Reklama

Kto rządzi na rynkach metali?

Na rynkach metali rządzą dolar i ceny energii. Swoje do powiedzenia mają też spekulanci, ale i polityka.

Obok najstarszej na świecie giełdy metali w Londynie (LME) i surowcowej w Chicago (CBOT) wschodząca gwiazdą staje się giełda w Szanghaju. To dlatego, że Chiny są producentem coraz większej ilości metali i odpowiadają za połowę ich światowego zużycia.

Reklama

Kiedy notowania dolara do innych walut idą w górę - metale tanieją. Taka prawidłowość zachodzi zawsze. Na giełdach handel wszystkimi metalami, (podobnie jak innymi surowcami) odbywa się w dolarach. Zgłaszane ceny podawane są zwykle w centach za funt, nawet do czwartego miejsca po przecinku. Jednostką transakcyjną (czyli lotem) jest na przykład - jak w przypadku handlu miedzią w Chicago - 25 tys. funtów.

Z uzależnienia cen surowców od notowań dolara zadowolone są w zasadzie tylko USA. Dla bilansów wielu państw, które nie mają nadmiaru surowców, nie jest korzystne. Choć Chiny mają wielkie bogactwo surowców, też chcą zerwać z rozliczaniem ich w dolarach.

- Mocny dolar oddziałuje negatywnie na ceny metali. Gdy dolar słabnie ich ceny mogą się poprawiać - mówi Interii Artur Płuska, analityk rynków surowcowych w Biurze Strategii Rynkowych banku PKO BP.

Jest też druga prawidłowość - ceny metali idą w parze z cenami surowców energetycznych. Gdy ropa drożeje, prawdopodobnie będą drożeć też metale. I na odwrót - spadek cen ropy czy węgla spowoduje także spadek ich ceny.

- Ceny metali bazowych są powiązane z cenami surowców energetycznych, zwłaszcza cenami ropy oraz węgla. Niższe ceny ropy, węgla czy gazu oznaczają niższe koszty energii, które są jednym z istotnych czynników produkcji metali. Rynek spodziewając się większej ich podaży zaczyna ten fakt dyskontować i dochodzi do spadku cen - tłumaczy Artur Płuska.

Pomimo tych prawidłowości wszystkich metali nie można wrzucać do jednego worka. Mimo wszystko największy wpływ na kształtowanie się ich cen ma relacja podaży do popytu. Na wszystkie te tendencje na poszczególnych rynkach zwraca uwagę w najnowszym raporcie poświęconym surowcom Bank Światowy.

Dlaczego na przykład ostatnio bardzo mocno potaniał cynk, a nikiel - mimo przejściowego spadku ceny - wciąż drożeje? Cynk w III kwartale tego roku kosztował aż o 14 proc. mniej niż rok wcześniej. Stało się tak dlatego, że na ten metal bardzo osłabł popyt w Chinach. Dlaczego? Gdyż USA nałożyły cła importowe już na wiele chińskich towarów.

Bank Światowy prognozuje, ze cynk nadal będzie taniał, gdyż jego produkcja na świecie w przyszłym roku wzrośnie o 5 proc., a popyt o wiele mniej. Otwierane są nowe kopalnie, a stare jeszcze w zeszłym roku ruszyły pełną parą. Dlaczego? Bo jeszcze na początku 2018 roku ceny cynku były najwyższe w historii. Okazuje się, że wojna celna może wywrócić wiele górniczych biznesów, w które zainwestowane zostały ogromne pieniądze.

Sytuacja na rynku niklu przedstawia się zupełnie odwrotnie. W III kwartale jego ceny spadły 9 proc., ale są o 26 proc. wyższe niż przed rokiem. Długo szły w górę, gdyż w Chinach stale rósł popyt na produkcje stali nierdzewnej, a do tego niezbędny jest nikiel. Ale nie tylko dlatego. Nikiel służy do produkcji akumulatorów do aut elektrycznych. Dlatego Bank Światowy prognozuje, że jego ceny w przyszłym roku wzrosną o kolejne 2 proc. i dalej będą rosnąć z powodu rozwoju motoryzacji elektrycznej.

O tym, kto może sprawować rządy na rynku metali świadczą losy aluminium. Na rynku jest deficyt - popyt na ten metal jest wyższy od podaży. A aluminium to ważny i szczególny metal, bo w kosztach jego produkcji aż 90 proc. udziału ma energia elektryczna. Tam gdzie energia jest tania, tańsza jest też produkcja aluminium. A najtańsza energię dają potężne masy wody w syberyjskich rzekach. Dlatego huty budowane są zazwyczaj w pobliżu wielkich elektrowni wodnych.

- Czynnikiem powodującym ograniczoność podaży (aluminium) jest wysoka energochłonność produkcji. Większa część światowej produkcji aluminium jest oparta na energii pochodzącej z elektrowni wodnych, gdyż jest względnie tańsza w stosunku do energii pochodzącej ze spalania surowców energetycznych - mówi Artur Płuska.

Aluminium też wprawdzie potaniało w ostatnich miesiącach, ale w III kwartale jego ceny były nadal wyższe o 2 proc. niż rok wcześniej. Jednak w ostatnich miesiącach były też bardzo niestabilne. Na rynku aluminium karty rozdawał rosyjski koncern Rusal. Mniej więcej równocześnie w tym roku USA nałożyły cła importowe na aluminium oraz sankcje na Rusal. A to z kolei doprowadziło do rozpaczy amerykański przemysł.

- Od ceł zostały wprowadzone liczne odstępstwa, gdyż amerykańcy producenci nie byli w stanie w krótkim czasie przestawić się na rodzimą produkcję tego metalu - mówi Artur Płuska.

- Sankcje w pełni jeszcze nie obowiązują, gdyż podobnie jak w przypadku ceł administracja amerykańska napotkała mocno opór ze strony przemysłu. Wielu amerykańskich importerów aluminium otrzymało czasowe pozwolenie na zakup aluminium od rosyjskiego dostawcy - dodaje.

Odziaływanie polityki powoduje nawet, że ceny jednego i tego samego surowca w różnych częściach świata potrafią się "rozjechać". Gdy USA nałożyły cła oraz sankcje na Rusal, ceny aluminium na chicagowskiej giełdzie CBOT były o 11 proc. wyższe niż na giełdzie LME w Londynie.

Na globalną politykę stosunkowo odporna jest miedź, główne bogactwo KGHM. Dzieje się tak dla także dlatego, że złoża miedzi znajdują się w różnych regionach świata. Największe jej rezerwy mają dość przewidywalne i spokojne Chile. Potem są Australia, Peru i Meksyk, ale w czołówce znajdują się także USA i Kanada. Miedź jest "przewidywalna" również dlatego, że z wszystkich metali jest towarem najbardziej płynnym, a to znaczy, że obrót największymi wolumenami miedzi odbywa się na giełdach. Rynek miedzi ma jednak też swoje problemy.

- W wielu chilijskich kopalniach obniża się zawartość miedzi w wydobywanych rudach, co podnosi koszty produkcji metalu oraz obniża jego podaż - mówi Artur Płuska.

Popyt na miedź jednak nie słabnie i przewyższa jej podaż. A w przyszłym roku nie widać szans na wyraźny wzrost wydobycia.

- Ukończenie inwestycji budowy nowych kopalni miedzi lub rozbudowy istniejących jest planowane dopiero po 2020 roku. Oczywiście realizowane są inwestycje podnoszące wydajność lub zdolności produkcyjne istniejących kopalń, ale raczej nie przyniosą one dużego wzrostu produkcji metalu. Zatem deficyt będzie się utrzymywać - przewiduje analityk.

Podaż i popyt, dolar i ceny energii oraz polityka - to rozdający karty na rynnach metali. Ale tam, gdzie obrót odbywa się na giełdach, do gry dołączają się jeszcze spekulanci. I to oni niekiedy mają największy wpływ na ceny.

Na największej giełdzie metali na świecie LME w 2017 roku właściciela zmieniło 3,5 mld ton podstawowych metali o wartości 12,7 biliona dolarów. Obroty na LME przewyższały światową produkcję metali 40-krotnie. Kupują zatem nie tylko ci, którzy z metali coś produkują. Zdecydowana większość transakcji na trzech platformach obrotu stanowią opcje i kontrakty terminowe. Uczestnicy handlu na LME mają do wyboru sześć różnych rodzajów kontraktów na 14 metali.

Kontrakty terminowe i opcje pozwalają rzecz jasna zabezpieczyć się przed niekorzystnymi ruchami cen. Wymyślili je w latach 40 XIX wieku amerykańscy rolnicy, by zabezpieczyć ceny sprzedaży kukurydzy, pszenicy i soi. Po raz pierwszy kontraktami terminowymi zaczęto handlować w 1848 roku na CBOT w Chicago. Oprócz tego, że instrumentów jest znacznie więcej niż 170 lat temu, dziś jest w zasadzie tak samo.

- Kontrakty terminowe na metale pozwalają przedsiębiorstwom produkcyjnym kontrolować koszty, pomagają zachować płynność dostaw oraz skupić się na lepszym planowaniu produkcji, czyli inaczej mówiąc, skoncentrować się na swojej podstawowej, produkcyjnej działalności - tłumaczy Artur Płuska.

Ale po jednej stronie stoją ci, którzy chcą zabezpieczać się przed ryzykiem i zmianami cen, a po drugiej ci, którzy chcą ryzyko podejmować i zamiany cen wykorzystać. To właśnie inwestorzy spekulacyjni - głównie fundusze hedżingowe.

- Inwestorzy spekulacyjni generalnie mają istotny wpływ na zachowanie się cen surowców, podnoszą ich zmienność. Siła wpływu zależy od relacji kontraktów spekulacyjnych do komercyjnych. Na rynku ropy naftowej czy miedzi udział kontraktów spekulacyjnych jest stosunkowo wysoki, podczas gdy na rynku cynku, ołowiu czy też niklu jest znikomy - mówi Artur Płuska.

Europejskiej i amerykańskiej giełdzie surowcowej rośnie nowy konkurent. Rządów dolara na rynku metali (podobnie jak wojen celnych) mają wyraźnie dość Chiny. Dlatego tamtejsze władze bardzo mocno wspierają sstosunkowo młodą giełdę w Sznaghaju - Shanghai Futures Exchange (ShFE). Do tego stopnia, że niedawno handel na niej rozpoczęli głowni chińscy państwowi producenci miedzi i aluminium - Tongling Nonferrous Metals Group i Chalco. Wiadomo też, że nowo otwarta platforma spełnia najbardziej rygorystyczne normy przejrzystości handlu, a ich brak był wcześniej poważnym zarzutem dużych graczy wobec chińskiego rynku.

Na początku obroty na ShFE były niewielkie - wynosiły zaledwie 75 mln dolarów dziennie. To tylko zabawa - mogli powiedzieć szefowie LME czy CBOT. Ale Chiny produkują i zużywają ok. połowę niemal wszystkich metali na świecie. A dodatku handel na ShFE odbywa się nie w dolarach, lecz w juanach.

Gdy w marcu w Szanghaju rozpoczął się handel kontraktami terminowymi na ropę naftową, w ciągu zaledwie sześciu miesięcy obroty nimi okazały się większe niż na Dubai Mercantile Exchange, czy na giełdach w Tokio i w Singapurze. Na pewno Szanghaj stanie się więc głównym centrum handlu metalami w Azji. A być może w niedalekiej przyszłości także na świecie.

Jacek Ramotowski

Sprawdź bieżące notowania metali na stronach Biznes INTERIA.PL

Dowiedz się więcej na temat: metale ciężkie
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »