Reklama

Stefan Batory: Booksy przekroczyło 2 mln użytkowników w Polsce

- Dziś moja rola sprowadza się do tego, żeby zebrać odpowiednich ludzi. Coraz bardziej przypomina rolę trenerską, a nie zawodniczą. Pozyskuję zawodników, ustawiam ich na boisku, decyduję, kto będzie grał w obronie, a kto w ataku i muszę zadbać o to, żeby cała drużyna sprawnie ze sobą grała - mówi w rozmowie z Interią Stefan Batory, prezes Booksy, polskiej aplikacji do umawiania wizyt w salonach urody. Twórca Booksy będzie jednym z prelegentów podczas Infoshare 2021. Konferencja startuje 14 października w Gdańsku i potrwa dwa dni.

Dominika Pietrzyk, Interia: Wyobraża sobie Pan, że Booksy przestaje działać na 6 godzin tak jak Facebook?

Stefan Batory, prezes Booksy: - Kiedyś przestało działać na 20 minut i nie chciałbym wracać pamięcią do tamtego dnia. Kilka lat temu też nie działało przez 6 godzin, ale wtedy mieliśmy jeszcze bardzo mało klientów. Myślę, że jesteśmy już na takim etapie i działamy w takiej skali, że byłby to duży problem przede wszystkim nie dla nas jako firmy, ale dla podmiotów korzystających z naszych usług. Mamy wpływ na życie i biznes tak wielu przedsiębiorców, pracowników i klientów, że to byłby straszny dzień. Kiedy znoszono lockdown w poszczególnych krajach, też mieliśmy przeciążenie serwerów, bo ruch zwiększał się dwudziestokrotnie, a trudno jest kupić dwadzieścia razy więcej serwerów na godzinę. Mieliśmy więc momenty czkawki, ale to, że nie działamy przez 6 godzin, mam nadzieję, że już nigdy się nie zdarzy.

Reklama

Booksy straciło na awarii Facebooka i Instagrama? To już nie tylko sieci społecznościowe, ale i platformy reklamowe.

- To nasze całkiem istotne kanały reklamowe, ale - na szczęście dla nas - korzystamy też z innych kanałów. Mamy również bardzo dużo tzw. ruchu organicznego, więc ta awaria nie była dla nas dużym problemem. Natomiast myślę, że część naszych klientów zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych ją odczuła. Oni reklamują się na Facebooku i tam pozyskują sporo klientów, którzy później sięgają po Booksy, żeby umawiać wizyty. Wiem też, że duża część barberów czy manikiurzystek w Stanach Zjednoczonych reklamuje się na Instagramie i to jest dla nich istotne źródło pozyskiwania klientów.

Jak się ma dzisiaj Booksy? Wszystko wróciło do normy, czy nadal jest jeszcze popandemiczna niepewność?

- Myślę, że nie ma już tej popandemicznej niepewności w sensie egzystencjalnym. Na pewno jest jeszcze cały czas niepewność na poszczególnych rynkach, na których działamy, ale to już nie generuje poczucia niepewności dla całej firmy. Udało nam się z tego całkowicie otrzepać. I w tym sensie my, jako firma, mamy się bardzo dobrze.

Kiedy rozmawialiśmy na początku roku, wspominał Pan, że dalszy rozwój firmy na różnych rynkach i priorytet, jakim jest rynek amerykański, mogą ulec zmianie w zależności od tego, jak będą przebiegać krajowe programy szczepień. To uległo zmianie, czy Stany Zjednoczone nadal są dla was absolutnym numerem jeden?

- Stany Zjednoczone są i jeszcze długo będą naszym największym priorytetem. Mam takie osobiste przekonanie, że świat zmierza w kierunku nowej normalności. Niezależnie od tego, czy wszyscy się zaszczepią czy nie, czy będzie potrzebna trzecia dawka szczepionki czy też nie, to świat idzie w tym kierunku, żeby zacząć żyć z epidemią i starać się normalnie funkcjonować. W związku z tym kierunek, który wytyczyliśmy na początku roku w Stanach Zjednoczonych, realizujemy i to z większą intensywnością.

Booksy przejęło niedawno Genbook, czyli waszego amerykańskiego konkurenta. Ilu nowych klientów wygeneruje dla Booksy to przejęcie?

- Nie mogę ujawniać liczb, natomiast procentowo to o dwadzieścia, dwadzieścia kilka procent, w zależności od regionu. Pozwoli nam to zwiększyć bazę salonów i konsumentów korzystających z aplikacji.

A ilu klientów Booksy ma teraz w Polsce?

- W Polsce przekroczyliśmy właśnie 2 mln użytkowników, rozumianych jako konsumenci.

Klienci na dobre wrócili już po pandemii do salonów urody?

- Zdecydowanie tak. W okresie marzec-czerwiec widzieliśmy te powroty, na różnych rynkach z różną prędkością, ale wszystko wróciło już do normalności. Przegoniliśmy już wyniki sprzed wybuchu pandemii.

Kilka tygodni temu pojawiła się informacja, że spółka DocPlanner - właściciel platformy ZnanyLekarz - osiągnęła wycenę 1 mld dolarów, a tym samym została pierwszym, polskim "jednorożcem". Nie miał Pan ambicji, żeby to Booksy było pierwsze?

- To nie miało dla nas żadnego znaczenia. Wiem, że wszyscy, którzy nam kibicowali, wymieniali Booksy w gronie potencjalnych pierwszych polskich jednorożców, bo to też historyczny moment dla całego polskiego ekosystemu, ale to kompletnie nie ma znaczenia, kto tym jednorożcem został. Ja bardzo się cieszę i to bardzo dobra wiadomość dla ekosystemu. To na pewno ściąga zagraniczne fundusze do Polski, które widzą, że pojawił się tu pierwszy "jednorożec", a za chwilę pojawią się kolejne. Tak naprawdę dla mnie zawsze było ważne to, żeby te "jednorożce" w Polsce się pojawiły, niezależnie od tego, kto będzie pierwszy. Natomiast my mamy zupełnie inną ambicję. Chcemy zostać najbardziej rozpoznawalną marką na świecie, która urodziła się w Polsce. To jest nasz cel i nasz poziom ambicji.

Jak chcecie to osiągnąć?

- Strategia jest bardzo prosta. Musimy kontynuować to, co robimy. Myślę, że wszyscy w firmie czujemy, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby się tak stało. Nie możemy popełnić głupich błędów, ani się poddać, kiedy pojawią się trudności, ale mamy coraz więcej wewnętrznego przekonania, że to co robimy, robimy we właściwy sposób. Na początku, kiedy skala przedsięwzięcia jest mała, to nigdy nie ma na to dowodu. Ale teraz kiedy pomyśli się, że w Polsce z Booksy korzysta 2 mln ludzi, a w dużych miastach mamy rozpoznawalność marki powyżej 50 proc., to jest to dla nas solidny dowód, że to co robiliśmy przez ostatnie kilka lat, zadziałało. A my jeszcze tak na poważnie nie zabraliśmy się za marketing i za reklamę. To dopiero przed nami. Widzimy też, że w innych krajach jesteśmy na dokładnie tych samych trajektoriach i mamy takie same tempa rozwoju jak w Polsce, więc wszyscy czujemy, że to się musi wydarzyć i to jest tylko kwestia czasu.

Kiedy powstanie strategia marketingowa?

- W Polsce właśnie jesteśmy w trakcie jej opracowywania. Na innych rynkach jeszcze z tym czekamy, bo musimy najpierw osiągnąć pewne kolejne etapy, które w Polsce już osiągnęliśmy, ale to też tylko kwestia czasu. 

W strategii marketingowej dla Polski chcecie położyć większy nacisk na nowe media, czy reklama rozleje się szeroko także w tradycyjnych kanałach? To też pytanie o grupy docelowe kampanii reklamowej.

- Przede wszystkim będziemy kierowali kampanię do grupy, która korzysta z aplikacji mobilnych, a więc w grę wchodzą raczej ośrodki wielkomiejskie. W związku z tym, że jest to branża beauty, celujemy bardziej w kobiety, chociaż w mężczyzn w określonych grupach wiekowych też, bo mamy przecież barberów, trenerów personalnych i masażystów. Będziemy się kontaktowali z odbiorcą wszystkimi kanałami. W listopadzie pojawią się billboardy, a na początku przyszłego roku myślimy też o telewizji.

Jak wygląda zarządzanie tak dużą firmą i proces podejmowania decyzji?

- Proces decyzyjny i moja rola bardzo szybko się zmieniają. Ona była zupełnie inna pięć lat temu, kiedy zaczynaliśmy, dzisiaj jest zupełnie inna, a za pięć lat, będzie jeszcze inna. Chociaż nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co to wtedy będzie dla mnie oznaczało. Na samym początku ja i mój wspólnik Konrad Howard podejmowaliśmy wszystkie decyzje. Firma się rozrastała, ściągaliśmy coraz lepszych specjalistów, mądrzejszych od nas w poszczególnych dziedzinach i to im oddawaliśmy autonomię i decyzyjność. Dziś moja rola sprowadza się do tego, żeby zebrać odpowiednich ludzi. Coraz bardziej przypomina rolę trenerską, a nie zawodniczą. Pozyskuję zawodników, ustawiam ich na boisku, decyduję, kto będzie grał w obronie, a kto w ataku i muszę zadbać o to, żeby cała drużyna sprawnie ze sobą grała, bo wiemy niestety, że nie zawsze posiadanie najlepszego zawodnika gwarantuje sukces całego zespołu. Coraz ważniejsza jest praca z ludźmi niż z liczbami, Excelem, modelami czy z produktem. Teraz mam wpływ na różne rzeczy w firmie przez to, jakich ludzi zrekrutuję, żeby oni mieli wpływ na te rzeczy. To zaczyna być wpływ pośredni.

Rozmawiała Dominika Pietrzyk

Infoshare 2021 - festiwal społeczności napędzanej technologią!

Infoshare 2021 - największa konferencja technologiczna w CEE, tworząca ekosystem, w którym nowe technologie łączą się z biznesem. Konferencja odbędzie się w dniach 14-15 października w Gdańsku. Co roku uczestniczą w niej tysiące uczestników. Wśród nich startupy, inwestorzy, przedstawiciele korporacji, programiści i marketerzy. Tegoroczna edycja to 5 scen tematycznych, kilkuset czołowych prelegentów z całego świata, blisko 200 wystąpień i warsztatów. Podczas Infoshare 2021 poznamy również finalistów Startup Contest.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »