marca otworzyłem komputer to jeszcze go nie zamknąłem. Ten rok to był prawdziwy rollercoaster. Druga fala pandemii i trzecia, która jest dużo bardziej niebezpieczna pod względem zdrowotnym, ma na szczęście dużo mniejsze skutki gospodarcze, bo sektor przedsiębiorstw i rynek pracy przystosowały się do sytuacji, a tarcza pozwoliła zbudować firmom duży bufor finansowy. Jednak niestety ta druga fala kryzysu pokazała, że pandemia uderza głównie w kilkadziesiąt sektorów usług. I firmy z takich branż jak gastronomia, kultura, turystyka, czy targi dotknięte są najbardziej skutkami COVID-19. Robimy co jest możliwe, żeby te firmy przeprowadzić przez tę drugą i trzecią falę pandemii, licząc, że tworzy się realna perspektywa pokonania pandemii i powrotu tych branż do aktywności.

To w którym punkcie dziś jesteśmy? Bo patrząc na rozwój pandemii i wzbierającą trzecią falę, to światełko w tunelu tylko się lekko tli. Odsetek zaszczepionych jest niewielki, a firmy z poszkodowanych branż jadą już tylko na oparach. Jaka jest prognoza na 2021 rok?

- Z perspektywy całej gospodarki to ten 12 miesięczny kryzys przeszliśmy suchą stopą. Mamy drugi najniższy spadek PKB w Unii Europejskiej i drugie najniższe bezrobocie. Sektor przedsiębiorstw na duży bufor finansowy, gospodarstwa domowe lekko zwiększyły oszczędności, a finanse publiczną należą do jednych z najstabilniejszych w UE, co potwierdzają ratingi i ostatnie dane Komisji Europejskiej. Pandemia kosztowała Polskę około 8 pkt. proc. wzrostu długu publicznego, ale powrót na szybką ścieżkę wzrostu pozwoli na stopniowy spadek długu do PKB w najbliższych latach. To są oczywiście ogólne statystyki, a trzeba pamiętać o firmach z zamkniętych branż, gdzie sytuacja jest trudna. Dlatego uruchomiliśmy Tarczę Finansową 2.0, z której zaledwie w 6 tygodni wypłaciliśmy blisko 7 mld zł pomocy. Planowanie jest bardzo trudne w tej sytuacji, bo pandemia jest bardzo nieprzewidywalna. W momencie, gdy wydawało się, że sytuacja jest w miarę opanowana, pojawiła się mutacja brytyjska i połodniowoafrykańska, które tworzą nowe zagrożenia. Bardzo optymistyczne dane pokazał minister Adam Niedzielski, pokazujące silny spadek zachorowań personelu w służbie zdrowia w wyniku szczepień. Podobne trendy widać w Izraelu.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Ale Izrael jest już prawie cały zaszczepiony, a u nas niewielka część z grupy 0.

- Mamy w Polsce bardzo nowoczesny i sprawny system szczepień. Wykorzystano nowe technologie cyfrowe, dzięki czemu mamy centralny system skierowań i rezerwacji połączony z centralną infolinią i Indywidualnym Kontem Pacjenta. Zawsze mogą zdarzyć się jakieś potknięcia przy tak masowym procesie, ale system jest wydolny i dzięki temu jesteśmy wśród liderów tempa szczepień w UE. W systemie widać status każdej szczepionki, a liczba punktów szczepień jest bardzo duża. Jedyne czego brakuje to dostaw szczepionek w UE w takim tempie, jak w USA, Wielkiej Brytanii, czy Izraelu. Jednak pomimo tych ograniczeń, w perspektywie maja - czerwca powinno być zaszczepionych 6-7 mln osób, czyli wszystkie osoby starsze i z grupy podwyższonego ryzyka, a to powinno przełożyć się na spadek śmiertelności i hospitalizacji, co było głównym argumentem dla wprowadzani ostrych restrykcji i zamykania niektórych branż. Zniknie wtedy główny powód do wprowadzania kolejnych lockdownów, co z kolei zwiększy przewidywalność jeżeli chodzi o przedsiębiorstwa, pracowników i całą gospodarkę. Z pandemią będziemy się pewnie jeszcze zmagali przez wiele miesięcy, ale jest szansa na to, że wszystkie sektory gospodarki będą mogły funkcjonować, choć zapewne w zwiększonym reżimie sanitarnym.

To dość optymistyczna wizja, bo będą wówczas zaczepione tylko osoby starsze oraz ze specjalnej grupy ryzyka czyli z najpoważniejszymi chorobami, natomiast wciąż nie będą zaczepione osoby najbardziej mobilne, w tym sprzedawcy w sklepach czy fryzjerzy czyli osoby mające najwięcej kontaktów. Czy weryfikuje pan swoją optymistyczną prognozę wzrostu PKB na 2021 rok, zakładającą, że może on wynieść nawet 5 proc. wzrostu?

- Ponad 90 proc. gospodarki jest w dobrej kondycji, można mówić nawet o boomie w przemyśle i to pozwala utrzymać optymistyczne prognozy i cały czas uważam, że mamy szanse na 4-5 proc. wzrostu PKB, mimo że z każdym miesiącem niepewności i konieczności wprowadzenia ograniczeń, kiedy firmy wstrzymują inwestycje, a konsumenci mniej wydają, rośnie ryzyko dla tej prognozy. Zakładam jednak, że jest szansa na taki wzrost, a nawet w pesymistycznym scenariuszu wyniesie on 2-3 proc.



PFR ogłosił właśnie, że zainwestuje w produkcję w Polsce szczepionki amerykańskiej firmy Novavax przez firmę Mabion. Zakładając pozytywne zakończenie testów i uzyskanie przez Novavax zezwoleń na dopuszczenie szczepionki do obrotu, to kiedy i w jakim stopniu przyspieszy to tempo szczepień i liczbę zaszczepionych w Polsce?

- W 2017 roku uruchomiliśmy program inwestycyjny PFR Life Science w ramach którego udzielamy finansowania firmom biotechnologicznym, których niestety nie mamy wiele w Polsce. W 2018 roku zainwestowaliśmy m.in. w spółkę Mabion, która pracuje nad własnym lekiem opartym o technologie białkowe. W pandemii okazało się, że biotechnologie stały praktycznie elementem infrastruktury krytycznej państwa. Przy wsparciu Kancelarii Premiera, Ministerstwa Zdrowia i PFR, Mabion nawiązał współpracę z Novavax wiodącym producentem szczepionki na COVID19. Ta szczepionka oparta jest właśnie o technologie białkowe. Mabion wykorzystując swoje istniejące kompetencje będzie producentem szczepionki Novavax, a PFR zapewni spółce finansowanie w kwocie 40 mln zł na uruchomienie produkcji oraz podwojenie mocy produkcyjnych poprzez inwestycje w dwa bioreaktory. W drugim kwartale na nastąpić transfer technologii do Mabion i produkcja serii próbnej. Jeżeli wszystko się uda, to Mabion rozpocznie produkcję przemysłową szczepionek w drugiej połowie roku. Polska zamówiła 8 mln szczepionek Novavax. Jak wiadomo obecnie głównym wyzwaniem dla producentów są moce produkcyjne. Naszą inwestycją chcemy zapewnić bezpieczeństwo dostaw w tym roku oraz w latach kolejnych. To także szansa na rozwój branży biotechnologii w Polsce.  

Zakończyła się właśnie Tarcza 2.0 skierowana do firm z 54 branż, ale niedługo minie rok od uruchomienia pomocy z pierwszej tarczy finansowej i wtedy może nastąpić moment prawdy dla rynku pracy, bo zniknie motywacja do tego, by nie zwalniać pracowników. Jak pan ocenia to ryzyko?

- Tarcza finansowa spełniła swoją funkcję, bo dawała silną motywację do tego by nie zwalniać pracowników uzależniając od tego umorzenie znacznej części otrzymanych subwencji. Chronimy obecnie 3,5 miliona miejsc pracy. Z naszych analiz i obserwacji na podstawie danych ZUS i urzędów pracy widać, że zdecydowana większość tych firm, które otrzymały pomoc utrzymuje zatrudnienie. Tym samym zakładamy, że poziom umorzeń będzie wysoki. Zwolnienia występują w branżach dotkniętych restrykcjami, ale dane z rynku pracy pokazują, że te osoby mają szanse w miarę szybko znaleźć zatrudnienie. Uważam, że nie będzie efektu nagłego wzrostu zwolnień, po umorzeniu subwencji z tarczy, bo kondycja gospodarki jest dobra. Oczywiście ścigamy się z czasem, bo cała strategia zakładała, że pandemia może wpływać negatywnie na gospodarkę przez około 12 miesięcy i w tym czasie staramy się zamrozić rynek pracy i budować bufor finansowy w sektorze przedsiębiorstw, licząc że po tym okresie wzrost gospodarczy będzie na tyle duży, że będą tworzyć się nowe miejsca pracy i nie będzie ryzyka zwolnień. Dlatego tak ważne jest, by od maja-czerwca koniunktura wróciła, ponieważ gdyby się okazało, że jest inaczej - co jest mało prawdopodobne na dziś, ale nie da się tego wykluczyć-to sytuacja będzie poważniejsza.



Czy w czarnym scenariuszu, PFR będzie w stanie szybko ruszyć z kolejną odsłoną tarczy finansowej czy to nie będzie takie łatwe i wymagać będzie zgód Komisji Europejskiej, na które ostatnio trzeba było długo czekać? 

- Uruchomienie takiej tarczy to jest naprawdę duża operacja logistyczna i nie tylko ze względu na konieczność negocjacji z KE, bo przygotowanie pod względem prawnym i organizacyjnym jest olbrzymim przedsięwzięciem,  a trzeba wziąć pod uwagę, że zaangażowane są w to inne instytucje jak ZUS oraz  banki. My jesteśmy jednak gotowi działać, jeśli sytuacja będzie tego wymagała i rząd podejmie takie decyzje. Przypomnę też, że wciąż działa tarcza dla dużych firm, a spodziewam się lada chwila zgody KE na uruchomienie pożyczek płynnościowych. Choć zupełnie nie rozumiem, dlaczego musimy czekać trzy miesiące na zgodę urzędników, żeby sprawnie pomagać naszym przedsiębiorcom. Uważam, że w tej sytuacji takie zgody nie powinny zajmować więcej niż 3-4 tygodnie, a czekamy wiele miesięcy.

Kiedy w gospodarce mogą ruszyć duże inwestycje i te zwiane z krajowym planem odbudowy? Czy one będą oparte tylko na finansowaniu unijnym, czy w dużej mierze także na krajowym?

- Europejski Fundusz Odbudowy, biorąc pod uwagę skomplikowaną procedurę, efektywnie zacznie działać pod koniec roku, a więc dwa lata po wybuchu pandemii. Niemniej, dobre wykorzystanie dużych środków z funduszu odbudowy i kolejnej perspektywy UE to olbrzymia szansa na pobudzenie inwestycji i gospodarki. Już w czwartym kwartale ubiegłego roku, inwestycje publiczne obok eksportu były dźwignią stabilizacji PKB . Jeśli pandemia wycofa się w tym roku i konsumenci zaczną nadrabiać wydatki, firmy ruszą z inwestycjami, a na to nałożą się środki z UE i pieniądze z tarcz antykryzysowych, to będziemy mieć boom inwestycyjny.  Przypomnę, że blisko 100 mld zł z łącznych 180 mld zł pomocy to środki bezzwrotne więc jest to duży impuls fiskalny.  Zakładam, że mamy przed sobą jeszcze 2-3 bardzo trudne miesiące, w czasie których wszyscy jako społeczeństwo jesteśmy na wojnie z pandemią. I to jest prawdziwa wojna, która ma prawdziwe ofiary, choć co smutne, wiele osób to ignoruje, nie stosując się do zaleceń sanitarnych i zasad DDMA. Ale od maja lub czerwca bieżącego roku i w latach 2022-2023 mamy szanse na silne ożywienie gospodarcze, i miejmy nadzieję na wycofanie się pandemii.  

Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz!

Dowiedz się więcej na temat: PFR | Paweł Borys
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »